Poprzedni temat «» Następny temat
#17
Autor Wiadomość
Jon Meyer






tutaj ma całą rodzinę
zarabia dużo pieniędzy na robieniu filmów
dzięki Jamie, Lily, Leo i Ellie jest najszczęśliwszy na świecie

Wysłany: 2018-11-04, 14:52   #17
  

  
I run straight into your arms, You keep me on track. I can't sleep 'till you come back home to me, Into my arms, baby, So let's make the best of what we have.
Jonathan Meyer

  
  
  
  
  
  
37

  


Nie mam pojęcia, czy chodziło już o Święto Dziękczynienia, wiem za to, że u rodziców Jamie była jakaś impreza. I chociaż powszechnie dostępną wiedzą był fakt, że Jon nie był fanem żadnych imprez rodzinnych, czy to ze swojej strony, czy ze strony żony, grzecznie założył koszulę i poszedł z nią i z bliźniakami świętować rocznicę, urodziny, adopcję nowego kota czy tam za coś dziękować – kiepsko się orientował, słuchał tylko jednym uchem, bo za drugie ciągnął go Leo i uznał, że jego obecność sama w sobie powinna być wystarczająco dobrze punktowana, nie musiał wiedzieć, co to za okazja. Szczególnie, że ostatnio, mimo siedzenia na tyłku, miał kosmicznie dużo roboty – program ruszył i chociaż Jon oficjalnie miał wolne, w praktyce ciągle wisiał na telefonie, prowadził paskudnie długie rozmowy przed komputerem, zmagał się z finansami i cały czas marudził na to, co mu nie pasowało, bo przecież wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. I, umówmy się, najwyraźniej żaden program na świecie nie miał być już tak genialny jak ten jego. Na jedno popołudnie udało mu się jednak z w miarę czystym sumieniem odłożyć telefon na bok (dobra, ciągle zakładał, że rodzice Jamie nie byli jego największymi fanami na świecie i lubił pokazywać się z lepszej strony) i wszystko wskazywało na to, że Meyerowie spędzą względnie miły dzień w cudzym domu i obędzie się bez większych problemów. Ta, wskazywało.
Naprawdę wydawało mu się, że spuścili Meyerątka z oczu na jakieś dziesięć sekund. Przy dwójce nadpobudliwych prawie trzylatków najwyraźniej dziesięć sekund to i tak za dużo, bo w jednej chwili Lily informowała mamę, że koniec żarcia, idzie do Leo, a w kolejnej wydawała z siebie dźwięki bardziej przypominające syrenę strażacką, bo postanowiła ściągnąć z szafki jakąś figurkę i, niespodzianka, niekoniecznie jej się to udało. Bilans tego dnia? Dwoje zaryczanych dzieci, jedno z bólu, drugie ze strachu, jedna rozbita figurka i jedna rozbita główka, ale spoko, Meyerątka z tymi genami głupsze już raczej nie będą. Paniki było za to sporo, więc Jon spakował małą i z prowizorycznym opatrunkiem zawiózł ją prosto na ostry dyżur, bo pobity łeb to nie żarty, a swojej żony w komplecie z Ofelką zdecydowanie nie zamierzał niepotrzebnie narażać na dodatkowe szpitalne zarazki. Zostawił jej za to przerażonego Leo i chociaż chętnie wróciłby do teściów na ciasto, bo wyglądało naprawdę super, przyjechał do White Oak dopiero kilka godzin później, z Lilką nie tylko zasmarkaną i zaczerwienioną, bo wizytę w szpitalu przeżyła chyba jeszcze bardziej niż swój wypadek, ale jeszcze z opatrunkiem na główce i nowym misiem, którego tuliła do siebie równie mocno, co tata ją, kiedy weszli do domu. – Jesteśmy! – zawołał, otwierając drzwi łokciem, bo nie było mowy, żeby Lily przed domem zeszła mu z rąk – cudem przekonał ją do tego, kiedy wsiadali do samochodu. – W jednym kawałku, mamy tylko kilka szwów, ale pani doktor mówiła, że u takiej dzielnej dziewczyny szybko się zagoi, prawda? – poinformował trochę Jamie, trochę Lily i pocałował tę drugą w rączkę, głównie po to, żeby odwdzięczyła mu się kolejną (chociaż już trochę mniej intensywną, bo jakąś setną tego dnia) falą płaczu i smarków, a zaraz potem łapkami wyciągniętymi w stronę mamy.
[Profil]
 
