Poprzedni temat «» Następny temat
Przed Stajnią
Autor Wiadomość
Bianca Somerset
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-18, 17:35   

Reakcja Logana totalnie ją zaskoczyła i nie miała zielonego pojęcia, co powiedziała złego. Może powinna wysławiać się bardziej precyzyjnie, uważać na słowa, bo przecież nic złego nie miała na myśli. Dlatego wpatrywała się w niego zaskoczona i tylko pokręciła przecząco głową. Nie miała zamiaru go zwalniać a tym bardziej nie miała zamiaru przyjmować jego rezygnacji. – Źle mnie zrozumiałeś.. – zaczęła niepewnie, nie chcąc wprowadzać jeszcze większego zamieszania. Co prawda wiele ludzi pukało się w głowę i krytykowało za to, że zatrudniła osobę, która ma swoim koncie wyrok, jednak Biance było to totalnie obojętne jeśli tylko wywiązywał się ze swoich obowiązków i nie sprawiał kłopotów. A chwilami miała wrażenie, że nie znajdzie lepszej osoby na to miejsce niż właśnie Riggs. – Chciałam tylko ostrzec, że będzie dużo pracy, więcej niż latem. Trzeba wszystko zabezpieczyć przed zimą i wiem, że zrobisz to bardzo dobrze. Nie mam żadnych zastrzeżeń do Twojej pracy – podkreśliła ten fakt z delikatnym uśmiechem na twarzy. Chciała zapewnić go, że naprawdę uważa go za dobrego pracownika, za odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu i nie ma zamiaru kończyć ich współpracy. Nawet przez chwilę zrobiło jej się przykro, że Logan ma tak niską pewność siebie i gotów jest zrezygnować z pracy by nie robić innym problemów. Jego kolejne słowa faktycznie były niegrzeczne, ale po części miał rację i nawet jeśli ją to dotknęło, nie chciała dać nic po sobie poznać./
- Czasami gdy realizujesz swoje upragnione marzenia okazuje się, że wcale nie tego szukałeś. A to czego naprawdę chciałeś jest tuż pod Twoim nosem, na wyciągnięcie ręki – odpowiedziała po chwili milczenia, wpatrując się w Logana i w międzyczasie opierając się o drewniany płot. – Zasmakowałam życie w wielkim mieście i wcale nie jest ono takie super. Ważniejsza jest dla mnie rodzina, przyjaciele, to miejsce. Nie wyobrażam sobie by moja córka mogła wychowywać się gdzieś daleko, nie poznając uroków życia właśnie w tym miasteczku – kolejny raz uśmiechnęła się, bo jednak urodzenie dziecka zmieniło całkowicie jej światopogląd i nie zamierzała tego ukrywać. – A Ty? Co sprawiło, że postanowiłeś wrócić? Mogłeś wyjechać gdzieś gdzie nikt Cię nie zna, zacząć od nowa, żyć z czystą kartą a jednak jesteś tutaj – tym razem to Bianca zadała dość niewygodne pytanie, mając nadzieję, że nie jest za bardzo wścibska.
 
 
Logan Riggs
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-29, 17:07   

Pozostał obojętny. Żadnym gestem nie zdradził nawet pojedynczej myśli. Chociaż nie do końca wierzył w jej słowa, wiedział co chciała przekazać. Rozumiał i nie miał zamiaru się o to spierać. Teraz jego przeszłość nie miała znaczenia, ale kiedyś, za kilka lat jego obecność może stać się uciążliwa. W końcu prędzej czy później wszystko zawsze kończy się tak samo. - Rozumiem - skinął głową na potwierdzenie. Nie zważając na trzymany w ręce młotek, skrzyżował ręce. - Zostało już niewiele czasu. Jeśli mam się wyrobić przed zimą będę potrzebował nowego sprzętu. Część obecnych narzędzi do niczego się już nie nadaje - stwierdził. Swoją pracę traktował poważnie. Pamiętał jeszcze czasy, gdy jego plany sięgały dużo dalej. Ten okres, kiedy myślał że może być kimś. Marzenia, za którymi chciał gonić. Zmienił się. Stopniowo, na tyle powoli by mógł to dostrzec. Nie był już tym samym człowiekiem. - Będzie ci przeszkadzało, jeśli zapalę?
Słuchał uważnie. Nie przerwał jej nawet na chwilę, pozwalając mówić. Samo myślenie nie było złe, nawet on mógł to przyznać. Dostrzegał mocne i logiczne argumenty, które z łatwością podważyły jego słowa. Jednak w którymś momencie, dosłownie na okamgnienie, zmarszczył czoło. Jedna rzecz nie pasowała mu do reszty. - Chodzi o więzi - podsumował krótko. - Czy może raczej o przyzwyczajenie? - starał się zrozumieć. Nie mógł pozwolić sobie na kolejne potknięcie. Wcześniej był nieprzyjemny, ponieważ nawet nie starał się zorientować w sytuacji. Założył jedno i tego uparcie się trzymał, kierując jedynie przeczuciem. Swoim przeczuciem, opartym na własnych doświadczeniach. - Ucieczka zawsze jest przyznaniem do winy. Gdybym nigdy tutaj nie wrócił, potwierdziłbym tylko to, o czym i tak już wszyscy mówią - wzruszył jedynie ramionami. - Wróciłem, bo nie mam powodu uciekać - wytłumaczył. Nie chciał zagłębiać się we własne problemy i chociaż nie była to cała prawda kryjąca się za jego historią, nie kontynuował. Zdradził tylko niewielki fragment, mając nadzieję że będzie wystarczający. - Za to robienie innym na złość traktuję jako przyjemny dodatek - dorzucił żartobliwie.
 
