Poprzedni temat «» Następny temat
Miejsce na ognisko
Autor Wiadomość
Thalia Brantley
[Usunięty]

Wysłany: 2016-05-04, 21:06   

Wade Pritchett napisał/a:
Był tak przyzwyczajony do Thalii, że nie wyobrażał sobie by dziewczyna miała tak po prostu zniknąć na kilka dni. W większości sytuacji, które go obecnie spotykały nie wiedziałby co zrobić bez jej pomocy i to wcale nie dlatego, że był jakiś upośledzony, ale po prostu tak było mu wygodnie. Lepiej zadzwonić, żeby za niego coś zrobiła albo mu przywiozła niż samemu się z tym kłopotać.
- Sugerujesz, że nie stać mnie na luksusowe SPA? - oburzył się, bo przecież lekką ręką mógłby zapłacić za nich oboje i pewnie tak miało być, gdyby nie przywiozła ich w jakąś dzicz. - Ale przecież... - zaczął, lecz urwał by wysłuchać dziewczynę do końca. - To jest niewspółmierne! - oburzył się, bo uznał to za o wiele za srogą zemstę. - Thalia, wracaj do środka - zawołał za nią nachylając się do drzwi kierowcy, by odkręcić okno.
- Wsiadaj do samochodu i natychmiast mnie zawieź mnie do ośrodka tak, jak się umawialiśmy - dodał, wracając na miejsce i krzyżując ręce na klacie czekał aż wyruszą w drogę. Nie zamierzał wysiadać i nie obchodziło go to, że reszta pracowników przyjechała się tu integrować.

Przewróciła oczami. Doskonale zdawała sobie sprawę iż przekonanie go do biwaku będzie graniczyło z cudem, Nie mniej jednak postanowiła spróbować. W końcu kto nie ryzykuje ten szampana nie pije. W tym wypadku jednak nie chodziło o ryzyko, choć może i też, ale i próbę. O właśnie! Próba nie strzelba!
- Ja nic nie sugeruję – powiedziała najspokojniej jak tylko potrafiła – I nie denerwuj się, bo Ci żyłka wreszcie pęknie – dodała i wystawiła mu język.
- Nigdzie nie jadę. Zostaję tutaj – oświadczyła – Jeśli chcesz to wsiadaj za kółko i jedź sam do swojego SPA, ja się stąd nie ruszam – założyła ręce na pierś, okna nie zamknął więc miała pewność, że doskonale ją słyszał – Zabrałam Cię tu byś podczas mojej nieobecności, czyli w czasie kiedy byłabym tu, nie umarł z tęsknoty, więc przestań się burzyć jak czterolatka i wysiądź z tego samochodu – ton głosu pozwalał stwierdzić iż nie rozkazywała mu tylko wręcz prosiła – Nie musisz się integrować z innymi, możesz tylko ze mną jeśli tak Cię twoi pracownicy nie obchodzą – dodała wzruszając ramionami. Sama nie wiedziała jak do przekonać, ale chciała tu naprawdę zostać.
 
 
Francis Westcott
[Usunięty]

Wysłany: 2016-05-09, 21:51   

Franek najzwyczajniej w świecie palił szluga, bo i co innego mógłby robić? Nie widział nigdzie na horyzoncie żadnych pięknych pań, więc rzucił swoje rzeczy na ziemię, chociaż może rzucił to dużo powiedziane, w końcu nie chciał, żeby mu się prowiant potłukł! Zaciągnął się, raz przy tym kaszląc, co uznawał zawsze za życiowe faux pas, więc jakoś się tak dziwnie ręką zakrył i marszcząc groźnie brwi w kocu odwrócił, czując czyjś dotyk.
- Co? - Zapytał po prostu, jakby go o gwiazdkę z nieba poprosiła, a potem się roześmiał. W końcu to musi być żart. - Nie przypominam sobie, żebyś wcześniej była taka zabawna, może udałoby ci się zaciągnąć mnie do łóżka, a tak nawet tego nie miałaś. - Chociaż jakby nie patrzeć, Franczeska do łóżka nie było ciężko zaciągnąć, no halo. I w sumie nie wiedział, co tam sobie Heather myślała o nim, albo własnie wiedział! Sto procent była zakochana, chciała poderwać, cokolwiek, ale on się nie dał. Taki był twardy. Niech się stara! W sensie pewnie wywinęła jakiś numer potem i jej zwyczajnie nie lubił teraz, chociaż on w ogóle lubi tylko siebie.
- Zaproponowałbym swój namiot, ale nie widzę sensu, dla którego miałbym marnować w nim miejsce na spanie. - Wzruszył ramionami, bo i taka była prawda. Przetrawił już chyba Daphne, wszystkie dziewczyny, które miał po drodze nic nie znaczyły, Janka i ich wspólne dziecię podobno nie było jego, Franka gubiła ich dziecko i w sumie potrzebował typowo się odstresować, bo przez miesiąc był w większej dziczy niż WO, więc o czym my mówimy?
 