 
Jamie Meyer






tutaj jest jej dom
historyk sztuki z własną restauracją
do szczęścia potrzebuje tylko Jona i ich dzieci (i jedzenia)

Wysłany: 2018-11-04, 22:44   
  

  
you can lie with me with your tiny feet When you're half asleep, I'll leave you be Right in front of me. And you can wrap your fingers round my thumb, hold me tight And you'll be alright.
James Meyer

  
  
  
  
  
  
30

  


Jon musiał się naprawdę starać, żeby nie wiedzieć, na jaką imprezę się dziś wybrali, skoro jego żona szykowała się na Święto Dziękczynienia od dobrych dwóch tygodni. To chyba żadna tajemnica, że Jamie uwielbiała wszystkie święta, niezależnie od tego, czy akurat mogła upiec indyka, ubrać choinkę czy zorganizować komuś urodziny. Co gorsza, w tym roku wymyśliła sobie naprawdę duży spęd rodzinny i namówiła rodziców, by zaprosili na obiad także rodziców Jona i całą resztę jego rodziny, ale… wydawało jej się, że to dobry pomysł, okej? Chciała, żeby jej rodzice i teściowie spędzili razem choć trochę czasu, skoro mają trójkę wspólnych wnuków i miała nadzieję, że impreza w listopadzie będzie dobrym kompromisem, skoro nie zamierzała nawet namawiać męża na Boże Narodzenie w większym gronie. A jeśli Jon jednak wiedział, gdzie się wybierają, chętnie wytłumaczyła mu, dlaczego chce go ciągnąć do domu pełnego ludzi i przez większość dnia zostawiać na pastwę ich rodzin (z drugiej strony, z tego co pamiętam, ze swoim rodzeństwem dogadywał się całkiem nieźle, rodzeństwo Jamie też mogło go lubić bardziej niż teściowie, więc może im więcej ludzi, tym lepiej). A chciała to zrobić także – albo przede wszystkim – dla bliźniaków. Wciąż pamiętała, jak bardzo zachłysnęła się, gdy podczas pierwszych świąt w White Oak odkryła, jak dużą rodzinę zyskała i tego samego chciała dla swoich dzieciaków – całego stada ciotek, wujków, dziadków i kuzynów, jakby we własnym domu byli niewystarczająco rozpuszczani.
Miała jeszcze jeden powód, by cieszyć się tymi świętami. Zawsze to ona karmiła te dzikie tłumy w domu rodziców i jakaś tam końcówka ciąży nie zamierzała jej w tym przeszkodzić. Jasne, nie próbowała sama wyciągać tego wielkiego indyka z piekarnika i bardzo chętnie przyjęła pomoc Debbie czy innych sióstr w kuchni, dlatego nawet jeśli w tym roku jej rola w dużej mierze ograniczała