 
Bianca Somerset
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-05, 11:46   

- W takim razie podrzuć mi listę potrzebnych rzeczy do biura. Chyba, że sam wolisz jechać na zakupy, bo nie będę ukrywać, że na tym akurat się nie znam – odpowiedziała prawie bez zastanowienia, bo chyba ciężko było sobie nawet ją wyobrazić w sklepie z narzędziami, wybierającą odpowiedni młotek czy gwoździe. Bianca nie miała o tym zielonego pojęcia, chyba nawet nigdy w życiu nie trzymała w dłoni żadnej takiej rzeczy. Znała się na papierkowej robocie, na marketingu, organizowaniu imprez w staninie i na zwierzętach. Naprawy to zdecydowanie nie jej działka. Gdy Logan zapytał o palenie od razu pokręciła przecząco głową, bo na powietrzu absolutnie jej to nie przeszkadzało. Nawet uśmiechnęła się do niego delikatnie, bo nie rozumiejąc z jakiego powodu, ale naprawdę go lubiła. W pewnej chwili poczuła w kieszeni swoich spodni wibracje, więc złapała za telefon i spojrzała na mężczyznę. – Przepraszam na chwilę. To opiekunka – odpowiedziała i oddaliła się na kilka kroków by zamienić kilka zdań. Nie minęły nawet dwie minuty, gdy Bianca się rozłączyła i wróciła na swoje poprzednie miejsce, opierając się plecami o drewnianą barierkę.
- Nie wiem. Nie umiem odpowiedzieć Ci na to pytanie – wzruszyła ramionami, będąc z nim całkowicie szczerą. Pewnie chodziło o obie te rzeczy, więzi i przyzwyczajenie, które trzymały ją w tym miejscu. Gdy Logan zaczął mówić o sobie, bez żadnych skrupułów wpatrywała się w niego z ciekawością, słuchając dokładnie co ma do powiedzenia. – To bardzo odważne. Nie wiem czy każdy potrafiłby stawić temu czoła. Ja uciekłam z miasteczka, gdy ludzie plotkowali i oskarżali mnie o romans i rozbicie małżeństwa a co dopiero takie coś… - odezwała się po chwili, jakoś tak specjalnie unikając nazywaniu sprawy po imieniu. Nigdy nie wsłuchiwała się w te wszystkie plotki, tak naprawdę to nawet nie wiele wiedziała, co tak naprawdę wydarzyło się w tamtym czasie, gdy Logan został oskarżony o morderstwo. Nie chciała go w żaden sposób urazić czy sprawić, że ponownie źle coś zinterpretuje, dlatego uważała na każde słowo. Jednak po jego ostatnim stwierdzeniu, nie mogła też powstrzymać rozbawionego uśmiechu, który pojawił się na jej twarzy. – To chyba mamy coś wspólnego. Swojego czasu sama uwielbiałam doprowadzać do szału moje wścibskie sąsiadki. Teraz chyba zrobiłam się zbyt nudna, bo jakimś cudem Bianca Harrington przestała być na ustach wszystkich... Może to wina zmiany nazwiska? – ponownie uśmiechnęła się radośnie i założyła za ucho kilka kosmyków włosów.
 
