Poprzedni temat «» Następny temat
#66
Autor Wiadomość
Everett Kellerman






mieszka w WO dopiero dwa lata
powoli zaczyna myśleć o powrocie do pracy
Elliot i córki są sensem jej istnienia

Wysłany: 2019-01-08, 21:39   
  

  
I never realized what a big deal that was. How amazing it is to find someone who wants to hear about all the things that go on in your head.
Everett Kellerman

  
  
  
  
  
  
30

  


Ściągnęła mocniej brwi, gdy zaprotestował. Bo oczywiście, że w pierwszej kolejności pomyślała, że się buntuje, że nie chce odpoczywać i iść spać. Więc kiedy dokończył myśl, a jej znowu serduszko pękało, bo widziała jaki ból i problem sprawia mu mówienie i to ją martwiło, ale gdy już dokończył – trochę odetchnęła z ulgą i nawet uśmiechnęła się pod nosem. Domyślała się, że musi wyglądać tragicznie, bo tak trochę się czuła, ale nie przejmowała się tym. Swoje zmęczenie i ból spychała na dalszy plan, bo czym to było w porównaniu z jego bólem? Jakąś fanaberią. Dlatego skrupulatnie to ignorowała – Nie jest tak źle – skłamała gładko, uśmiechając się pod nosem, bo nawet na szpitalnym łóżku, gdy sam potrzebował opieki to martwił się o nią. Był niesamowity i dlatego go tak bardzo kochała – I obawiam się, że łóżko obok chorego przysługuje tylko w przypadku dzieci – kącik drgnął jej niebezpiecznie, bo to było naprawdę urocze. Ale wolała nie widzieć miny pielęgniarki, gdy by ją o to poprosili... na pewno byłaby bezbłędna. A zaraz po tym pewnie by ich wyśmiała – Aleeee... – rozejrzała się po pokoju i wskazała głową na fotel, który stał w rogu pokoju. W chirurgach zawsze mają fotele w pokojach! W chicago chyba zresztą też z tego, co pamiętam. Więc może to jakiś amerykański standard i fotel tam był, ale stał za daleko od łóżka Elliota, więc z niego nie korzystała – Przysunę to trochę, żeby być bliżej Ciebie i też spróbuję się zdrzemnąć. Dobrze? Możemy iść na taki kompromis? Chociaż teraz naprawdę nie powinieneś się mną przejmować... ten raz w życiu Elliot pomyśl tylko o sobie, swoim komforcie i szybkim powrocie do zdrowia. Odpocznij. Ja sobie jakoś tutaj poradzę – bo nie on był tutaj od martwienia się o nią tylko ona o niego.
_________________
[Profil]
 
Nick: miss.
Multi: Jenna Seaver
 
Elliot Kellerman






przyjechał do WO za dziewczyną...
szeryf w White Oak
Ever, Alice i Rosie - jego trzy szczęścia

Wysłany: 2019-01-09, 17:01   
  

  
Nic nie przeraża głupiego mężczyzny bardziej niż kobieta, która umie czytać, pisać, myśleć i w dodatku ma odwagę pokazać kolana.
Elliot Kellerman

  
  
  
  
  
  
34

  


Przez chwilę wyglądał na zaskoczonego, ale nie wiadomo czy bardziej tym, że takie dodatkowe łóżko nie przysługuje w przypadku, gdy nie chodzi o dziecko, czy raczej tym, że w ogóle o czymś takim pomyślał. Uśmiechnął się jednak pod nosem w chwilę później, bo propozycja Ever była… No cóż, raz, że możliwa do zrealizowania, a dwa – stanowiła pewnego rodzaju kompromis. Będzie z nim, będzie przy nim czuwała, na czym tak bardzo jej zależało, ale jednocześnie też da odpocząć plecom, pupie i oczom. No i głowie! Tak, tak, ta mądra blondwłosa głowa musiała przecież pękać z przeciążenia i zamartwiania się. Elliot nawet nie chciał o tym myśleć, ile strachu najadła się dzisiaj Everett. – Wiesz, że nie potrafię. – odpowiedział krótko, ale taka prawda – nie umiał jej olać i myśleć tylko o sobie. No nie. Zresztą, gdyby tak potrafił nie byłby tym Elliotem Kellermanem, w którym ona się zakochała. Nie chciała mieć za męża egoisty, prawda? Nikt by nie chciał. No, ale dobrze – skoro ustalili, że będzie z nim i spróuje się przespać, to pewnie do tego doszło. Na przysuniętym bliżej szpitalnego łóżka fotelu, jasnowsłoa w końcu mogła trochę odetchnąć…
Tych kilka następnych godzin do świtu minęło im spokojnie. Elliot spał, Ever pewnie też w końcu wyczerpały się baterie, więc usnęła. Może trzymali się za ręce, a może nie… Nie wiem. W każdym razie, jego serducho nie szalało, stan był stabilny, choć wciąż na granicy ryzyka. Chirurdzy odwalili kawał dobrej roboty. Teraz? Ranek. Elliot obudził się pierwszy, może za sprawą pielęgniarki, która musiała sprawdzić jego parametry życiowe. Zbadała go, trochę kręcąc nosem na podwyższoną temperaturę, które rzeczywiście trochę mu dokuczała, ale nie była jednocześnie aż tak niepokojąca, żeby siać panikę. Dziewczyna wklepała wszystko co istotne w kartę i poinformowała Elliota, że za godzinę pojawi się u niego lekarz. Skinął na to głową i odprowadził pielęgniarkę wzrokiem do wyjścia. Tymczasem wyczuł, kątem oka spostrzegł i kątem ucha usłyszał delikatny ruch ruż obok, więc natychmiast spojrzał w tym kierunku i… Ever. Budziła się. Uśmiechnął się na ten widok, ale zaraz potem spoważniał… Albo może po prostu posmutniał. Dopiero teraz, przy dziennym świetle i z trzeźwiejszym umysłem był w stanie zobaczyć jej poplamioną jego krwią koszulę. – Dzień dobry. – odezwał się cicho, kiedy jasnowłosa otwrzyła już oczy i pewnie na niego spojrzała. – Jak się spało? – zapytał jeszcze, a na pysku nie miał już maski tlenowej z wczoraj, tylko te takie… Jak to się nazywa? Wąsy? – To... Wszystko moje? – zapytał znów z poważniejszą miną i wzrokiem wskazał na plamy krwi na ubraniu żony.
[Profil]
 