się do ułożenia menu, wydawania poleceń i przyprawiania, i tak bardzo to całe gotowanie przeżywała. W przyszłości bardzo chciała być szefem kuchni w tej swojej restauracji, a nie tylko właścicielką, która od czasu do czasu do tej kuchni wpada, ale wiedziała, że w tej chwili (i jeszcze przez kilka następnych) to było niewykonalne, a Jamie zwyczajnie tęskniła za karmieniem ludzi. I chyba sama nie do końca potrafiłaby wytłumaczyć, jak to się stało, że w jednej chwili rozmawiała z teściem o tym, jakie jej dzieci są śliczne i mądre, a w drugim ta jej śliczna, mądra córka lądowała na ostrym dyżurze. Była chyba jeszcze bardziej przerażona niż Leo, ale wiedziała, że jeśli ona znowu zacznie płakać, tylko jeszcze bardziej wystraszy syna, a to ostatnie, czego chciała. Czekali na Jona na kanapie, a Leoś oglądał bajkę przytulony do brzucha mamy, skoro chwilowo musiał zadowolić się młodszą siostrą, ale gdy tylko weszli do salonu, Jamie rozbeczała się na widok Lilki i wyciągnęła w jej stronę ręce, jeszcze zanim zrobiła to mała. Przycisnęła ją do siebie i długo nie mogła puścić – musiała ją przytulać, głaskać po tej biednej główce i całować, żeby się upewnić, że naprawdę jest w jednym kawałku, że z jej małą córeczką wszystko w porządku. Nie mogła jej jednak trzymać w nieskończoność, bo do akcji postanowił wkroczyć doktor Leo – po powrocie do domu przeczesali wszystkie pudła z zabawkami, by znaleźć zestaw małego lekarza, dlatego teraz przyciskał stetoskop do głowy Lilki, robił zastrzyk plastikową strzykawką i próbował mierzyć temperaturę na jej nodze. Cały czas ściskała łapkę Lily w dłoni, ale fachowa pomoc medyczna brata (i te wszystkie rysunki, pluszaki i cukierki, które czekały na nią na kanapie, a którymi Leo zaraz ją zasypał) okazała się całkiem skutecznym lekarstwem, bo po chwili płakała już tylko Jamie. - Na pewno wszystko z nią w porządku? – spytała Jona, wolną rękę wycierając policzki. Męczyła go jeszcze przez chwilę, by dowiedzieć się, jakie badania zrobili małej i co z tymi szwami, a po chwili wyciągnęła rękę, żeby go pogłaskać po buzi czy innym przedramieniu. - Głodny czy tylko zmęczony? Zabrałam od rodziców mnóstwo żarcia, możesz coś sobie odgrzać, ja zaraz pójdę wykąpać Lily – powiedziała i schyliła się, by pocałować córkę we włosy.
[Profil]
 