 
aurora heselton
[Usunięty]

Wysłany: 2017-03-29, 23:31   

dwa | outfit

Czas wolny, jak to w ostatnim czasie bywa u niej w trakcie pracy, nie był jej przyjacielem. Nie miała co ze sobą zrobić, nie miała pomysłu na jakiekolwiek produktywne zajęcie. Po prostu się nudziła. Tym bardziej, iż jest przyzwyczajona do ciągłego ruchu i obowiązków, jakie posiadała w stadninie. Czyżby specjalnie jej ktoś tak namieszał w harmonogramie zajęć poszczególnych dni, by przestała się tak zatruwać robotą i mogła odetchnąć na spokojnie nawet tutaj, nie tylko w domu? Sama już nie miała pojęcia co o tym myśleć, w szczególności, że nikt nie chce jej powiedzieć co się tutaj dzieje.
Niemniej – zajęła się zwykłym, najzwyklejszym czesaniem koni, by jakoś zapełnić sobie dzień i godziny jakie jej pozostały w dniu dzisiejszym do przepracowania. Nie zajmowało jej to jakoś wiele czasu, jednakże za punkt honoru wzięła sobie fakt, iż wszystkie zwierzęta z boxów otrzymają chociażby swoje dziesięć minut, co rzeczywiście wcieliła w życie, nie przepuszczając żadnej klaczy czy ogierowi tej, pozornie krótkiej, przyjemności.
Po pewnym czasie, gdy tylko zakończyła czynność przy ostatnim koniu, czuła jakby miała zaraz jej ręka odpaść. Na sam koniec jednak uzupełniła wodę tam, gdzie uważała, by przydała się dolewka, następująco wychodząc ze stajni, stojąc nieopodal drewnianego budynku – spoglądając automatycznie za miejsce, gdzie są uczeni starsi i młodsi, nie widząc nikogo, kto mógłby potrzebować jej pomocy.
I gdyby nie to, że dostrzegła, a także rozpoznała, kogoś, zapewne odwróciłaby się na pięcie, starając się nadal odnaleźć sens w życiu. A tak... - Elena?! - zawołała w kierunku osoby, którą miała nadzieję, że nie pomyliła ze swoją przyjaciółką. W sumie – potrzebowała chociażby najmniejszej rozmowy na temat.. Prawdę mówiąc, byle jaki, byleby był i istniał, przechodził, rozwijał się. - Nawet nie wiedziałam, że dzisiaj masz lekcję. - odparła z uśmiechem na ustach do kobiety, którą następująco przytuliła w przyjacielskim geście.
 
 
elena mayfair
[Usunięty]

Wysłany: 2017-04-03, 20:19   


W przeciągu ostatnich tygodni, w życiu Eleny naprawdę sporo się działo. Pochowała ojca, którego bardzo kochała. Jego odejście było dla niej ogromnym ciosem. Brody bardzo ją wspierał, ale Elena ciągle nie mogła dojść do siebie. Na domiar złego dowiedziała się, że spodziewa się dziecka. Nie czuła się gotowa na macierzyństwo. Nie chciała mieć dzieci, nie teraz, nie tak. Wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Niby spotykała się z Brody’m od paru ładnych lat, ale nie myśleli jeszcze o poważnych krokach. Niedawno Mercer wspomniał, że chciałby zostać ojcem, ale Elena totalnie spanikowała i go spławiła. Miała w tej chwili inne priorytety. Pragnęła skupić się na karierze. W przyszłości chciałaby mieć rodzinie, ale aktualnie nie bardzo widziała się w roli mamy. Momentami sama czuła się jak duże dziecko.
Dzisiejsze popołudnie postanowiła spędzić z Aurorą. Potrzebowała babskiego towarzystwa, musiała się wygadać. Wiedziała, że nikt nie zrozumie jej lepiej niż najlepsza przyjaciółka. Załatwiła kilka formalności w przychodni, a zaraz potem pojechała do stadniny. – Hej, hej! Tak, to ja – uśmiechnęła się łagodnie i przywitała Aurorę bardzo przyjaznym spojrzeniem. Również delikatnie ją przytuliła, a następnie odchyliła głowę w bok, przyglądając się jej uważnie. – Tak właściwie… przyszłam pogadać. Mam nadzieję, że znajdziesz dla mnie chwilkę – delikatnie zmarszczyła brwi i spojrzała na nią dość sugestywnie. Wiedziała, że Aurora domyślili się, że przyszła do niej z naprawdę poważną sprawą. Skrzyżowała ręce wokół klatki piersiowej i głośno przełknęła ślinę. – Sprawy trochę się skomplikowały – rzuciła, nie mając pojęcia, od czego powinna zacząć. Naprawdę musiała się wygadać. Potrzebowała rady i babskiego towarzystwa. Elena odnosiła wrażenie, że Brody nie do końca ją rozumiał. Dla niego sprawa wyglądała prosto. Chciał zostać ojcem, był szczęśliwy podczas, gdy Elena nie do końca umiała odnaleźć się w zupełnie nowej sytuacji. Lubiła dzieci, ale nie wiedziała o nich zbyt wiele.
 