Multi: -
 
Everett Kellerman






mieszka w WO dopiero dwa lata
powoli zaczyna myśleć o powrocie do pracy
Elliot i córki są sensem jej istnienia

Wysłany: 2019-01-09, 18:24   
  

  
I never realized what a big deal that was. How amazing it is to find someone who wants to hear about all the things that go on in your head.
Everett Kellerman

  
  
  
  
  
  
30

  


Kompromisy były w porządku. Obiecała mu, że trochę spróbuje, ale i tak przez większość nocy po prostu siedziała w fotelu i go obserwowała, czuwała – tak jak zapowiadała. Oczywiście, że każda jedna część ciała trochę odmawiała jej powoli współpracy, a oczy się kleiły, ale bała się… bała się, że znowu coś przegapi, że Elliotowi coś się stanie, eh… Dlatego jakoś wiele nie przespała. Poległa właściwie dopiero nad ranem, Usadowiła się wygodniej, podciągając do góry nogi i zwijając się w taki mały kłębek. Zasnęła, ale nie był to sen szczególnie długi, ani szczególnie głęboki. Drgnęła przy obecności pielęgniarki, więc nic dziwnego, że Elliot ją usłyszał, gdy tylko tamta się ulotniła. Ever musiała wyprostować kości i zmienić pozycję, no i przysunąć się bardziej w jego stronę – Dobrze, a tobie? Jak się czujesz? – przeniosła się z powrotem na krzesło, które stało super blisko, ale zanim usiadła po prostu się nad nim pochyliła – przyglądając się jego twarzy, sunąć opuszkami palców po policzku i w końcu pocałować jego czoło – Wydawało się, że spałeś całkiem spokojnie… co mówiła pielęgniarka? – bo aż jej było głupio, że to przespała. Śmiesznie też drgnęła, gdy spytał o krew. W pierwszej chwili to nawet nie wiedziała, że o nią chodzi, dopiero jego wzrok na jej koszuli… sama spojrzała w dół i tak, wyglądało to źle – Mogłabym straszyć na Halloween, co? – spróbowała zażartować, trochę koślawo – Jak zadzwonimy do Claire to poproszę, żeby James przywiózł mi jakieś świeże ubrania. Bo to… – no cóż, to było nic. W końcu zdążyła się już umyć. Nie widział tego, że była po łokcie wysmarowana w jego krwi. Miała ją na twarzy, wszędzie… i było jej zdecydowanie za dużo. Dużo za dużo – Straciłeś naprawdę dużo krwi, Elliot. Próbowałam to jakoś zatamować, gdy tam leżałeś… ale to było zupełnie bezskutecznie. Bałam się, że ci się nie uda. – nie było co owijać w bawełnę. Naprawdę ją nastraszył.
_________________
[Profil]
 
Nick: miss.
Multi: Jenna Seaver
 
Elliot Kellerman






przyjechał do WO za dziewczyną...
szeryf w White Oak
Ever, Alice i Rosie - jego trzy szczęścia

Wysłany: 2019-01-09, 19:01   
  

  
Nic nie przeraża głupiego mężczyzny bardziej niż kobieta, która umie czytać, pisać, myśleć i w dodatku ma odwagę pokazać kolana.
Elliot Kellerman

  
  
  
  
  
  
34

  


Cicho mruknął, co chyba było formą odpowiedzi… Albo raczej subtelnym unikiem od takowej udzielenia. Bo jak się czuł? Hm… Dobrze i niedobrze. Tak jak czuć się może ktoś, kto ubiegłego wieczora zaliczył trzy dźgnięcia nożem. – Że jestem trochę… Ciepły. – bo rozpalony nie, po prostu – ciepły. Uśmiechnął się pod nosem i z blizka przyjrzał się tej ślicznej kobiecej buzi. To co Ever mu opowiedziała… Że niewiele brakowało, że bała się, że go straci, że stracił tyle krwi… To postawiło go na baczność. Emocjonalnie. Ściągnął mocniej brwi przy nasadzie nosa i jeśli Ever wciąż się nad nim pochylała, odnalazł jej rękę swoją. Zacisnął w palcach jej nadgarstek i ściągnął lekko wargi. – Przepraszam. Tak cholernie mi przykro… – choć mówiło mu się trochę łatwiej, niż w nocy to jednak jego głos wciąż był słaby i cichy i taki… Bez charakterystycznej dla niego werwy. Dalej odczuwał zmęczenie i osłabienie spowodowane utratą tak dużej ilości krwi, no i też samą narkozą. – Że musiałaś na to patrzeć. I… Nie tylko patrzeć. – jego wzrok osunął się znów na jej pokrwawioną koszulę. Oczami wyobraźni już widział, jak Ever klęczy przy nim i z całych sił, całą swoją determinacją próbuje zatrzymać tę cholerną krew w jego ciele. A ta uparcie uciekała jej przez palce. – Udało mi się. Nam. – palcami przesuwał teraz lekko w dół i w górę damskiego przedramienia. Znów też wpatrywał się w brązowe ślepia żony. Gdyby mógł… Gdyby tylko mógł, wymazałby z jej pamięci te przykre, wręcz okropne chwile. – Pocałujesz mnie? – zapytał, poprosił… Jedno i drugie. Kącik warg drgnął mu przy tym nieznacznie. – Sam bym pocałował ciebie, ale… – sapnął i krótko łypnął po sobie w dół. Trochę jakby sytuacja nie sprzyjała, ok? Jego… Kondycyjna. Nie był w formie, krótko mówiąc, nie był w formie. Nawet nie próbował szarżować i wyskakiwać z łóżka, bo zwyczajnie nie dałby rady. – Ever… Jedź do domu, co? Musisz odpocząć, przecież wiem, że prawie wcale nie spałaś. Widzę to w twoich oczach. – i cieniach pod nimi, których nie zakryje nawet najlepszy korektor świata. Na to było tylko jedno lekarstwo – zdrowy, spokojny sen.
[Profil]
 