 
Jon Meyer






tutaj ma całą rodzinę
zarabia dużo pieniędzy na robieniu filmów
dzięki Jamie, Lily, Leo i Ellie jest najszczęśliwszy na świecie

Wysłany: 2018-11-07, 21:51   
  

  
I run straight into your arms, You keep me on track. I can't sleep 'till you come back home to me, Into my arms, baby, So let's make the best of what we have.
Jonathan Meyer

  
  
  
  
  
  
37

  


Okej, czyli może jednak wiedział, na co się dziś wybierał i pewnie był dużo mniej zadowolony niż z kolacji z okazji nowego kota w niewielkim gronie, ale… naprawdę nie marudził. Miał wystarczająco dużo lat, żeby wiedzieć, że to on jest tu dzikusem, nie Jamie i to, że sam nie potrafił w dużą rodzinę, absolutnie nie powinno przekreślać jej planów na Święto Dziękczynienia czy jakąkolwiek inną okazję. I w końcu to nie tylko on musiał zeżreć wszystko co zrobiła, zawsze to jakiś plus, nie? W każdym razie, był naprawdę grzeczny – a z pewnością grzeczniejszy niż ich córka, ale nie tylko ona wróciła do domu z niesamowitym bólem głowy. Właściwie po tych kilku godzinach na oddziale, w towarzystwie zasmarkanej, przyklejonej do niego Lilki i masy innych dzieci, które wpadały na równie genialne pomysły, miał wrażenie, że ktoś wbił mu gwóźdź w sam środek mózgu i regularnie napieprzał w niego młotkiem. I może dlatego był tak zaskoczony powitalną histerią – dobra, znał Jamie na tyle, że wiedział, że powinien się tego spodziewać, ale i tak przez moment stał jak kołek i gapił się na nie obie z czymś, co do złudzenia przypominało przerażenie na twarzy. Zaraz jednak ogarnął się i natychmiast posadził Lilkę na kanapie, żeby mogła przykleić się do mamy, a potem po prostu opadł na fotel i przyglądał się całemu powitalnemu przedstawieniu z nieco zmęczonym uśmiechem. Przez chwilę próbował nawet pogłaskać Leo po głowie, ale w odpowiedzi usłyszał tylko bardzo oburzone „tata, zostaw”, bo halo, proszę nie przeszkadzać mu w pobieraniu krwi z pięty Lilki, więc posłusznie zabrał rękę i przeczesał włosy palcami. – Jeśli w tym tygodniu nie wyrośnie jej na czole trzecie oko, to raczej tak – odparł, ale zaraz zorientował się, że ani jego żart nie był wybitny, ani publika w najlepszej formie, wiec natychmiast pokręcił łbem i uśmiechnął się przepraszająco. – Na pewno. Miała chyba wszystkie badania, które można zrobić marudzie w jej wieku, a pani doktor okazała się dużą fanką i postanowiła wszystko sprawdzić tysiąc razy – zapewnił już zupełnie na serio, przyglądając się opatrunkowi Lily. Zaraz przeniósł jednak spojrzenie na Jamie i podniósł się z fotela, żeby ukucnąć na podłodze obok tej swojej zapłakanej albo zajętej leczeniem zgrai. – Hej, jest w jednym kawałku, widzisz? Daj jej kilka godzin i znowu zacznie bić Leo, bo zabrał jej kredkę i ślicznie się uśmiechać, kiedy tylko zobaczy kogoś z cukierkami – zapewnił i pocałował Jamie w wilgotną kość policzkową, a potem pogłaskał Lilkę po plecach. – Głodny i zmęczony, zaraz do was przyjdę – zapewnił i pewnie najpierw zaniósł małą do łazienki, bo najwyraźniej odmówiła dziś korzystania z własnych nóg, a potem wrócił do kuchni, żeby zapchać sobie gębę największym kawałkiem ciasta i zgarnąć do ręki cztery ciastka. Jak obiecał, zaraz przytoczył się do łazienki i usiadł na jakimś kiblu albo innej pralce, rozdając dzieciom i żonie po ciastku, bo nie ma to jak mokre słodycze. – I jak mają się moje beksy, trochę lepiej? Poprawię wam humor, jak powiem, że mamy dziś w nocy obserwować Lilkę, więc musimy zmieścić się w jednym łóżku w piątkę? – spytał, podstawiając rękę pod buzię kruszącego Leo i przy okazji dając mu buziaka w głowę. – Jak reszta imprezy, zostaliście jeszcze chwilę?
[Profil]
 
 
Jamie Meyer






tutaj jest jej dom
historyk sztuki z własną restauracją
do szczęścia potrzebuje tylko Jona i ich dzieci (i jedzenia)

Wysłany: 2018-11-09, 01:19   
  

  
you can lie with me with your tiny feet When you're half asleep, I'll leave you be Right in front of me. And you can wrap your fingers round my thumb, hold me tight And you'll be alright.
James Meyer

  
  
  
  
  
  
30

  