 
aurora heselton
[Usunięty]

Wysłany: 2017-04-09, 09:06   

Przytuliła na przywitanie kobietę, gdy i ona wykonała ten krok, po czym spojrzała na nią uważnie, wspominając, że ma raczej ochotę porozmawiać, przedyskutować coś. Znały się nie od dzisiaj, gdzie ten wzrok, ta postawa, ten głos i te słowa dały jej do myślenia, a zarazem uświadomiły, iż chodzi o coś poważnego, coś grubego, co wymaga większej ilości czasu, niżeli parę chwil głupiego gadania o niczym. Spojrzała od razu po miejscu, starając się ogarnąć swoimi niebieskimi tęczówkami, czy jest jeszcze coś, co trzeba było zrobić na gwałt, dopiero po chwili wracając spojrzeniem na Elenę. - Oczywiście, że znajdę. Nawet dwie. - uśmiechnęła się do niej wesoło, ocierając ręce na wszelki wypadek, po czym zamknęła box, z którego dopiero co wyszła, by móc ocenić dokładniej ilość pracy, jaka jej pozostała. - Szczerze mówiąc, z tego co widzę, to skończyłam na dzisiaj. - odparła szczerze, widząc, że bardzo pili ją ów sprawa, dlatego nie miała zamiaru nawet dłużej przytrzymać przyjaciółkę w niepewności.
- Chodź, siądziemy sobie w pomieszczeniu gospodarczym. - czyli takim, w którym trzymali pełni narzędzi, a które zarazem było dosyć wygodne i przestronne jak na stajnię. Ona sama w sumie to zaproponowała, gdzie pracodawca przystał na ów propozycję, dokładając tam kanapę, stolik i możliwość zrobienia sobie tam nawet jakiejś wolnej chwili odpoczynku, niestety nie mając dostępu do zrobienia kawy czy czegokolwiek ciepłego. - Wybacz, że nie mam jak Ci dać kawy. - a wiedziała jak bardzo Elena uwielbiała kofeinowy napój. Zresztą – podobnie jak ona sama. Siadła na kanapie w następującej chwili, uważnie przyglądając się kobiecie. - A teraz... Mów, co się dzieje. Czuję, że to coś dużego, zresztą widzę to. I nie każ mi długo czekać, bo zaraz pęknę z niecierpliwości i domysłów, jakie mi się z każdą sekundą pojawiają w głowie. - odparła, starając się ją jakoś pospieszyć do zwierzenia o tym, co ją trapi na ten moment. Miała nadzieję, że to nie jest nic aż tak strasznego! Jak, na przykład, rozstanie się z jej Brody'm, bo przecież... To by było dopiero coś dziwnego.
 
 
finnegan langley






przyjechał do white oak dwadzieścia lat temu
ma szkółkę bokserską dla dzieciaków
kocha swoją rodzinę - grace, teddy i pippo

Wysłany: 2017-08-07, 10:33   
  

  
And I feel your pain when I know you're in trouble and I'll take the blame from your hurt and your struggle.
finnegan langley

  
  
  
  
  
  
34

  