Multi: -
 
Everett Kellerman






mieszka w WO dopiero dwa lata
powoli zaczyna myśleć o powrocie do pracy
Elliot i córki są sensem jej istnienia

Wysłany: 2019-01-09, 19:19   
  

  
I never realized what a big deal that was. How amazing it is to find someone who wants to hear about all the things that go on in your head.
Everett Kellerman

  
  
  
  
  
  
30

  


Pokręciła żywo głową, gdy zaczął ją przepraszać, bo co on też gada… co on gada. Jakie przepraszanie? Z jakiej okazji ją przeprasza? Przecież nic nie zrobił. Został napadnięty, nie było w tym przecież żadnej jego winy. Spojrzała więc na niego groźnie, bo tak… jak chciała potrafiła być groźna – Nie gadaj głupot – i niech jej nie przeprasza. W żadnym wypadku! Nie chciała nawet tego słuchać. Bo właśnie najważniejsze było to, że mu się udało. Że był tu teraz, że się obudził, że nawet jeśli ciągle wyglądał źle i był słaby to do niej wrócił… nie zostawił jej samej na tym świecie. To było dla niej najważniejsze. Dlatego też skinęła łbem i pochyliła się do niego, żeby złożyć na jego ustach lekki, spokojny pocałunek – Kocham cię, Kellerman. – szepnęła prosto w jego wargi i wróciła na swoje miejsce na krześle obok niego – I chociaż nie wiem jakbyś się starał to się mnie stąd nie pozbędziesz. – zapewniła w odpowiedzi na jego propozycję, żeby jechała do domu i się ogarnęła – Zdążę się jeszcze wyspać, nic mi nie będzie… ale nie zamierzam cię zostawiać. Nie póki żaden lekarz nie powie mi, że minęło całe zagrożenie, że wszystko jest w porządku. I póki sama się w tym nie utwierdzę. – czyli nie odczeka jeszcze odpowiednio długo, żeby mieć pewność, że faktycznie nic mu nie grozi – Więc przywyknij, że jestem przyklejona do tego krzesła i fotela. Możesz mnie traktować jako element wyposażenia pokoju, bo tu będę… cały czas tu będę. – była zawzięta, ale naprawdę – nie ważne jak będzie się starał to ona i tak się nigdzie stąd nie wybierała. Tak jak on był zawsze uparty, gdy to ona leżała na szpitalnym łóżku – Więc mogę coś dla ciebie zrobić, Kellerman? Potrzebujesz czegoś? Poprawić ci poduszkę, podać wodę? Poprosić o leki? Musisz mówić jeśli coś jest nie tak
_________________
[Profil]
 
Nick: miss.
Multi: Jenna Seaver
 
Elliot Kellerman






przyjechał do WO za dziewczyną...
szeryf w White Oak
Ever, Alice i Rosie - jego trzy szczęścia

Wysłany: 2019-01-09, 19:52   
  

  
Nic nie przeraża głupiego mężczyzny bardziej niż kobieta, która umie czytać, pisać, myśleć i w dodatku ma odwagę pokazać kolana.
Elliot Kellerman

  
  
  
  
  
  
34

  


Tego mu było trzeba. Pocałowała go, a on momentalnie pożałował, że trwało to tak krótko. To była w końcu jakaś namiastka normalności, której brakowało mu od wczoraj. Miał… Niedosyt. I choć był też lekko niezadowolony z powodu upartości swojej żony, to jednak… Heh, chciał czy nie chciał, musiał sam przed sobą przyznać, że w stu procentach ją rozumie. Bo gdyby sytuacja była odwrotna, na pewno nie zachowałby się inaczej. Przykleiłby się do szpitalnego krzesła i miałby baczenie na leżącą w łóżku obok żonę… Właściwie bez przerwy. Właśnie dlatego – bo bałby się jednej chwili, ułamka chwili właściwie, w którym mógłby cokolwiek przegapić. – A jeśli… Wszystko jest dobrze? – zapytał w odpowiedzi i uśmiechnął się do Ever ładnie, bo jej zawziętość, determinacja i ośla upartość była rozbrajająca i chwytała go za serducho. Serducho, które wczoraj na moment zwolniło, ale dziś… Dziś biło już całkiem ok. – Poduszka leży dobrze, pić mi się nie chce, a ból jest do zniesienia… – jasne, że bolało. Bolało jak diabli, nawet samo oddychaie, ale uparcie to ignorował. Metoda wyparcia czy nazwij to sobie jak chcesz. Może jak wystarczająco często powtórzy sobie, że go nic nie boli to naprawdę ból ustanie. – Wiem, że nie pojedziesz. – uśmiechnął się znów i przez moment miał ochotę obrócić się na bok. Szybko jednak porzucił ten absurdalny pomysł, bo… Heh, sama myśl o tym go zabolała. Wyobraził sobie jak pękają mu szwy i wykrwawia się na śmierć. Niefajnie. – Ta dziewczyna… Pielęgniarka… – lichym ruchem głowy skinął w kierunku drzwi. – Powiedziała, że lekarz niedługo tu zajrzy. – pewnie zada mu kilka kontrolnych pytań, opowie mu co się z nim stało i jak przebiegła wczorajsza operacja, a potem zaleci spokój i odpoczynek… No i pójdzie. – Mam nadzieję, że… – pozwoli mu iść do domu? Powie, że tak naprawdę to nic mu nie jest? Heh, nic podobnego. – Nie będzie zbyt przystojny. – nie mógł sobie tego odmówić. Wargi zadrżały mu lekko po tych słowach, bo oczywiście, że tylko głupio sobie żartował. Może chciał też w ten sposób udowodnić żonie, że żyje, że jest sobą i na pewno wszystko będzie z nim dobrze? – Zadzwonimy? – zapytał cicho. – Do mamy? – i dziewczynek.
[Profil]
 
Multi: -
 
Everett Kellerman






mieszka w WO dopiero dwa lata
powoli zaczyna myśleć o powrocie do pracy
Elliot i córki są sensem jej istnienia

Wysłany: 2019-01-09, 21:13   
  

  
I never realized what a big deal that was. How amazing it is to find someone who wants to hear about all the things that go on in your head.
Everett Kellerman