 
Heather O'Brien
[Usunięty]

Wysłany: 2016-05-11, 13:13   

Na co ona liczyła? Że nagle panicz Westcott w podskokach z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy uda się do jej namiotu, żeby go odpowiednio rozłożyć? To chyba jednak było trochę za dużo, a już na pewno dla niego samego. Rudowłosa nastolatka skrzyżowała ręce na piersi, marszcząc przy tym ze zdenerwowania nos, co wyglądało nie tyle komicznie, co naprawdę uroczo. Panienka O'Brien przewróciła swoimi czekoladowymi tęczówkami i zbliżyła się o krok do Francisa i chociaż w normalnych warunkach najpewniej odwróciłaby się na pięcie i z godnością sama złożyła namiot to teraz nie mogła tego zrobić zważając na to, że prędzej czy później ten okropny wiatr porwałby ją razem ze wszystkimi częściami i tyle miałaby z biwakowania w środku lasu.
- Nawet nie wiesz ile straciłeś, ale to już twój problem. - powiedziała niewzruszona. Jeśli Heather miała się czymkolwiek załamywać to faktem, że nie udało jej się zmieszać kolejnego z rzędu mężczyzny z błotem. Chodząca feministka, której w płci przeciwnej zupełnie nic nie pasowało. Studentka westchnęła głośno i po krótkiej ciszy ponownie się odezwała, nie spuszczając spojrzenia z sylwetki chłopaka.
- Oj niesamowicie byś się przeliczył, gdybyś mi to zaproponował, bo odpowiedź tak czy siak brzmiałaby: NIE! - ostatnie słowo wypowiedziała dość dosadnie w kierunku dwudziestolatka. Co on sobie wyobrażał? Że jak ostatnia głupia trzpiotka zdecyduje się na nocowanie z nim w jednym namiocie? I co jeszcze? Może ten sam śpiwór?
- Skoro już przytrułeś swoje płuca odpowiednią dawką nikotyny to może wreszcie się stąd ruszysz, co? - zapytała retorycznie chociaż O'Brien coraz bardziej zaczynała wątpić w to, że podejście do Francisa było dobrym pomysłem.
 
 
Heather Blackburn






W WO od kiedy pamięta
Robi zdjęcia
I nie ma czasu na miłość

Wysłany: 2018-08-24, 12:28   
  

  
Love is a polaroid - better in picture but never can fill the void
Heather Blackburn

  
  
  
  
  
  
24

  