    3
Przyjazd córki zamierzał uczcić wolnym w pracy. Chciał spędzić z nią jak najwięcej czasu, nie martwiąc się, że zostanie z kimś tutaj sama. Zamierzał też zapewnić jej całą masę atrakcji, chociaż jeszcze nie wiedział, co miał na myśli, mówiąc atrakcje w White Oak. Mieszkała w Dallas, w zdecydowanie większym mieście, z którego uroków mogła korzystać do woli. Finn nie miał, więc szczególnego pola do popisu. Mógł pokazać jej okoliczne góry, łąki, pastwiska, jezioro, przedstawić ją swojej szefowej, pojechać z nią do Charlotte, ale Wilmington na promenadę, ale czy było tutaj coś, co mogłoby spodobać jej się naprawdę mocno? I właśnie wtedy przypomniał sobie, że w miasteczku jest stadnina, że może ją tam zabrać i pokazać podstawy jazdy konnej, ewentualnie poprosić instruktora, który zaszczepi w niej bakcyla. Kiedy przyjechała, spędzili popołudnie w małej restauracji, obżerają się deserami. Chciał, by Teddy miała jak najlepsze wspomnienia z przyjazdu, podpytał, co słychać u jej mamy, dowiedział się paru nieprzyjemnych rzeczy, mianowicie, że kobieta zastąpiła go kimś innym, a według dziewczynki był naprawdę super. Następnego dnia pojechali do stadniny, Finn załatwił formalności, jeden z instruktorów zabrał jego córkę na teren, gdzie miał dokształcać ją w kwestii jeżdżenia, więc oparł się o drewniany płot, przyglądając się poczynaniom. I właśnie wtedy zauważył nieopodal przechodzącą Leę. A właściwie myślał, że to ona, bo to chyba było niemożliwe, by znalazła się aż tutaj. Mimo wszystko, wrodzona ciekawość popchnęła go w jej kierunku, a będąc bliżej, upewnił się, że to Brantley. Przywołał na twarz uśmiech i podszedł do niej, ręce wpychając do kieszeni jeansów. – Ty tutaj? – spytał, wskazując podbródkiem całe gospodarstwo. Właściwie, mniej byłby zszokowany, gdyby spotkał ją na przykład w spożywczaku, czy u fryzjera.
_________________
[Profil]
 
Nick: martyna
Multi: bluey, haddie, mattia
 
lea brantley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-09, 12:03   



Po półrocznej nieobecności dziewczyna tęskniła za wieloma rzeczami. Marzyła o spokoju, małomiasteczkowym klimacie, za bliskimi z którymi rozstała się bez słowa i oczywiście za swoją pracą. Nie była w stanie zamienić jej na nic innego, to była jej pasja i dopóki wciąż mogła tutaj pracować była szczęśliwym człowiekiem. Nie łatwo było jednak od nowa zaskoczyć w stary tryb życia, jednak chętnie próbowała i przechadzała się po stadninie w poszukiwaniu zajęcia. Nie miała już na dziś żadnych lekcji jazdy konno, więc zadbała o to by zwierzakom niczego w boksach nie zabrakło. Uwielbiała także patrzeć jak te cudowne stworzenia pasą się swobodnie na łąkach bądź jak współpracują z dzieciakami, które są szczęśliwsze niż ona sama. Była tak zafascynowana tym widokiem, że początkowo nie zwróciła uwagi na mężczyznę, który ją zaczepił. Kiedy jednak przeniosła na niego wzrok zamarła.
- Pracuje tutaj, a co Ty tutaj robisz? - zapytała, zapominając o manierach. Nie przywitała go najlepiej ale po prostu jednak obecność w miasteczku, o którym wiele osób nie wie po prostu zbiło ją z pantałyku. Długo się nie widzieli, a o tym, że zniknął bez słowa nawet nie wspomnę! Widać oboje mieli podobne nawyki.
- Wybacz, głupio z mojej strony. Sporo czasu minęło i nie myślałam, że spotkamy się kiedykolwiek i gdziekolwiek, zwłaszcza tutaj - roześmiała się i przyłożyła dłoń do czoła. Może to wina upału i miała halucynacje?
 
 
finnegan langley






przyjechał do white oak dwadzieścia lat temu
ma szkółkę bokserską dla dzieciaków
kocha swoją rodzinę - grace, teddy i pippo

Wysłany: 2017-08-14, 22:27   
  

  
And I feel your pain when I know you're in trouble and I'll take the blame from your hurt and your struggle.
finnegan langley

  
  
  
  
  
  
34

  