  
  
  
  
  
  
30

  


No okej, niech mu będzie, że wszystko było dobrze. Niech mu będzie. Chociaż naprawdę lepiej by się poczuła, gdyby pozwolił jej jakoś sobie pomóc… no normalnie, eh – Wiesz, co Kellerman… – prychnęła – Mógłbyś chociaż postarać. Pozwolić mi zrobić cokolwiek, poczuć się potrzebną i przydatną. – mruknęła niby obrażona, ale jednak kącik ust blondynki ciągle był w górze, więc nie musiał się o nic martwić – tylko tak sobie żartowała. I dobrze, że wiedział, albo przynajmniej przyjął do wiadomości, że ona sobie nigdzie nie idzie, że tu zostaje i nie spuści go z zasięgu wzroku. Bo był jej mężem, bo go kochała i bo ślubowała mu „w zdrowiu i chorobie”. Jak mogłaby iść? Ale dzisiaj, widząc że mówienie Elliotowi wychodziło trochę lepiej, odzyskał kolory i wydawał się być trochę bardziej… swój – było jej lepiej. Czuła się spokojniej i mogła się wreszcie uśmiechać – Pielęgniarki są ładne… więc fair byłoby jakby i lekarz był przystojny. Byle nie byłaby to kobieta! – zażartowała – Zwłaszcza, że nie masz na sobie majtek, Kellerman – dodała jeszcze w ramach żartów, nawiązując do ich ostatniej wizyty w szpitalu, gdy postanowiła skręcić sobie kostkę w Nowy Rok. Oczywiście musiał ją przebić z problemem, z którym wylądował w szpitalu… no pewnie! Nie mógł jej pozwolić być bardziej poszkodowaną :lol: Żartuję oczywiście! – I pewnie – bo zerknęła na zegarek i wydawało jej się, że można już dzwonić, zwłaszcza że rodzice pewnie też się denerwowali i niewiele spali. Wstała, żeby sięgnąć do swojej kurtki, którą udało jej się w biegu chwycić, zanim przyjechała do szpitala, a z kieszeni wyjęła telefon. Szybko wybrała numer, przesunęła się blisko Elliota i czekała na połączenie, aż na ekranie pojawiła się Claire, z którą krótko porozmawiali – albo to bardziej Everett rozmawiała, żeby Elliot nie musiał się męczyć, a po chwili poprosili o dziewczynki. Rosie była w ramionach dziadka śmiesznie machając łapskami i girkami, śmiejąc się do telefonu (albo raczej babci, która ten telefon trzymała), a Alice… Alice po chwili zajęła cały ekran – Cześć skarbie! Wyspałaś się? Babcia z dziadkiem opowiedzieli ci wczoraj bajkę? Dobrze się bawiliście? – zagadała córkę, która wyraźnie ucieszyła na widok rodziców.
_________________
[Profil]
 
Nick: miss.
Multi: Jenna Seaver
 
Elliot Kellerman






przyjechał do WO za dziewczyną...
szeryf w White Oak
Ever, Alice i Rosie - jego trzy szczęścia

Wysłany: 2019-01-10, 18:30   
  

  
Nic nie przeraża głupiego mężczyzny bardziej niż kobieta, która umie czytać, pisać, myśleć i w dodatku ma odwagę pokazać kolana.
Elliot Kellerman

  
  
  
  
  
  
34

  


Zdecydowaaaaaanie, zdecydowanie mógłby. Mógłby się postarać i nawet coś wymyślić… Że drętwieje mu tyłek i potrzebuje masażu? Albo że jak go mizia po głowie to jakoś tak mniej boli… Tak, mógłby i właściwie wcale by nie skłamał, ale… No przecież widział, jak marnie wyglądała. Jak zmęczona była, niewyspana… Mógł leżeć w szpitalnym łóżku, mógł być po operacji i tak dalej, ale to w żaden sposób nie zmieniało tego, że był jej mężem i się o nią martwił. A… No i że byłby zazdrosny, gdyby ich, a raczej jego lekarz okazał się być atrakcyjny dla damskiego oka. – W takim razie to musi być kobieta. – skwitował cwanie, bo skoro nie miał na sobie majtek… Hyhy. – Łaaaaadna, niech będzie bardzo ładna. Tak ładna, żebyś… – zapomniał się i zabrakło mu tchu. – Była jak diabli zazdrosna. – tak jak on był, kiedy lekarz – wcale znowu nie taki wyględny – badał jej ostatnio skręconą kostkę. No, ale! Ucieszył się, kiedy Ever przytaknęła jego porpozycji telefonu do domu. Naprawdę chciał zamienić dwa słowa z rodzicami i córkami. Chciał je zobaczyć, bardzo bardzo. I rzeczywiście, dziś to Ever wiodła prym w rozmowie, za co Elliot był jej bardzo bardzo wdzięcnzy. Claire zadawała tyle pytań i pewnie nawet trochę się popłakała, co Kellermanowi złamało trochę serce, bo… No to było trudne, ok? Wiedzieć, widzieć, jak płacze przez niego. Może dlatego też szybko odpuściła i uciekła sprzed ekranu. Gdy tylko na tym pojawiły się buzie ich córek, to Elliot poczuł jak szklą mu się oczy. Powstrzymał to jednak, bo przecież chłopaki nie płaczą, prawda? – Czeeeeśc kochanie… Heej Rosiee… – przywitał dziewczynki i najchętniej obie je zamknąłby w swoich łapach i nie wypuszczał ich… Heh, długo. Alicja ucieszyła się na widok rodziców, nie wyglądała na rozczarowaną ich obecnością tuż obok, najwyraźniej dziadkowie stanęli na wysokości zadania i przeczytai jej wczoraj wszystkie bajki, jakie tylko chciała. Uśmiechała się teraz od ucha do ucha i nawet coś tam do nich po swojemu gadała. Rosie wpatrywała się to w Elliota to w Ever, wyraźnie skonsternowana, niemal boleśnie zdziwiona o co w tym wszystkim chodzi, dlaczego tata wygląda jak z grobu, a mama ma taką czerwoną bluzkę… Albo może po prostu chciała dostać swoje drugośniadaniowe jabłuszko, kto wie! – Przepraszam, że nie było mnie z wami wczoraj. – zerknął na żonę i uśmiechnął się do niej lekko. – Mama musiała… Musiała zawieźć mnie do pana doktora, ale dziś już… – znów nieprzyjemnie zadrapało go w gardle, więc odwrócił na moment twarz i cicho sobie odkaszlnął. – Dziś jest już… Jest już lepiej. – nastawienie połową sukcesu, prawda? No właśnie. – Za parę dni… Mam nadzieję, że wrócę do domu i wtedy… – w ułamku chwili zrobił się bardzo zmęczony. To było tak dziwne uczucie, niespodziewane wręcz. Jakby ktoś wyjął wtyczkę z gniazda i odciął mu dopływ energii. – Wtedy przeczytamy wszystkie bajki… Wszystkie. I… I pobawimy się w… Misiowe przedszkole i… – coraz ciężej mu się mówiło. Spojrzał na Ever i lekko pokręcił głową. Nie chciał przetraszyć córek, po prostu musiał odpocząć, złapać odrobinę tlenu.
[Profil]
 