styl

Heather zdecydowanie nie żałowała, że postanowiła wrócić do White Oak. Oczywiście, momentami tęskniła za życiem w wielkim mieście, ale póki co nigdzie się nie wybierała. Dobrze było być tak blisko rodziców, rodziców... no i mogła odświeżyć relacje ze starymi znajomymi, których, mówiąc szczerze, nieco zaniedbała po tym jak wyjechała na studia. Naprawdę miło było spotkać się z kimś po tych kilku latach i nie tylko powspominać stare dzieje, ale przede wszystkim - nadrobić zaległości i dowiedzieć się co działo się w WO podczas jej nieobecności. I była naprawdę szczęśliwa będąc w tym miejscu w którym się właśnie znalazła. Wciąż mogła zarabać na czymś co robić kochała, nadal poświęcała swojej pracy bardzo dużo czasu... a nawet można śmiało powiedzieć, że jeszcze więcej niż do tej pory, gdyż często wiązała się ona z wyjazdami poza miasto. Ale wcale jej to nie przeszkadzało. Zwłaszcza, że wciąż potrafiła znaleźć czas na zabawę, coby się troszkę rozerwać... jak chociażby dzisiaj, kiedy znajome oznajmiły jej, że wybierają się na imprezę. Dlaczego miałaby się nie zgodzić?
Kiedy okazało się, że imprezka miała miejsce w środku miejscowego lasku, dziewczynę aż na wspominki zebrało! Kiedy była w liceum bowiem imprezy tutaj były organizowane co chwilę. Było to również miejsce w które blondynka przychodziła bardzo często na wagary, kiedy zwyczajnie nie chciało jej się siedzieć w szkole. Pomijając już jednak te sentymenty... bawiła się tego wieczora bardzo dobrze! Spotkała jeszcze kilku starych znajomych, poznała wielu nowych osób, od alkoholu już nieco jej w głowie szumiało a dobry humor nie opuszczał jej ani na chwilę.
Odeszła od dziewczyn z którymi to głównie spędzała imprezę tylko na chwilę, coby przynieść sobie tylko piwko i już miała wracać, jednak pech chciał, że gdy odwróciła się gwałtownie wpadła na jakiegoś chłopaka, a piwo z jej butelki chlusnęło prosto na jego koszule.
- O mój boże, tak bardzo Cię prze... - zaczęła, naprawdę przejęta, bo naprawdę był to wypadek spowodowany zbyt dużą liczbą ludzi w jednym miejscu w połączeniu z alkoholem płynącym w jej żyłach. Jednak nie dokończyła, gdyż spojrzała na twarz bruneta i rozpoznała w nim chłopaka, który lata temu był jej tak bliski... - Aaron? - rzuciła zaskoczona, jakby chciała się upewnić, czy przypadkiem go z kimś nie pomyliła. Prawda była jednak taka, że naprawdę nie musiała tego robić. Okej, chłopak zmienił się przez te lata, co do tego nie ma żadnych wątpliwości... a jednak te rysy twarzy znała doskonale i wiedziała, że nie da się ich pomylić z nikim innym!
[Profil]
 
 
Aaron Abrams






Urodził się w White Oak
perkusista, barman w THE BRANTLEY'S
I don't fucking care at all

Wysłany: 2018-08-28, 20:34   
  

  
Life is the pain of the pictures in my mind. The fear as a child I left behind. I'm never ashamed of the scars you see across my face.
Aaron Abrams

  
  
  
  
  
  
26

  


Aaron nie wiedział, co takiego trzymało go w White Oak. Od niemal zawsze uważał mieścinę za przysłowiowe zadupie, a jednak niezmiennie (może poza czasem, który spędził w więzieniu) siedział tutaj, póki co nie planując się wynieść. Zdawał sobie sprawę, że wyprowadzka wcale nie była taką banalną sprawą, zwłaszcza dla kogoś, kto nie posiadał zbyt wielkich oszczędności. Może i nie brakowało mu na jedzenie i rachunki, ale nie można było powiedzieć, aby z pensji barmana i paru groszy za koncerty żył niczym król. Nie był głupi, więc nie podejmował pochopnych decyzji, tym bardziej, że w miasteczku miał własny dom, który odziedziczył po matce, jak również młodszą siostrę, za którą czuł się odpowiedzialny. Wyjechanie bez niej zupełnie nie wchodziło w grę.
Niemniej jednak Aaron nie miał zamiaru zostać tutaj na dłużej. Co rusz gdzieś grał, zmieniając zespoły i szukając tego dla siebie najlepszego. Chciał, naprawdę chciał, by któregoś dnia występ dostrzegł łowca talentów, który uznałby, że Abrams zna się na rzeczy i zasługuje na coś lepszego, niż brzdękolenie w niszowych zespołach, o których słyszały tylko okoliczne wsie i miasteczka. Tak, nawet ktoś taki jak on miał marzenia, chociaż wiadomo, że nie był typem, który by o tym gadał na prawo i lewo. Ludzie nie musieli wiedzieć o nim niczego. Im mniej, tym lepiej, z takiego zawsze założenia wychodził. Tym bardziej, że miał już swoją łatkę i swoją dopowiedzianą historię, o którą zadbały babcie na targu, wprost uwielbiające trwonić czas na podobnych rzeczach. Zupełnie, jakby nie miał niczego ciekawszego do roboty i pewnie tak właśnie były. Na Boga, byleby tylko on nie stał się taki na starość. Chociaż patrząc po sposobie jego życia, zapewne zemrze mu się dość młodo. Imprezy, alkohol, marihuana, przygodny seks. Tak, z pewnością nie mógł narzekać na nudę.
Dzisiejszego wieczora również nie było inaczej. Ledwo zaliczył jedną parapetówę, a już leciał na popijawę (bo inaczej nie można było tego nazwać) do lasu, gdzie przynajmniej nie trzeba było obawiać się policji. No chyba, że nagle komuś do głowy wpadnie podpalić drzewa, wtedy z pewnością kłopoty murowane.
Jedno piwo, drugie, trzecie i kilka kolejnych. Szum w głowie, jakoś taki lepszy nastrój. Z dużą ilością alkoholu wiązało się jednak szybsze wypełnienie pęcherza moczem, którego człowiek zaraz chciał się pozbyć.
Wstał, odszedł kawałek i wtedy poczuł, jak na jego koszuli ląduje jakiś chłodny płyn. Zaraz, czyżby sikał pod wiatr? Ale zaraz, jeszcze nawet nie zdążył rozpiąć rozporka. Plus jego mocz raczej nie byłby tak chłodny.
Spojrzał przed siebie, zaraz trochę niżej i dostrzegł uroczą, acz niekoniecznie pożądaną, jeśli chodzi o spotkania, niewiastę.
- Widzę, że ogarnięcie nie jest twoja mocną stroną, łamago. Gdybym cię nie znał, pomyślałbym, że to twój sposób na wyrwanie mnie - skomentował, mierząc ją spojrzeniem. Jasne, wyglądała dobrze i gdyby nie to, że ich przeszłość była taka, a nie inna, być może nawet byłby dla niej milszy.
_________________
[Profil]
 
