Poprzedni temat «» Następny temat
Targi w Atlancie
Autor Wiadomość
Mary Jane Fitzgerald






Mieszka w White Oak od zawsze,
przeszła na macierzyński
bo będzie miała bliźniaki z Travisem

Wysłany: 2018-09-27, 23:29   
  

  
We were just kids when we fell in love, not knowing what it was, I will not give you up this time
Mary Jane Fitzgerald

  
  
  
  
  
  
32

  


- I dlatego ostatnio jadłeś śledzie jak ostatni dureń, bo gdzieś wyczytałeś, że wtedy jest większa szansa na syna? - uniosła brew do góry, patrząc na niego podejrzliwie. Mógł bronić czego tylko chciał, ale Mary Jane wiedziała lepiej i nie było siły, która przekonałaby ją do zmiany zdania. Zwłaszcza, że w pracy non stop spotykała się z takimi idiotami, co to wyczytali w internetach, że ten pryszcz na czole to z pewnością rak i zaraz umrą, a Travis, jej skromnym zdaniem, w chwili obecnej niewiele się od nich różnił. - To jest akurat najgorszy argument na świecie, Tarzan. I nie używaj go więcej, bo jeszcze sobie pomyślę, że wychodzę za jakiegoś analfabetę - doskonale wiedziała, że od książki jej ukochany milion razy bardziej woli Netflixa, ale póki nie mówił tego na głos, jakoś mogła z tym żyć.
- Jej życiowym celem jest dbanie o innych, czego ty się spodziewasz? Na starość się to tylko kumuluje, więc na twoim miejscu już bym się godziła z myślą, że będę wydawać całą twoją emeryturę na nasze wnuki - ponoć jeśli chcesz wiedzieć, jaka będzie twoja żona na starość, spójrz na swoją teściową. A Mary Jane już teraz wykazywała niezdrową skłonność do dbania o innych bardziej, niż o siebie, więc Travisowi chyba rzeczywiście pozostało jedynie powoli oswoić się z tą świadomością.
- Coś jest nie tak - wydusiła z siebie, jednocześnie zaciskając oczy z bólu. Skurcze przytrafiały się już jej wcześniej, ale nigdy aż tak silne, a na poród było przecież jeszcze o wiele za wcześnie... - Nie - złapała go za rękę, gdy wykręcał numer na pogotowie. - Po prostu zabierz mnie do szpitala... będzie szybciej - stłumiła kolejny jęk, wbijając paznokcie w oparcie krzesła. Starała się przewertować całą swoją wiedzę medyczną, przypomnieć sobie wszystkie czynniki, które mogły wywoływać bolesne skurcze... ale o ile, kiedy dotyczyło to kogoś innego, w szpitalu potrafiła zrobić to w mgnieniu oka, teraz nie mogła pozbierać myśli. Bała się, śmiertelnie się bała - ale nie o siebie, tylko o te dwie kruszynki, które rozwijały się w jej brzuchu. Zbyt długo na nie czekała, by teraz mogło coś im się stać: każda minuta była na wagę złota.
_________________
[Profil]
 
 
travis eldridge






wo od zawsze i na zawsze
właściciel the monkey bar
spodziewa się bliźniąt z jane

Wysłany: 2018-10-12, 21:06   
  

  
I found a girl, beautiful and sweet I never knew you were the someone waiting for me
travis eldridge

  
  
  
  
  
  
36

  


- Mówiłem Ci już coś na temat tych śledzi... odczep się - zrobił aż naburmuszoną minę, jak mały dzieciaczek, gdy wspomniała ponownie o tym jego jedzeniu śledzi... Ależ się czepia! No ciąża jej nie służy, zdecydowanie. Odkąd tylko spodziewają się tych dwóch kruszynek, to ta jego mała jasnowłosa kobieta zrobiła się bardziej opryskliwa, bardziej marudzi i w ogóle wszystko (co „złe” oczywiście) jest takie bardziej! Oj, nawet nie wiecie jak bardzo Travis wyczekuje momentu narodzin... Gdy wreszcie Mary Jane już nie będzie miała takiej kumulacji dużego lot... znaczy hormonów. Wiadomo o co chodzi zresztą. - Nie jest najgorszy, dobrze o tym wiesz. Ja naprawdę nie mam czasu... - zaczął, ale już nie kontynuował, żeby tylko nie doprowadzić do jakiejś kłótni. Bo jednak to, iż użyła w jednym zdaniu jego osoby i słowa analfabeta to mimo wszystko go trochę zakuło. Ale naprawdę, nie chciał bardziej pogłębiać tej kwestii – tak dla świętego spokoju.
- Dobrze wiesz, że ja Ci na to nie pozwolę - uśmiechnął się uradowany, że jej wreszcie to uświadomił oficjalnie i bezpośrednio, nie kombinując jak to zwykle bywało. Bo przecież uprzednio wolał to małymi kroczkami jej przedstawiać, niemniej... skoro nadal Jane tego ie przyswoiła, to walnął prosto z mostu. A jak nie, to będzie jej pieniądze przerzucał na swoje konto i tyle, o! To w sumie nie jest taki głupi pomysł! Travis, Ty to jednak masz łeb.
- Ale co? - chciał się czegokolwiek dowiedzieć, bo przecież jego [i[medyczna[/i] wiedza jest teraz na bardzo wysokim poziomie! Ale, tak już całkiem na serio, chciał wiedzieć co się dzieje, żeby móc przekazywać lekarzowi, gdy Janie nie będzie w stanie jednak przekazać pewnych informacji w pewnym momencie. - Tak... Dobrze - przyznał rację od razu, jak tylko wspomniała o samodzielnym przedostaniu się do szpitala, odkładając automatycznie telefon na bok.
- Jane... - widział jak ściska krzesło drugą dłonią, prawdę mówiąc nawet nie wiedząc co zrobić. - Czy mogę Cię zanieść do samochodu? Czy to na ten moment nie jest dobry pomysł? - bo jednak nie wiedział czy czegoś nie pogorszy, czegoś jej nie zrobi nieświadomie – bowiem wszystko jest możliwe i prawdopodobne, także wolał się upewnić, iż nie popełni gafy, mimo iż zarazem chce uczynić coś dobrego – bo wiedział i widział, iż jasnowłosa samodzielnie ie da rady dotrzeć do pojazdu.
_________________
[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, grant, matt
[instagram]
 