Multi: -
 
Everett Kellerman






mieszka w WO dopiero dwa lata
powoli zaczyna myśleć o powrocie do pracy
Elliot i córki są sensem jej istnienia

Wysłany: 2019-01-10, 19:27   
  

  
I never realized what a big deal that was. How amazing it is to find someone who wants to hear about all the things that go on in your head.
Everett Kellerman

  
  
  
  
  
  
30

  


Potrafiła zrozumieć łzy Claire. W końcu też była matką, a niezależnie ile twoje dziecko miało lat, gdy działa mu się krzywda – to bolało. Na szczęście dziewczynki trochę rozweseliły im ten dzień, bo ich beztroska nieświadomość trochę podnosiła na duchu. Przynajmniej nie cierpiały, nie martwiły się i pewnie nawet tak mocno nie tęskniły, gdy dziadkowie zajmowali im czas. Rozpieszczali je do granic możliwości. Everett zerkała to na rozpromienioną córkę, to na męża, który wyraźnie się męczył, ale nie chciała mu tego przerywać, zabierać czasu z Ally, która przecież była jego oczkiem w głowie. Dopiero, gdy sam uznał, że więcej nie da rady, że już nie może – przejęła od niego telefon i odwróciła się tak, żeby znalazł się poza zasięgiem kamerki – I w co tylko będziesz chciała – zapewniła Alice, która wydawała się być przekupiona – Zawołaj jeszcze babcię, skarbie – poprosiła, chociaż to mało prawdopodobne, żeby dziewczynka przekazała informacje. Na szczęście Claire była na tyle blisko, że po prostu to usłyszała i przejęła telefon. Everett poprosiła, żeby James popołudniu podjechał do szpitala, żeby zabrał trochę najpotrzebniejszych rzeczy Elliota oraz jakieś ubrania dla niej, bo jeszcze nie miała okazji się przebrać. Teściowa oczywiście jej przytaknęła, zapewniła ze wszystko przygotuje i James tam do nich podjedzie. A ona zajmie się dziewczynkami, że będą na ich zawołanie tak długo jak będzie potrzeba, że mają się tym nie martwić i ze najważniejsze jest żeby Elliot doszedł do siebie. Everett była jej za to wszystko ogromnie wdzięczna. Obiecała, że da znać jak tylko czegoś więcej się dowiedzą i wreszcie zakończyła rozmowę. Wróciła wzrokiem i uwagą do Elliota- Wszystko w porządku? Lepiej się poczułeś, gdy na własne oczy zobaczyłeś, że są cale i zdrowe? Są pod doskonałą opie... – urwała, bo w tym momencie do sali wszedł lekarz, a Everett była ciekawa, co ma do powiedzenia.
_________________
[Profil]
 
Nick: miss.
Multi: Jenna Seaver
 
Elliot Kellerman






przyjechał do WO za dziewczyną...
szeryf w White Oak
Ever, Alice i Rosie - jego trzy szczęścia

Wysłany: 2019-01-10, 21:22   
  

  
Nic nie przeraża głupiego mężczyzny bardziej niż kobieta, która umie czytać, pisać, myśleć i w dodatku ma odwagę pokazać kolana.
Elliot Kellerman

  
  
  
  
  
  
34

  