– Ona nie jest marudą – poinformowała Jona, wciąż ściskając małą rączkę córki w swojej dłoni. Przynajmniej dzięki temu wiedział, że żona w ogóle go słuchała, bo gdy mówił, Jamie nie odrywała wzroku od Lily. Musiała ją teraz trzymać za rękę, przytulać, głaskać po pleckach i całować w czoło, bo tylko mając małą tuż obok, mogła uwierzyć, że może naprawdę nie ma po co ryczeć. Chwilowo jednak wciąż siedziała taka zapłakana, nie będąc w stanie puścić Lily, i wreszcie spojrzała na męża. - Czyją fanką, przepraszam bardzo? – spytała z uniesionymi brwiami, bo nie wiedziała, czy jakaś lekarka po prostu polubiła ich córkę, czy jednak jej męża. I czy ta kolejna fanka Jona, tym razem w kitlu, powinna jej przeszkadzać, skoro przynajmniej dokładnie przebadała im dziecko. - Widzę, ja po prostu… - zaczęła, ale zamiast mu to sensownie wyjaśnić, ups, rozbeczała się jeszcze bardziej. Oczywiście, że martwiła się o Lilkę i była tym wszystkim mocno zestresowana, ale nie płakała z powodu jakichś kosmicznych wyrzutów sumienia. Nie postanowiła też uznać ich za beznadziejnych rodziców, bo w domu pełnym dorosłych krewnych pozwolili dziecku pójść do drugiego pokoju, zamiast odprowadzać Lily za rękę i upewnić się, że bezpiecznie posadzi tyłek na podłodze (może trochę powinna, ale ostatnia gra przed Ofelką to chyba kiepski moment na takie rodzicielskie kryzysy). Ona po prostu… nie do końca radziła sobie z tym, że ich córeczka wylądowała na ostrym dyżurze, a Jamie przy niej wtedy nie było. A kiedy już trochę sobie pochlipała i uspokoiła się na tyle, żeby przypomnieć sobie, że Jon miał dziś jeszcze bardziej przesrane niż ona, po prostu pokręciła głową. - Nie, spokojnie coś zjedz, przecież Lily wciąż jest na badaniu – zauważyła, pociągając nosem. Spędzili więc jeszcze parę minut na kanapie, Jon mógł zjeść coś innego niż ciasto, aż wreszcie przetransportowali się na górę, żeby wyplątać Lilkę z jej super ładnej sukienki (w końcu była dzisiaj na imprezie, musiała jakoś wyglądać) i umyć zęby. Gdy Jon wrócił z ciastkami, Jamie właśnie rysowała bliźniakom na gołych brzuchach uśmiechnięte buzie jakimś kremem i obie beksy spojrzały na niego trochę dziwnie, gdy postanowił je tak nazwać. Mimo to Lilka wyglądała na trochę bardziej zadowoloną niż po powrocie do domu, zwłaszcza gdy zobaczyła ciastka, a Jamie najwyraźniej mocno udzielał się nastrój małej. Na słodycze nie miała jednak specjalnej ochoty i zamierzała oddać je bliźniakom, ale te uparły się, że przecież Leli też musi dostać ciastko, więc niech mama je i nie marudzi. - Nie, zaraz wróciliśmy z Leo do domu. Potem tata wpadł z jedzeniem i mówił, że później już nikt nie robił sobie głowy, więc nasze dzieci jak zwykle były gwiazdami imprezy – poinformowała Jona, dojadając ciastko, aż wreszcie podeszła do niego i pocałowała. - Cześć – powiedziała, uśmiechając się lekko. - Skoro mamy spać w piątkę, musisz się wykąpać. Umyjemy zęby i pójdziemy wybrać jakąś książeczkę, ale nie martw się, poczekamy na… nie, nie, nie! Leo, kochanie, zostaw – poprosiła i zarekwirowała bliźniakom pastę, bo ich syn właśnie zamierzał zrobić Lilce na włosach uśmiech pastą do zębów, żeby jej rozweselić głowę.
[Profil]
 
 
Jon Meyer






tutaj ma całą rodzinę
zarabia dużo pieniędzy na robieniu filmów
dzięki Jamie, Lily, Leo i Ellie jest najszczęśliwszy na świecie

Wysłany: 2018-11-11, 12:25   
  

  
I run straight into your arms, You keep me on track. I can't sleep 'till you come back home to me, Into my arms, baby, So let's make the best of what we have.
Jonathan Meyer

  
  
  
  
  
  
37

  