Mary Jane Fitzgerald






Mieszka w White Oak od zawsze,
przeszła na macierzyński
bo będzie miała bliźniaki z Travisem

Wysłany: 2018-10-12, 21:40   
  

  
We were just kids when we fell in love, not knowing what it was, I will not give you up this time
Mary Jane Fitzgerald

  
  
  
  
  
  
32

  


Każda kobieta inaczej reaguje na hormony, Mary Jane zaś przechodziła przez kilka faz - od płaczliwości na samym początku ciąży (bo chyba wszyscy wciąż pamiętają, w jakich okolicznościach Travis dwoedział się, że zostanie tatą), przez nadmierny entuzjazm, aż do opryskliwości. Jak widać, nawet tak pogodna i dobroduszna istotka jak Fitzgerald potrafiła pokazać pazurki, kiedy jej własne ciało stawiało jej ogromne wyzwanie. Ale cóż, Travis jakoś musi wytrwać...
- Wiem, że i tak będziesz mnie kochać, nawet jak mi odbije na starość - wspięła się na palce i skradła mu buziaka. Inna sprawa, że MJ była przekonana, że jak tylko jej ukochany zostanie dziadkiem (a trochę czasu do tego jeszcze minie), to sam straci głowę dla swoich wnucząt i będzie je rozpieszczał, bo przecież taka jest rola dziadków.
Nie była nawet w stanie odpowiedzieć na jego pytanie, całą swoją uwagę skupiając na oddychaniu i radzeniu sobie z olbrzymim bólem. Po prostu skuliła się i wydała z siebie kolejny, zduszony jęk. - Uhm - przytaknęła tylko, na jego pytanie czy może zanieść ją do samochodu. - Nie dam rady sama - powiedziała cicho, mając nadzieję, że te wszystkie godziny, które Travis spędzał na siłowni wreszcie się do czegoś przydadzą i jakoś doniesie ją na miejsce, nie upuszczając po drodze. Całe szczęście, udało im się w jednym kawałku dotrzeć do szpitala.
Wystarczyła zaledwie chwila, żeby cały jej dotychczasowy świat runął w gruzach. Jedna chwila, jedna diagnoza. Choć zwykle uśmiech nie opuszczał jej różanych usteczek, a jeszcze kilka godzin temu była najszczęśliwszą kobietą na ziemii, teraz nie potrafiła wydusić z siebie nawet słowa. Z resztą, nawet nie chciała, bo pewnie gdyby tylko otworzyła usta, musiałaby z Travisem przedyskutować wszystkie możliwe opcje, chociaż ona sama już dawno zadecydowała. Przodujące łożysko było przypadłością trudną, ale nie niemożliwą do opanowania w przypadku jednego dziecka, jednak bliźniaki... to już zupełnie inna bajka. Jej szanse na przeżycie porodu były naprawdę niewielkie, za to na to, że wykrwawi się nim do niego dojdzie całkiem spore - niemniej, nie zamierzała nawet słuchać o innych opcjach, wcześniejszej cesarce i inkubatorach. Te dwie, małe istotki, które rozwijały się pod jej sercem były dla niej najważniejsze i zamierzała donosić ciążę, nawet jeśli miałaby zapłacić za to najwyższą cenę. Jedyne, czego się bała, to że jej narzeczony nie podzieli jej decyzji...
_________________
[Profil]
 
 
travis eldridge






wo od zawsze i na zawsze
właściciel the monkey bar
spodziewa się bliźniąt z jane

Wysłany: 2018-10-24, 21:58   
  

  
I found a girl, beautiful and sweet I never knew you were the someone waiting for me
travis eldridge