Wesołe buzie córek przyniosły Elliotowi spokój ducha i umysłu. Właśnie tego potrzebował – zobaczyć je, szczęśliwe, roześmiane, ale przede wszystkim całe i zdrowe. Wiedział, że były w najlepszych możliwych rękach – Claire i James zajmowali się nimi bezbłędnie. W chwilach, takich jak ta – albo cokolwiek podobnych, może nie tak makabrycznych i krwawych – dziękował losowi za to, że jego rodzice wylądowali w White Oak. Gdyby nie to… Gdyby Allice i Rosie były teraz pod opieką którejś z ich sąsiadek, żadne z nich, ani Elliot, ani Ever nie byliby spokojni. Pomyślał o tym, kiedy czuł ten nieprzyjemny ucisk w klatce i naprawdę, naprawdę potrzebował złapać oddech. Był też wdzięczny żonie za to, że tak szybko i sprawnie odczytała jego sygnały – tak, był zmęczony i nie, nie chciał się w takim stanie pokazywać dziewczynkom. One miały go widzieć w zdrowiu i sile, takiego miały go znać – jako tatę superbohatera, co może wszystko i który obroni je przed wszelkim złem tego świata. Uśmiechnął się do żony lekko, spojrzał na nią przy tym z mieszanką wdzięczności i przeprosin, ale wtem wyczuł ruch gdzieś obok. Niespiesznie przeniósł tam ślepia, a gdy tylko ujrzał przed sobą lekarza, w duchu zaklął. Szlag… Gość musiał mieć branie. Wśród pielęgniarek, pacjentek i odwiedzających. Przełknął ślinę i krótko przywitał się z doktorem, który przedstawił im się jako dr Avery, a ta przypadkowa zbieżność jego nazwiska z nazwiskiem gościa z serialu o chirurgach, do którego Ever smoliła cholewki, trochę go rozbawiła. Uśmiechnął się pod nosem i kontrolnie łypnął na żonę. Tymczasem młody lekarz referował im wszystko co powinni wiedzieć. Elliot stracił dużo krwi, trudno było to zatamować, ale zespół chirurgów świetnie go pozszywał, więc… No cóż, mogło być dużo gorzej. Najbardziej ucierpiały jego lewa nerka i płuco, to szczególnie mocno, ale tu też pan doktor był dobrej myśli. Oczywiście wskazany był odpoczynek… Duuuuuuuuuużo odpoczynku, o powrocie do pracy na razie nie było mowy, łóżko, dobra książka i zdrowe koktaje, taka była jego recepta na powrót Elliota do zdrowia. Ewentualnie dostanie na głowę, co Kellerman dopowiedział sobie już tylko w myślach. Chirurg wyszedł, wcześniej żegnając obojga uśmiechem, a gdy tylko zniknął za winklem, Kellerman od razu łypnął na żonę. Przez moment tylko śmiesznie uparcie się w nią wpatrywał. Uśmiechał się pod nosem, jakby coś kombinował i nic nie mówił… Nic nie mówił, aż do chwiliiiiii… - Wiedziałem, że będzie po twojemu. – a lekarz okaże się młodym bogiem chirurgii. Prychnął pod nosem, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć więcej, do pokoju weszła pielęgniarka. Przyniosła im fiolową torebkę ze wszystkim co Elliot miał przy sobie, kiedy zabierali go sprzed domu. Znalazła się tam nawet jego zakrwawiona koszula, która od razu powinna była znaleźć się w koszu. Kiedy on to zobaczył, trochę go ścięło. – Jestem pieprzonym szczęściarzem, Ever. Pieprzonym… Szczęściarzem. – przyznał szczerze, otwarcie – przed nią i przed samym sobą. Wciągnął mocniej powietrze do płuc i odwrócił głowę i wzrok. Wbił go w sufit i gapiąc się w niego uparcie przez chwilę lub nawet dwie, w końcu odpowiedział żonie na pytanie: - Uśmiechnięte buzie naszych córek… Tak jakby nic… Zupełnie nic się nie stało. Najcudowniejszy obrazek o jaki mógłbym prosić. – czyli zdecydowanie lepiej się poczuł widząc, że Ally i Rosie są całe i zdrowe. I w stu procentach bezpieczne. – Nie chcesz wiedzieć kto to był? – zapytał nagle, a jego poważna, skupiona mina… No cóż, wiadomo kogo miał na myśli. Kim był ten „ktoś”.
[Profil]
 
Multi: -
 
Everett Kellerman






mieszka w WO dopiero dwa lata
powoli zaczyna myśleć o powrocie do pracy
Elliot i córki są sensem jej istnienia

Wysłany: 2019-01-12, 08:58   
  

  
I never realized what a big deal that was. How amazing it is to find someone who wants to hear about all the things that go on in your head.
Everett Kellerman

  
  
  
  
  
  
30

  


Zabawne było to, że w momencie, gdy lekarz wszedł do pomieszczenia, nawet gdy się przedstawił… to jak się nazywa albo jak wygląda nie miało dla Everett najmniejszego znaczenia. Patrzyła na niego dokładnie tak samo jakby patrzyła na sześćdziesięcioletniego pana, albo czterdziestoletnią kobietę. Zdecydowanie ważniejsze było to, co miał do przekazania. Od czasu do czasu, gdy tamten mówił – zerkała na męża i widziała jego rozbawione spojrzenie, ale nie wyłapała o co mu chodzi. Słowo! W ogóle nie skontaktowała. Wręcz wydawało jej się to podśmiechiwanie nie na miejscu, bo to co mówił lekarz… tam nie było nic do śmiania się, nic a nic! Ją to na przykład trochę przerażało – gdy lekarz mówił, że jej mąż prawie zszedł z tego świata. Zadała przy okazji tysiąc pięćset różnych pytań – o stan zdrowia Elliota, o to jaki to może mieć wpływ na przyszłość, jak długo może trwać rekonwalescencja i tak dalej, ale jedyne co usłyszała to, że muszą być cierpliwi a Elliot musi dużo odpoczywać i o siebie dbać. Nie ma problemu! Nawet jeśli on nie będzie o siebie dbał to ona będzie dbała o niego. Kiedy lekarz wyszedł, westchnęła pod nosem i spojrzała na męża – No co? – bo naprawdę nie wiedziała, o co mu chodziło… zadawała jakieś głupie pytania? Zrobiła coś nie tak? No i wtedy powiedział… - Boże Kellerman, zachowujesz się czasem jak dziecko. – przewróciła teatralnie ślipiami i uśmiechnęła się pod nosem. I teraz jak tak pomyślała… tak, było po jej. Czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Nie. Jedynym facetem, na którego zwracała uwagę był ten leżący na łóżku. Mógłby się przed nią przespacerować półnagi Kapitan Ameryka albo Zimowy Żołnierz, a i tak mogłaby tego nawet nie zauważyć. Za bardzo się martwiła o Elliota. Wpatrywała się w niego uparcie, nawet wtedy gdy pielęgniarka przyniosła jego rzeczy i wyraźnie zrobiły na nim wrażenie. A może to właśnie wtedy najbardziej mu się przyglądała… - Chcesz mi powiedzieć, że wiesz kto to był? – bo tak zapytał… takie sprawiał wrażenie jakby wiedział – Jeśli wiesz musisz powiedzieć, Elliot. Chcą ich złapać… każda wskazówka się przyda. – bo wierzyła, że policja z Fayette, która przejęła dochodzenie stanie na wysokości zadania – A ta koszulka… – wskazała na torebkę leżącą na szpitalnej szafce – Powinnam ją wyrzucić. Z drugiej strony… – wcale nie chciała. Chciała pamiętać ile mieli szczęścia, a jemu może by przypominała, że nie jest niezniszczalny i jak niewiele brakowało, a by je zostawił.
_________________
[Profil]
 
Nick: miss.
Multi: Jenna Seaver
 
Elliot Kellerman






przyjechał do WO za dziewczyną...
szeryf w White Oak
Ever, Alice i Rosie - jego trzy szczęścia