Po kilku długich godzinach z Lily, zawodzącą na przemian z bólu, ze stresu i bo chce do maaaaaamyyyyyy, miał dziwne wrażenie, że była jednak trochę marudą, ale w odpowiedzi po prostu uśmiechnął się szalenie czule najpierw do swojej zmartwionej żony, a potem do córki. Próbował pamiętać, że to on miał tu wystarczająco dużo czasu, żeby zaakceptować, że z ich małą Lilką faktycznie nie dzieje się nic złego, wszystko jest pod kontrolą, a ona musi teraz trochę pomarudzić, żeby wyrzucić z siebie nadmiar emocji, Jamie za to musiała siedzieć w domu i zamartwiać się, że dostanie dziecko bez czoła albo nie dostanie go w ogóle. Pewnie trochę pomagało mu też to, że, jak wielokrotnie zdążył się już pochwalić, sam regularnie zachowywał się w dzieciństwie (i nie tylko…) jak skończony debil i mama Meyer pewnie niejedne święta spędziła z Jonem, który akurat zechciał skoczyć z szafki albo skończył z gwoździem w pięcie – nie wspominając nawet o radosnym okresie jej chorowania, kiedy robił wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. – Jak to czyją, pewnie, że Lily – odparł, uśmiechając się szerzej, bo oczywiście, że była fanką Jona i bardzo chętnie wypytywała go o jego aktualne plany zawodowe i rozpływała się nad tym, jaką ma śliczną córeczkę. Zanim jednak pociągnął jakoś temat, zastała go kolejna fontanna, więc po prostu przycisnął na chwilę wargi do skroni Jamie i zaczął ją powoli głaskać po plecach. – Wiem – zapewnił, bo naprawdę wydawało mu się, że wiedział. Dziś mógł być względnie niezestresowany tylko dlatego, że nasłuchał się zapewnień pani doktor i aktualnie zdecydowanie wygrywało zmęczenie – gdyby siedział zamiast tego na tyłku, może nie wybuchałby płaczem co drugie słowo, ale na pewno byłby okropnie niespokojny i zasypywałby żonę miliardem pytań.
- Cześć – odparł z uśmiechem i delikatnie szturchnął Jamie nosem w policzek, całkiem ciesząc się, że wydawał się zdecydowanie bardziej suchy niż jeszcze przed chwilą. – Proponuję się przyzwyczaić albo kazać im nauczyć się jakiejś piosenki na każdy rodzinny spęd, może wtedy uznają, że są wystarczającymi gwiazdami i nie będą musieli robić sobie krzywdy – zaproponował i podniósł tyłek, żeby ukucnąć przy wannie i oprzeć brodę na jednej ręce, a drugą pogłaskać małego po mokrej głowie. Uśmiechnął się szeroko, kiedy zaczął opowiadać rodzicom o tym, że jego gumowa zabawka to potwór, który ma swoje krowy i słonie, i hipopotamy, i psy, i becie (Jon z bardzo zaangażowaną miną udawał, że wie, czym jest to ostatnie), a kiedy do dyskusji włączyła się Lilka i najwyraźniej chwilowo wystarczyła im wzajemna uwaga, podniósł głowę i spojrzał na Jamie. – A… Jonathan, Debbie i reszta? – spytał, bardzo próbując brzmieć na kogoś skrajnie niezainteresowanego. – Jeszcze zostali? Jak myślisz, jak się bawili? – kontynuował tym samym tonem i, ku radości dzieciaków, przytrzymał pod wodą gumowy statek i nagle zabrał rękę, żeby mógł wyskoczyć.
[Profil]
 
 
Jamie Meyer






tutaj jest jej dom
historyk sztuki z własną restauracją
do szczęścia potrzebuje tylko Jona i ich dzieci (i jedzenia)

Wysłany: 2018-11-12, 11:59   
  

  
you can lie with me with your tiny feet When you're half asleep, I'll leave you be Right in front of me. And you can wrap your fingers round my thumb, hold me tight And you'll be alright.
James Meyer

  
  
  
  
  
  
30

  