Nick: Liv
 
Heather Blackburn






W WO od kiedy pamięta
Robi zdjęcia
I nie ma czasu na miłość

Wysłany: 2018-09-16, 11:19   
  

  
Love is a polaroid - better in picture but never can fill the void
Heather Blackburn

  
  
  
  
  
  
24

  


No nie da się ukryć, że jednak zrobienie kroku w przód, zmienienie czegoś w swoim życiu nigdy nie było rzeczą łatwą. Znaczy wiadomo, jednym przychodziło to łatwiej, innym gorzej, w końcu nie każdy lubił jakiekolwiek zmiany... Nie było więc też niczym dziwnym, że Aaron po prostu nie rzuci tego wszystkiego i nie pojedzie w cholerę. Zwłaszcza, jeśli nie miał żadnego konkretnego celu, poza wyrwaniem się z tej mieściny. Więc naprawdę logicznym było czekanie na jakąś okazję.
No ale skupmy się na imprezie, na której to Heather bawila się naprawdę dobrze. Prawde mówiąc czuła się troszkę jakby się cofnęła te kilka lat, do czasów gdy była jeszcze w liceum... tak, to zapewne głównie była zasługa miejscówki ale i starych znajomych, których właśnie znała głównie ze szkoły. No i było bardzo milutko, ale oczywiście wszystko musiało się spieprzyć. Bo naprawdę? Ze wszystkich ludzi którzy tutaj byli musiała wpaść akurat na niego?
- Wow, Abrams, a cóż się stało, że ty taki milutki? Czyżbyś zmienił się przez te pare lat? A może to kwestia alkoholu, co? - zauważyła, patrząc na niego z uniesionymi brwiami. I nie, nie było w tym w ogóle ironii! Serio, na jej oko był wyjątkowo miły! W stosunku do tego, jak zaczął ją traktować te parę lat temu...wtedy to był prawdziwym chujem! A najlepsze jest to, że nawet nie wiedziała co mu odbiło!
[Profil]
 
 
Aaron Abrams






Urodził się w White Oak
perkusista, barman w THE BRANTLEY'S
I don't fucking care at all

Wysłany: 2018-10-07, 12:00   
  

  
Life is the pain of the pictures in my mind. The fear as a child I left behind. I'm never ashamed of the scars you see across my face.
Aaron Abrams

  
  
  
  
  
  
26

  