Był odrobinę zmieszany. Nic dziwnego, skoro parę godzin po ich spotkaniu zniknął z Dallas i przestał odbierać telefon. Uznał jednak, że co wydarzyło się w mieście, tam powinno zostać. To wszystko było tylko dobrą zabawą i Lea chyba uważała podobnie, prawda? Jak mogłaby, zreszt, myśleć, że to coś więcej, skoro znali się kilka krótkich dni. Uważał, że ta znajomość i tak nie ma perspektyw, skoro mieszkali od siebie ponad tysiąc mil. Zresztą, życie Finna pozbawione było jakichkolwiek planów na przyszłość. Nie chciał odbierać nikomu innemu tej radości. Przez kilka dni było naprawdę dobrze, ale co dalej? Nie wyobrażał sobie niczego, czego nie mógłby spieprzyć. Nie był typem, który szczególnie starał się w tych kwestiach. Raz to zrobił, zupełnie zmienił swoje życie, a ostatecznie wszystko i tak zakończyło się fiaskiem.
- Moja córka przyjechała w odwiedziny – wskazał podbródkiem łąkę, gdzie instruktor prowadził konia, na którym siedziała Teddy. Chyba nie musiał tłumaczyć, że tutaj mieszka, skoro zaznaczył, że dziecko przyjechało do niego. Słysząc jej kolejne słowa, aż się uśmiechnął, bo poniekąd pomyślał o tym samym. To zabawne, że spotkali się akurat tutaj. W miasteczku na drugim końcu kraju, zupełnie nieznanym dla ludzi, nie będącymi jego mieszkańcami. – Daj spokój, to po prostu trochę nieprawdopodobne, więc nie dziwię się, że tak zareagowałaś – bo, czy on nie zareagował podobnie? Sam również nie przywitał się, jak przystało na cywilizowanego człowieka.
_________________
[Profil]
 
Nick: martyna
Multi: bluey, haddie, mattia
 
lea brantley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-17, 09:35   

Ona sama nie liczyła na nic szczególnego, nie była w Dallas po to by na nowo układać sobie życie. To był urlop, sposób na odnalezienie samej siebie i zabawa była jak najbardziej wskazana. Fakt, że po prostu zniknął trochę ją jednak poruszył bo choć niczego nie oczekiwała to uznała, że jakiekolwiek słowo na do widzenia mógł szepnąć, prawda? Tak się jednak nie stało, a ona była pewna, że już nigdy nie będzie miała okazji go spotkać. Przekorny los jednak sprawił inaczej, a ona sama była nieco zmieszana i zdystansowana. To bez znaczenia, tutaj wciąż był Boone którego przychylność i zaufanie chciała odzyskać na nowo. Nie chciała żeby jej relacja z Dallas coś skomplikowała. - Odwiedza Cię? Tutaj? - prychnęła śmiechem, nie bardzo rozumiejąc co na myśli miał chłopak. Jakie było prawdopodobieństwo, że się tutaj spotkają? Że przeniesie się do takiej dziury jak White Oak? Była lekko zdezorientowana ale nie przeszkadzało jej to. Finnegan stanowczo zaznaczył granice kiedy wyjechał bez słowa, nie musiała się chyba niczego obawiać. - Jak tu w ogóle trafiłeś? - spytała ciekawie.
 
 
finnegan langley






przyjechał do white oak dwadzieścia lat temu
ma szkółkę bokserską dla dzieciaków
kocha swoją rodzinę - grace, teddy i pippo

Wysłany: 2017-08-18, 16:01   
  

  
And I feel your pain when I know you're in trouble and I'll take the blame from your hurt and your struggle.
finnegan langley

  
  
  
  
  
  
34

  


Całe szczęście, rozumieli się w tej kwestii doskonale. Finn nie musiał się martwić ani o siebie, ani tym bardziej o nią i cholernie się z tego cieszył. Zwłaszcza, że nie spodziewał się nigdy więcej jej spotkać. Zostanie w Dallas, mimo że były tam sprawy, które mogły go tam trzymać nie wchodziło w rachubę, a nie liczył, by kobieta mogłaby chcieć wyruszyć zanim do miasteczka. Pomińmy fakt, że nie spodziewał się w ogóle jej tutaj spotkać. Wszędzie, ale nie w miasteczku zapomnianym przez Boga i resztę świata. I na pewno nie miał zamiaru teraz włazić z buciorami w jej życie. To, że kiedyś ich coś łączyło, nie znaczyło wcale, że będzie łączyć dalej. Ani tym bardziej nie zamierzał wspominać ich burzliwej przeszłości. – Tak – nie wiedział, co jest w tym takiego dziwnego. Chodziło mu raczej o miasteczko, nie o stadninę. – W White Oak, nie dokładnie tutaj – wyjaśnił, wskazując podbródkiem konie. – Urodziłem się w Charlotte, a potem moja ciotka, która mnie adoptowała, zabrała mnie tutaj, więc jestem – wzruszył ramionami. Od ponad dwudziestu lat mieszkał w miasteczku i graniczyło z cudem bycie dla kogoś nieznajomym. Najwyraźniej obracali się w różnych kręgach towarzyskich.
_________________
[Profil]
 