Skoro Jon przejął wartę przy wannie, Jamie bardzo chętnie zrobiła ze dwa kroki do tyłu, żeby wrzucić ciuchy dzieciaków do kosza (zazwyczaj próbowała te swoje bliźniaki wychowywać choć trochę, ale przecież jej córka dzisiaj ledwo uszła z życiem, nie będzie jej kazała sprzątać) i oparła się tyłkiem o umywalkę. Uwielbiała wszystko, co było związane z ich dziećmi, także kąpiel i usypianie, nawet jeśli wyciągnięcie bliźniaków z wanny nieraz graniczyło z cudem, a swoje łóżka opuszczali po cztery razy, bo przecież było całe mnóstwo spraw, które musieli jeszcze ustalić przed spaniem. Mimo to uwielbiała wygłupiać się z nimi, gdy podczas kąpieli do akcji wkraczała piana, przytulać się podczas słuchania bajki i rozmawiać o tych wszystkich beciach. Traktowała to przede wszystkim jak wieczorny rytuał, ale… dzisiaj zwyczajnie tego potrzebowała – położyć się już do łóżka i przytulić do swojej rodziny, bo nawet Ofelka wierciła się bardziej niespokojnie niż zwykle. - Jeszcze byli, kiedy wychodziliśmy. Prosili, żeby dać im znać, co z Lily – przypomniała sobie nagle i rozejrzała się po łazience, jakby liczyła, że nad kiblem powiesili sobie zegarek, a ona dowie się, która godzina. - Chyba dobrze. Wydaje mi się, że Jonathan i Debbie polubili się z moimi rodzicami, no i dzieciaki ucieszyły się na ich widok – zauważyła, uśmiechając się lekko. Milczała przez chwilę, aż wreszcie powiedziała: - Twoja siostra mówiła, że jadą we trójkę na Sylwestra do tego domku na plaży i pytała, czy nie chcielibyśmy jechać z nimi. Przypomniałam jej, że w grudniu będzie nas jeszcze więcej i okazało się, że twoi rodzice kupili Ellie łóżeczko i je tam wstawili. Wydawało im się, że dobrze się tam bawiliśmy w sierpniu i chcieli, żebyśmy mogli przyjeżdżać z malutką. Chyba twoja siostra się wygadała – uśmiechnęła się. A potem, nie czekając na jego reakcję, dodała: - Zapomniałam o piżamkach, zaraz je przyniosę – zapewniła i poszła do pokoju bliźniaków, a kiedy wróciła z ciuchami, zatrzymała się w progu, by trochę się na nich pogapić. W pierwszym głupim odruchu chciała przypomnieć Jonowi, by uważał i nie pomoczył opatrunku, ale… przecież on doskonale o tym wiedział. Tak samo jak wiedział, że trzeba przynieść im ciastka do łazienki, a parę godzin temu wpakować Lilkę do samochodu, gdy Jamie była zbyt przerażona tą krwią, by w ogóle o tym pomyśleć. To nie tak, że nie wierzyła Jonowi, gdy zapewniał – na przykład wtedy, gdy w ramach świątecznego prezentu zafundowała mu urojoną ciążę – że potrafiłby zająć się zarówno nią, jak i trójką dzieci. Ona po prostu ciągle myślała, że sama powinna o wszystkim pamiętać i wszystkiego pilnować, mieć oczy dookoła głowy i kilka dodatkowych par rąk. I cholernie przyjemnie było po raz kolejny przypomnieć sobie, że może czasami siedzieć i płakać jak idiotka, bo ma obok Jona. W dodatku był bardzo przystojny w tej pogiętej koszuli, którą bliźniaki zdążyły mu już trochę pomoczyć, gdy tak wisiał nad wanną i bawił się tym statkiem, dlatego gdy już zakończyła obserwację, oznajmiła: - Wiesz, że jesteś najlepszy na świecie? I nikt nie wyglądałby tak seksownie jak ty, wracając po tylu godzinach z ostrego dyżuru – uśmiechnęła się i podeszła do niego, by pocałować Jona w czoło i podać mu ręcznik, bo może kochał ją na tyle, by nie kazać jej wyciągać trzyletnich klusek z wanny z jej wielkim brzuchem i bolącym kręgosłupem. A kiedy już postawił Lily na ziemi, jeszcze raz mocno ją do siebie przytuliła.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Image Map
FORUM PRZYSTOSOWANE DO PRZEGLĄDARKI CHROME
Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 7