Wysłany: 2019-01-12, 10:33   
  

  
Nic nie przeraża głupiego mężczyzny bardziej niż kobieta, która umie czytać, pisać, myśleć i w dodatku ma odwagę pokazać kolana.
Elliot Kellerman

  
  
  
  
  
  
34

  


Wzruszyłby ramionami, gdyby tylko wciąż nie czuł się jak dętka. Oczywiście, że czasem zachowywał się jak dziecko. Nawet gorzej, ale… Heeeeej, przecież właśnie takiego go sobie ukochała, prawda? No. To teraz niech z takim żyje, niech z tym handluje. Poza tym, Elliot doskonale wiedział, że gdyby tylko sytuacja była inna, a on nie leżałby w szpitalnym łóżku z trzema dziurami w brzuchu, jasnowłosa też zwróciłaby na to uwagę! Wygląd lekarza i jego nazwisko, no proooooszę cię.
Czy wiedział kto to był? Doskonale. Spojrzał z ukosa na żonę, ale nie powiedział nic. Do policji też się słowem nie odezwie. Jeszcze nie teraz. Nie, dopóki nie wyjdzie ze szpitala i jako tako nie dojdzie do formy. Oczywiście, że chciał, żeby ludzie, którzy go napadli ponieśli konsekwencje swoich czynów, ale… Nie brabrał się w tym gównie od wczoraj, żeby nie wiedzieć lepiej, jak powinien to załatwić. Musiał być w pełni sił, żeby dorwać tych drani osobiście i osobiście też upewnić się, że w żaden już sposób nie zagrożą bezpieczeństwu Ever i dziewczynek. No i jemu. Nie chciałby przechodzić tego piekła raz jeszcze. – Zrób to. – poprosił cicho, bo takie pamiątki nie wymagały kolekcjonowania. To co się wydarzyło na zawsze pozostanie w ich głowach. – Nie potrzeba nam trupów w szafie. – dodał ciszej i lekko, trochę pokrzepiająco uśmiechnął się do zmartwionej Ever. – Weź mój portfel i kup sobie coś do jedzenia. I kawę. – miał nadzieję, że żaden sanitariusz nie wyciągnął mu z niego gotówki i karty. Etyka zawodowa czy coś… - Pamiętaj… Najpierw musisz zadbać o siebie, żeby później móc zadbać o mnie. – mogła się butnować i nie zgadzać, ale w głębi ducha wiedziała, że miał rację. Jeśli zabraknie jej sił, to jak on miałby je odzyskać? – Słyszałaś lekarza… – uśmiechnął się do niej znów. – No chyba, że… Że byłaś zbyt zaaferowana jego ładną buzią. – oczywiście, że wiedział, że nic podobnego nie miało miejsca, ale hej, chciał jej trochę zagrać na nosie, poprzekomarzać się z nią, żeby nie myślała, że jej mąż stracił werwę i swój zwyczajowy dry. Nah, nah, to wciąż w nim było. Nic w nim nie umarło. Na szczęście. – Dr Avery… Serio? – sapnął pod nosem i wyszczerzył się krótko.
[Profil]
 
Multi: -
 
Everett Kellerman






mieszka w WO dopiero dwa lata
powoli zaczyna myśleć o powrocie do pracy
Elliot i córki są sensem jej istnienia

Wysłany: 2019-01-12, 12:14   
  

  
I never realized what a big deal that was. How amazing it is to find someone who wants to hear about all the things that go on in your head.
Everett Kellerman

  
  
  
  
  
  
30

  


Poniekąd wiedziała, że miał rację. Ale tylko poniekąd. Bo nie zamierzała o siebie dbać w pierwszej kolejności, oj nie… to tak nie działało. Wiedziała jednak, że o siebie TEŻ powinna zadbać, żeby mieć siłę tu siedzieć, martwić się o niego i walczyć, żeby sam o siebie się też zadbał. Dlatego skinęła głową, że okej – zrobi to. Pójdzie na małe polowanie, zdobędzie jedzenie i kawę – Chociaż nie wiem, czy powinnam tak chodzić po szpitalu… – zerknęła na swoją ładną, formalną koszulę, która była jednym z jej ulubionych służbowych outfitów. Trochę jej było szkoda! Teraz jednak martwiła się, że chodząc po szpitalu z zakrwawioną koszulą mogłaby kogoś przestraszyć – Dlatego poczekam aż przyjedzie James. Wtedy obiecuję, że gdy on z tobą będzie siedział, ja pójdę coś zjeść i przyniosę kawę. Słowo harcerza! – którym swoją drogą nigdy nie była, ale jego słowo trzymać mogła. Swoją drogą ta koszula to po prostu była też dobra wymówka, bo za nic nie chciała go zostawiać samego. Dlatego ciągle się nigdzie nie ruszyła… uśmiechnęła się za to pod nosem, gdy wspomniał do Avery’ego – Twój największy koszmar się spełnił, co? Poznałam Avery’ego… – wytknęła, zażartowała i przesunęła się trochę bliżej męża – Jesteś niemożliwy… od kilkunastu godzin nie ruszyłam się od twojego łóżka, a ty się przejmujesz ładną buzią jakiegoś lekarza. Zresztą naprawdę była ładna? Nie zauważyłam. – i to tak poważnie, wcale nie żartowała – Za to doskonale słyszałam, co mówił… i masz przekichane, Kellerman. Będę cię pilnować jak naszych dzieci. – ostrzegła i znowu mówiła całkiem poważnie – Nie będziesz mógł się forsować, nie będziesz chodził do pracy… więc jeśli myślisz, że zignoruję to, że nie odpowiedziałeś na moje pytanie to grubo się mylisz, Kellerman. Kto to był? – no wiedział, że nie była głupia… dlaczego więc czasami zachowywał się jakby było wręcz odwrotnie? – Pamiętasz? Ukrywanie takiej prawdy już raz nas zniszczyło… powinniśmy uczyć się na błędach. – do czego piła? Ano do tego, ze nie przyznała, że wiedziała kto ją pobił. Teraz on nie chciał przyznać kto jego zaatakował.
_________________
[Profil]
 