Wiele osób miało go za dupka, który nie miał żadnych konkretnych planów i do niczego nie dążył. Cóż, ostatecznie nie było się czemu dziwić, bo nie w każdej dziedzinie wykazywał się mądrością, jak również nie świecił niczym poprawny kojon w szkole. Ale miał swoje pasje. Nie musiał podążać wyznaczonymi schematami, aby ostatecznie zostać kimś. Wyznawał zasadę, że jeśli do czegoś się dążyło, to się to osiągało, niezależnie od tego, jakim sposobem trzeba było tego dokonać. Po trupach do celu, czy jakoś tak. Dlatego liczył, że któregoś dnia będzie mu dane wyjechać, bo ktoś tam w jakimś lepszym zespole doceni jego talent, który posiadał. Przynajmniej jeśli chodziło o perkusję, która była jego jedyną pasją. Bo tak, seks się nie liczył, jeśli nie chciało się zostać prostytutką, a do tego to się ostatecznie nawet Abrams nie zniży. Co innego bzykać kogoś bo tak się chciało, a co innego brać za to pieniądze. Nawet, jeśli biznes przyszłościowy.
Aktualnie myślał jednak o czymś zupełnie innym, niż swojej przyszłej karierze. Musiał opróżnić swój pęcherz, który niemal rozsadzało od nadmiaru wypitego alkoholu, który szalał w krwi chłopaka. Jaka szkoda, że plany zostały pokrzyżowane przez Heather, która uznała, że świetnie będzie wylać na niego coś w chwili, w której wolał się trzymać jak najdalej od wszelkiego rodzaju płynów, które jedynie wzmagały w nim poczucie moczowej pełności.
-Musisz być prawdziwą masochistką, skoro uznajesz to za miłe. Najwidoczniej nie tylko ja się zmieniłem przez te wszystkie lata - stwierdził, mierząc ją spojrzeniem. Zrobiło się chłodniejsze, niczym napój na jego ubraniu, który wsiąkał coraz głębiej i głębiej. - Jak rozumiem będziesz tak stać, zamiast podać mi coś do wytarcia - skomentował, kiedy wpatrywała się w niego tak, jakby widziała go po raz pierwszy. No dobrze, może faktycznie pod wpływem alkoholu Aaron wyzbył się tej chujkowatości, którą cechował się niemal każdego dnia w stosunku do osób, które w jakikolwiek sposób nadepnęły mu na odcisk. Z blondynką tak było, ale najwidoczniej tylko na trzeźwo.
_________________
[Profil]
 
Nick: Liv
 
Heather Blackburn






W WO od kiedy pamięta
Robi zdjęcia
I nie ma czasu na miłość

Wysłany: 2018-10-28, 19:37   
  

  
Love is a polaroid - better in picture but never can fill the void
Heather Blackburn

  
  
  
  
  
  
24

  


Heather nie do końca by się z tą opinią zgodziła. Owszem, chłopak w przeszłości ją zranił, nie ma co zaprzeczać, a ona zupełnie nie rozumiała dlaczego nagle zaczął być dla niej taki ostry, bo nie przypominała sobie, by czymś sobie zasłużyła, ale na pewno nie powiedziałaby, że jest człowiekiem bez ambicji, że do niczego nie dążył. Kiedyś znała go na wylot i chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że od tamtego czasu minęło szmat czasu i chłopak na pewno się zmienił, to wierzyła, że gdzieś tam głęboko, dalej skrywał się ten sam młodzieniec, z którym to się przyjaźniła.
- A może po prostu miałam okazję poznać Cię od dużo gorszej strony... na to nie wpadłeś, co? - rzuciła wprost, patrząc na chłopaka z politowaniem. To nie tak, że chciała w tym momencie wracać do przeszłości, rozdrapywać stare rany i robić z siebie wielką ofiarę... ona po prostu stwierdzała fakty! Nie zależało jej też na tym, by znów wszczynać jaką wielką kłótnie. Ale z drugiej strony, nie pozwoli mu tak po prostu sobą pomiatać, bez żadnego ale. Okej, chciałaby w końcu dowiedzieć się, co mu wtedy tak naprawdę odbiło, ale nie liczyła już na to, że kiedykolwiek usłyszy z jego ust wyjaśnienia. A tym bardziej nie zamierzała znów o nie zabiegać. Nie, nie, te X lat temu doskonale zrozumiała, że ma się nie mieszać.
Spojrzała na niego zaskoczona, słysząc jego pełen pretensji głos. Ale to trwało tylko chwilkę. Zaraz sięgnęła do swojej torebki z której wyciągnęła paczkę chusteczek, którą podała Aaronowi. Okej, mogłaby się postawić, kazać mu spierdalać, ale po co? Jak wspomniałam, nie chciała ponownie wchodzić na ścieżkę wojenną z chłopakiem, a jakby nie było to w końcu ona go oblała, więc była mu to winna, prawda? W każdym razie, w dalszym ciągu milczała, nie widząc sensu mówić cokolwiek więcej. W sumie to mogłaby się odwrócić na pięcie i iść w swoją stronę, a jednak wciąż z jakiegoś powodu tam jednak stała przed nim. No cóż... nie widziała go kupę lat, miała prawo chcieć się mu przyjrzeć, prawda?
[Profil]
 