Nick: martyna
Multi: bluey, haddie, mattia
 
lea brantley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-19, 11:03   

Sprawa była jasna, nie zamierzała robić mu żadnych problemów z powodu jego nagłego zniknięcia ale nie ukrywała, że to wcale miłe nie było. No cóż, nie zamierzała płakać bo przecież wszystko co działo się w Dallas miało tam pozostać, miała swoje życie w White Oak i wiedziała, że w końcu do miasteczka wróci. Finnegan był tylko chwilową rozrywką i chyba nie czuł się z tego powodu jakkolwiek urażony. Spotkali się teraz, na takiej pipidówie i przecież mogli zachowywać się jak dorośli, bez zbędnych żali. Miło było wpaść na niego, choć kompletnie się tego nie spodziewała - nie tu.
- Dlaczego nigdy wcześniej Cię tu nie wiedziałam? I jakim cudem zdołaliśmy spędzić ze sobą weekend i nie dowiedzieć się skąd oboje jesteśmy? - roześmiała się, bo przyznać musiała, że wtedy nie bardzo ją to interesowało ale może jednak powinno? Nie chciała do tego wracać i liczyła na to, że nie będzie musiała. Naprawdę zależało jej na Radwellu i zamierzała dołożyć wszelkich starań by zbliżyć się do niego na nowo. - To Twoja córka mieszka w Dallas, tak? - spytała, próbując to sobie w całość poukładać. Zerknęła jeszcze w jej stronę z zainteresowaniem i postanowiła wykorzystać swoją posadę i małej zapewnić trochę rozrywki - Jeśli chcesz możesz ją przyprowadzić jutro do stadniny. Oprowadzę ją po boksach i pozwolę trochę pomóc przy koniach. Zbliży się do dzieciaków i zobaczy jak ciężko o takiego zadbać - zaproponowała, choć była to całkowicie luźna opcja na którą wcale godzić się nie musiał.
 
 
finnegan langley






przyjechał do white oak dwadzieścia lat temu
ma szkółkę bokserską dla dzieciaków
kocha swoją rodzinę - grace, teddy i pippo

Wysłany: 2017-08-21, 23:46   
  

  
And I feel your pain when I know you're in trouble and I'll take the blame from your hurt and your struggle.
finnegan langley

  
  
  
  
  
  
34

  


Może i jego ucieczka nie była dowodem na jego porządność, ale nie zmieniało to faktu, że nawet, gdyby powiedział jej, że wyjeżdża, ich sytuacja nie uległa by zmienia. Tak, czy siak każde z nich poszłoby w swoją stronę, bo Finn naprawdę nie chciał ładować się w nic poważnego. To była tylko tygodniowa przygoda, która zakończyła się równie szybko, jak zaczęła i właśnie to w niej podobało mu się najbardziej. Że nie miał żadnych zobowiązań, a rozmowa tak, mogła, a wręcz musiała być normalna, bo gdyby taka nie była, Langley po prostu odwróciłby się na pięcie i odszedł. Zwłaszcza, że przyszedł tutaj z córką i nie chciał, by była świadkiem jakichkolwiek scen.
- Nie mam pojęcia, wiesz… może się mijaliśmy, ale nie przywiązywaliśmy do siebie wagi. Tak czasami jest. Nie masz tak, że idąc uliczkami White Oak, codziennie mijasz jakieś nowe twarze? – być może jego półtoraroczna nieobecność do tego doprowadziła, ale mimo wszystko, zdarzało się, że widział kogoś po raz pierwszy. – Nie, teraz mieszkają z moją byłą żoną tutaj – trochę się popieprzyło, bo znaleziona żona nigdy nie opuszczała miasteczka, więc uznajmy, że był tam w podróży służbowej jako bokser. – Byłem tam głównie po to, by dokończyć sprawy związane z tym, czym zajmowałem się wcześniej – wyjaśnił pokrótce, nie wdając się w szczegóły.
- No pewnie, Teddy już się tutaj spodoba, nie chcę sobie wyobrażać, jaka szczęśliwa będzie, kiedy będzie mogła to wszystko zobaczyć od podszewki – robił to nie tylko dla córki, ale również chciał bliżej poznać Leę, wydawała się całkiem miła, a ten weekend w głównej mierze nie polegał na rozmowie.
_________________
[Profil]
 