Nick: miss.
Multi: Jenna Seaver
 
Elliot Kellerman






przyjechał do WO za dziewczyną...
szeryf w White Oak
Ever, Alice i Rosie - jego trzy szczęścia

Wysłany: 2019-01-12, 13:47   
  

  
Nic nie przeraża głupiego mężczyzny bardziej niż kobieta, która umie czytać, pisać, myśleć i w dodatku ma odwagę pokazać kolana.
Elliot Kellerman

  
  
  
  
  
  
34

  


Nawet jeśli była to tylko wymówka to chyba całkiem przekonująca, bo Elliot cicho przytaknął i już więcej tematu nie drążył. Rzeczywiście, wycieczka szpitalnymi korytarzami w zakrwawionych ciuchach mogłaby skończyć się… Hm, niefortunnie. Miał przy tym nadzieję, że James wpadnie tu lada chwila i dzięki temu Ever naprawdę pójdzie coś zjeść i trochę odpocząć. Martwił się o nią tak samo bardzo, jak ona martwiła się o niego. – No właśnie, kilkunastu godzin! – sapnął trochę się nawet obruszając, bo dała mu argument w łapę, że serriooooooo potrzebowała chwili wytchnienia. Westchnął jednak wymownie i przewrócił oczami, kiedy zignorowała jego wytknięcie i wróciła do tożsamości napastników. – Niczego nie zignorowałem. – bo to naprawdę nieeee tak. Zaptytała czy wie kto to był i milczeniem dał jej do zrozumienia, że tak – wie. – I oczywiście, że pamiętam, choć… To nas nie zniszczyło, Ever. – krótko łypnął po szpitalnym pokoju, ale finalnie i tak skupił wzrok na żonie. – To nas prawie zniszczyło, ale szczęśliwie na to nie pozwoliliśmy. – jasne, że niewiele brakowało do tego, żeby się wtedy rozstali, bardzo niewiele właściwie, ale… Nie zrobili tego. Ostatecznie zawalczyli o siebie nawzajem i o to co ich łączyło. – Mieli kominiarki, ale wiem kto to był. Jeden z nich nosi soczewki, bo to przecież niemożliwe, żeby ktoś miał tak cholernie zielone oczy. – skomentował mimochodem. – Mówiłem ci o tej sprawie… Że trafiliśmy na trop… Trop speluny, w której robią lewy towar. Obserwowaliśmy ich, śledziliśmy ich dealerów, żeby dojść do źródla i na dzisiaj… – uśmiechnął się pod nosem z nieskrywaną ironią. – Planowana była akcja. My i goście z Fayette, dwie ekipy. Mieliśmy wziąć ich z zaskoczenia i zamknąć źródło. Wszystko było utajnione, wiedziało tylko kilka osób. Najwyraźniej ktoś zagrał na dwa fronty i nas wyspał, więc… – skończyło się, jak się skończyło. – Pewnie potrzebowali zdobyć trochę czasu, odwrócić uwagę policji… Atak na szeryfa pod jego własnym domem to całkiem niezła zasłona dymna. Dziś pewnie nie ma tam już nikogo. Zebrali graty i przenieśli się gdzieś indziej. – wyjaśnił ile mógł i ponownie spojrzał na żonę. – Gość z zielonymi oczami to jeden z dealerów. Kawał ścierwa, ale tylko płotka. Nie było sensu zgraniać go wcześniej, bo nikogo by nie sypnął. Już wcześniej siedział za swoich szefów. – prawdziwy… Gangsterski patriota.
[Profil]
 
Multi: -
 
Everett Kellerman






mieszka w WO dopiero dwa lata
powoli zaczyna myśleć o powrocie do pracy
Elliot i córki są sensem jej istnienia

Wysłany: 2019-01-12, 16:58   
  

  
I never realized what a big deal that was. How amazing it is to find someone who wants to hear about all the things that go on in your head.
Everett Kellerman

  
  
  
  
  
  
30

  


No nie zniszczyło, nie pozwolili na to, ale… było blisko, bardzo blisko. Bliżej niż kiedykolwiek wcześniej i kiedykolwiek później. Nie chciała powtórki z rozrywki i miała nadzieję, że Elliot również nie, więc będzie szczery i powie wszystko, co wie. Właściwie to powinien też powiedzieć policji, kolegom którzy mogliby się tym zająć pod jego nieobecność… - Powinieneś to komuś przekazać. – powiedziała mu o tym, bo co? Sama miała iść i za jego plecami przekazywać informacje policji? Nie zrobiłaby mu tego – Wiem, że najchętniej zająłbyś się tym sam, ale im dłużej będziesz zwlekał tym oni faktycznie będą mieć więcej czasu, żeby zniknąć… ci ważniejsi i ci mało istotni dla całej sprawy. Chcę, żeby ten ktoś, kto ci to zrobił… kto nam to zrobił… poszedł siedzieć. Nie kiedy wrócisz do pracy i znowu będziesz się zajmował tym całym bagnem. Teraz. Jak najszybciej. – czy to było dziwne? Ani trochę. Czy miała nadzieję, że Elliot jej posłucha i zrobi to, o co go prosiła? No jakoś nie była przekonana, niestety – Pozwól sobie pomóc… bo przecież sam dobrze wiesz, że długo do pracy nie wrócisz. Nie pozwolę ci. – bo przecież słyszał doktora Avery’ego, który mówił, że musi być cierpliwy i że trochę czasu minie zanim będzie mógł wrócić do normalnego funkcjonowania. Łapanie złych ludzi na własną rękę będzie musiało trochę poczekać, więc niech zajmie się tym teraz ktoś inny… - Zwłaszcza, że obiecałeś mi… wielokrotnie obiecywałeś mi, że będziesz na siebie uważał, bo masz dla kogo wracać do domu. Nie będziesz się narażał i szukał zemsty. To zdecydowanie byłoby złamaniem tej obietnicy. – była uparta jak ciele, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz – po prostu koszmarnie się o niego martwiła i chciała, żeby był bezpieczny.
_________________
[Profil]
 
Nick: miss.
Multi: Jenna Seaver
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
FORUM PRZYSTOSOWANE DO PRZEGLĄDARKI CHROME
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 7