 
Aaron Abrams






Urodził się w White Oak
perkusista, barman w THE BRANTLEY'S
I don't fucking care at all

Wysłany: 2018-11-30, 23:41   
  

  
Life is the pain of the pictures in my mind. The fear as a child I left behind. I'm never ashamed of the scars you see across my face.
Aaron Abrams

  
  
  
  
  
  
26

  


Niewiele osób tak naprawdę miało okazję poznać Aarona od strony innej, niż ta wyjątkowo niekorzystna. Cóż poradzić, skoro perkusista nie palił się do tego, aby zawierać bliższe znajomości. O wiele łatwiej było mieć takie chwilowe, nocne, gdzie nikt nikogo nie zmuszał do zwierzeń, po prostu zaspokajając swoje seksualne potrzeby.
Fakt, że taka Heather wiedziała o nim znacznie więcej, świadczył o tym, że musiała swego czasu być ważną osobą w jego życiu. Tak, nawet Aaronowi zdarzało się mieć przyjaciół i prawdę powiedziawszy w czasach szkolnych, zanim stracił zaufanie do ludzi po tym, co wywinęła jego była już dziewczyna, miał ich całkiem sporo. Miał najlepszego kumpla, miał swoją paczkę, która przestała istnieć po tym, jak Abrams trafił do więzienia za pobicie osobnika, który uznał za świetne przespanie się z Melody. To go zmieniło. Mógł to z siebie wypierać, ale zwyczajnie w świecie został zraniony. Dość dobitnie. Później wszystko posypało się jak domek z kart i ostatecznie Aaron utrzymywał kontakt z niewieloma osobami.
-Nikt nie powiedział, że ta strona nie jest jeszcze gorsza. Nie znasz jej do końca. Bezpieczniej dla ciebie będzie trzymać się jak najdalej. Do tej pory się udawało, spróbujmy raz jeszcze - skomentował. Cisnęło go coraz bardziej na pęcherz i nie myślał o niczym innym, jak o zwyczajnym ulżeniu sobie. Ile można było się zmuszać do trzymania moczu?
Najwidoczniej długo, podobnie, jak długo trzeba było czekać na jakąkolwiek chusteczkę czy inną rzecz, którą mógłby się wytrzeć. Kiedy ostatecznie podała mu niewielką paczuszkę, niemal cały napój zdążył wsiąknąć w ubranie. Nie to, by Aaron bardzo się tym przejmował, ale każdy wiedział, że z jego strony nigdy nie obyło się bez komentarza.
Wytarł powoli koszulę, w międzyczasie przeczesując włosy, które powinien obciąć. Wybierał się do fryzjera już któryś miesiąc i jeśli nadal tak pójdzie, zostanie stereotypowym rockowym perkusistą z włosami niczym wodna nimfa, o długości, której pozazdrościłaby sama Roszpunka.
Kiedy skończył, spojrzał na Heather, która nadal stała na przeciwko niego, przyglądając mu się nie tyle z zainteresowaniem, co… cóż, sam nie wiedział z czym. Wsunął zużytą chusteczkę do tylnej kieszeni, oddając jej resztę, nie spuszczając z niej wzroku. Dla innych, którzy być może ich obserwowali, musiało dość dziwnie wyglądać to, że stali tak na przeciwko, patrząc się na siebie bez słowa, jakby tocząc bitwę o to, kto skapituluje i pierwszy się odezwie.
_________________
[Profil]
 
Nick: Liv
 
Heather Blackburn






W WO od kiedy pamięta
Robi zdjęcia
I nie ma czasu na miłość

Wysłany: 2018-12-11, 00:34   
  

  
Love is a polaroid - better in picture but never can fill the void
Heather Blackburn

  
  
  
  
  
  
24

  