Nick: martyna
Multi: bluey, haddie, mattia
 
lea brantley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-29, 09:04   

Okej no, może trochę za bardzo dramatyzowała przez ten brak pożegnania. Nie liczyła na nic, miała swoje życie w Białym Dębie i wiedziała, że finalnie i tak na pierwszym miejscu będzie Radwell z którego wyleczyć się chyba nie umiała. Nie pomagał jej w tym żaden facet, wyjazd i nawet jego dziwaczne zachowanie. Miała jednak okazje spotkać Langleya w White Oak i bardzo się ucieszyła. Szkoda tylko, że nie widzieli o swoim istnieniu trochę wcześniej, chociaż kto wie - mogli minąć się mnóstwo razy na ulicy i po prostu nie zwracać na siebie większej uwagi. Brantley do scen skora nie była i nie zamierzała mu psuć popołudnia z córką, nie miała ku temu powodów. Cieszyła się z tego spotkania i zamknęła temat Dallas. - Pewnie masz racje ale to wciąż trochę dziwne, ten cały zbieg okoliczności - zaśmiała się i schowała luźno opadający kosmyk włosów za ucho - Byłą żoną? Trochę słabo, co? - nie dość, że spotkała tutaj faceta z którym przeżyła tygodniową przygodę w Dallas to jeszcze jego żonę tu spotka, no klawo! Poza tym jak sam tytuł brzmi - była żona, to nigdy nie oznacza nic dobrego ale kto, może sam Finnegan akurat się z tego cieszył? - W takim razie wpadnij kiedyś to ustalimy termin albo po prostu zadzwoń. Numer chyba jeszcze posiadasz - posłała mu gniewne spojrzenie i po chwili uśmiechnęła się - Muszę uciekać do pracy. Miło było Cię znowu zobaczyć no i chyba do usłyszenia, co? - rzuciła i ruszyła przed siebie, kierując się w stronę boksów. Dopiero wróciła do pracy, więc na luźne pogawędki pozwolić sobie nie mogła póki co. Musiała się skupić na swoich obowiązkach, a ponowne spotkanie z Langleyem raczej jej nie ucieknie!

/ zt x2!
 
 
Amy Barlow


Wysłany: 2018-06-23, 18:51   

#1

Nie można przez cały czas ukrywać się przed światem. Każdy to powie, ale Amy musiała sama do tego dojść. Gdy już tak się stało i umiała stwierdzić sama przed sobą, że to już czas wyjść do ludzi, to musiała znaleźć sposób jak to zrobić. Postanowiła wrócić do stadniny, przecież tak bardzo kochała te konie, kto nie kochałby tych pięknych stworzeń? Rudowłosa związała włosy w warkocz, ubrała coś wygodnego do pracy z końmi i na rowerze dotarła do stadniny. Tam przywitała się ze wszystkimi i od razu przeszła do stajni, by przywitać się ze swoimi ulubieńcami. Akurat była pora czyszczenia zwierząt, więc wyprowadziła jedną klacz i zaczęła z nią rozmawiać, powoli ją wyczesowując, aż tu nagle zobaczyła Jemmę. Pomachała do niej.
- No hej, co słychać? - zapytała radośnie, choć słychać było, że ta radość jest zbyt sztuczna. Po prostu rudowłosa potrzebowała więcej czasu by dojść do siebie, stąd na razie było tylko udawanie, że wszystko jest w porządku.
_________________

<div style="width: 350px;"><div style="font-family: 'Qwigley', cursive; font-size: 31px; color: #C2B1A7; line-height: 100%;margin-bottom:-15px; position:relative; ">Amy Barlow<div style="border-bottom: 1px solid #C2B1A7; margin: 5px 0px 5px 0px;"><div style="border-left: 3px dotted #C2B1A7; border-right: 3px dotted #C2B1A7;"><div style="border-left: 1px dotted #C2B1A7; border-right: 1px dotted #C2B1A7; margin: 4px;"><div style="border-bottom: 1px solid #C2B1A7; margin: 5px 0px 5px 0px;"><div style="font-family: 'courier new', sans-serif; font-size: 8px; text-transform: uppercase; color: #888888; line-height: 95%;">I'm so lonely broken angel, I'm so lonely, listen to my heart
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Image Map
FORUM PRZYSTOSOWANE DO PRZEGLĄDARKI CHROME
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 8