Nie palił się do tego? To mało powiedziane, on wręcz robił wszystko, żeby za wszelką cenę nie dopuścić do siebie kogoś choć troszkę bliżej. Zniechęcał do siebie każdego, tym swoim stylem bycia i nie pozwalał nikomu przebić się przez ten gruby mur którym się otaczał.
Ale rzeczywiście, swego czasu Heather śmiało mogła nazwać tego chłopaka swoim przyjacielem... sęk w tym, że tak naprawdę to nie był wcale ten sam Aaron, który stał teraz przed nią. A ona nie miała pojęcia co takiego się stało. Nie wiedziała o żadnej dziewczynie, która skończyła w łóżku z jego przyjacielem, nie wiedziała o żadnym więzieniu, po prostu w pewnym momencie Abrams z niewyjaśnionych powodów zaczął się odsuwać, a Heather zaczął traktować jak najgorszego śmiecia. Zdecydowanie sobie na to nie zasłużyła i nie miała zamiaru tak po prostu mu się dawać.
Przewróciła oczami, słysząc kolejne słowa z jego ust. Dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, żeby myślała o nim najgorzej jak tylko mogła? Nie rozumiała tego, naprawdę! Chociaż tak naprawdę to Aarona przestała ona rozumieć dobre kilka lat temu... W każdym razie, na jej usta cisnął się kolejny komentarz, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język i zamiast powiedzieć cokolwiek westchnęła i milczała jeszcze przez chwilę.
- Daj spokój Aaron... minęło tyle lat, naprawdę wciąż chcesz ciągnąć tę farsę? - właściwie to sama nie była pewna, co ją podkusiło... Zdecydowała się jednak schować dumę do kieszeni, chociaż na chwilę, i spróbować. Nie uda się? Trudno! Najwyżej wrócą do nienawidzenia się... do stracenia nie miała raczej nic!
[Profil]
 
 
Aaron Abrams






Urodził się w White Oak
perkusista, barman w THE BRANTLEY'S
I don't fucking care at all

Wysłany: 2018-12-16, 21:31   
  

  
Life is the pain of the pictures in my mind. The fear as a child I left behind. I'm never ashamed of the scars you see across my face.
Aaron Abrams

  
  
  
  
  
  
26

  


Był cholernie upartym człowiekiem, który na dodatek uważał, że zawsze, w każdych okolicznościach miał rację, nawet, jeśli jej nie miał. Aktualnie był przekonany, że nawet teraz cała prawda leżała po jego stronie, a on miał prawo do tego, aby zachowywać się względem Heather w taki, a nie inny sposób. Niekiedy zapewne przypominał do złudzenia zranione dziecko, ale wiadomo, że ostatnią rzeczą, jaką by zrobił w życiu, było przyznanie się. Podobnie, jak na szczycie listy rzeczy do wykonania przed śmiercią nie było takich pozycji jak małżeństwo, czy chociażby związek. Trauma pozostała. Zresztą prawdą było, że nie poznał w swoim kobiety, która miałaby na niego taki wpływ, aby chociaż trochę się zmienił. Niby utrzymywał, że nigdy coś podobnego miejsca mieć nie będzie, ale wiadomo, że człowiek różnie mówił, kiedy nie znajdował się w tej określonej sytuacji.
Spoglądał na nią chwilę, mając nadzieję, że zrozumie. Niestety, nie zrozumiała i uparcie miała zamiar ciągnąć konwersację, która do niczego nie prowadziła. Przynajmniej zdaniem Aarona, ale wiadomo, że akurat jego było najbardziej poronione i odbiegało od normalnego, przyzwoitego.
-Farsę? - uniósł lekko brew, nie przestając się jej przyglądać. - Musisz cholernie za mną tęsknić, skoro wszystko tłumaczysz w taki sposób - skomentował, nijak nie rozumiejąc, czemu tak jej zależało. Każdy normalny na jej miejscu już dawno pokazałby mu środkowy palec i poszedł korzystać w imprezy. A ona? Ona uparcie tu stała, tracąc wszystko to, co najlepsze (może nawet możliwość zaliczenia jakiejś kobitki), tylko po to, aby z nim pogadać? Trzeba było przyznać, że trochę go to z tropu zbiło, chociaż niczego nie dał po sobie otwarcie poznać. Może jedynie ton jego głosu stał się mniej zajadły.
_________________
[Profil]
 
Nick: Liv
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
FORUM PRZYSTOSOWANE DO PRZEGLĄDARKI CHROME
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 7