  
  
  
  
  
  
36

  


Nawet nie wiecie jak wiele przepisów Travis w trakcie drogi do szpitala złamał, jak wiele otrzymałby punktów i jak cudowną sumkę zaliczyłby na mandacie, gdyby go wreszcie policja zatrzymała na boczek. Co prawda, spodziewam się, że zapewne w tej sytuacji jakoś by przymrużyli oko i puścili dalej, a może i nawet eskortowali aż do obranego celu, niemniej ów fakt sam w sobie oznaczał tylko jedno – Travis był cholernie przerażony. A skoro on nawet nie patrzył na światła, na znaki drogowe, na ograniczenia i jeszcze nie wiadomo co, to już naprawdę musiało być kiepsko. Na szczęście dojechali bez jakichkolwiek problemów, w jednym kawałku, by następnie wyciągnąć kobietę z pojazdu i zanosząc ją na najbliższe łóżko, które mu zostało uprzednio pokazane, zaraz potem wędrując z pielęgniarkami do oddziału, na jaki Jane musi trafić. Niestety, dalej nie mógł za nią powędrować – czyli być podczas wszystkich badań, mogąc jedynie oczekiwać na korytarzu – chodząc po całej długości w te i nazad, nie potrafiąc sobie znaleźć konkretnego miejsca, aby móc gdzieś usadowić swe cztery litery. Albo może to nogi nie dawały mu tej sposobności? Zdecydowanie bym się skłaniała ku temu drugiemu.
Kiedy wreszcie było już po wszystkim – a może właśnie niestety, jakby na to nie spojrzeć – tuż po dowiedzeniu się o wszystkim dał chwilę czasu na ochłonięcie sobie jak i Jane. Nie wchodził do niej od razu do sali, gdyż potrzebował to wszystko jakoś poukładać sobie w głowie, jakoś tą informację przyswoić – i choć wiedział, że ukochana go niezmiernie potrzebowała, tak nie miał zamiaru wparować do środka załamany, tym bardziej pogarszając jej samopoczucie. To on tutaj musiał być tym twardszym, realnie myślącym i bardziej twardo stąpającym, chcąc za pomocą tego zarazem ją wesprzeć w tym, co się właśnie wydarzyło. Ale jak miał to uczynić, skoro łzy napływały mu do oczu? Nie miał pojęcia, niemniej po pięciu, maks niecałych dziesięciu minutach zjawił się tuż przy jej łóżku, chwytając ją od razu za dłoń, jak tylko wreszcie siadł, po czym przyłożył sobie zewnętrzną stronę do swych ust, składając dwa krótkie całusy. - Jak się czujesz? - nie chciał od razu zaczynać rozmowy od szukania wszystkich możliwych opcji, mają jeszcze na to czas, mimo wszystko. Teraz była dla niego najważniejsza ukochana.
_________________
[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, grant, matt
[instagram]
 
Mary Jane Fitzgerald






Mieszka w White Oak od zawsze,
przeszła na macierzyński
bo będzie miała bliźniaki z Travisem

Wysłany: 2018-11-01, 11:04   
  

  
We were just kids when we fell in love, not knowing what it was, I will not give you up this time
Mary Jane Fitzgerald

  
  
  
  
  
  
32

  


Dobrze, że nie przyszedł do niej od razu, bo im dłużej o tym myślała, tym większy ogarniał ją spokój. Czuła olbrzymią wdzięczność, za wszystko, co dostała w życiu - za każdą chwilę, którą przyszło im spędzić razem; za każdy czuły gest i pocałunek, którymi obdarzał ją tak ochoczo, za zaręczynowy pierścionek, zdobyty po tylu latach prób i błędów, który teraz nieco szyderczo błyszczał na jej serdecznym palcu; i wreszcie za te dwa, maleńkie serduszka, które tak dzielnie biły pod jej własnym. Oczywiście, że była przerażona i załamana, gdy tylko pomyślała, że może zabraknąć jej przy pierwszych krokach swoich dzieci. Nagle odkrywała, że oddałaby wszystko, by tylko móc wziąć je w ramiona i przytulić do siebie, ale... to samo uświadamiało jej, że bliźniaki są ważniejsze od niej samej. Co tylko utwierdzało ją w decyzji, którą podjęła kiedy tylko lekarz poinformował ją, jakie ma opcje. Zrobi wszystko, by te maluchy urodziły się zdrowe - podejmie każde ryzyko, by zwiększyć ich szanse, nawet, jeśli jej własne przy tym drastycznie malały.
Pogładziła go czule po policzku, ale nie była w stanie zdobyć się na uśmiech - nawet na ten najbledszy i najbardziej niewyraźny. - Lepiej. Już nie boli, ale jestem nieco zmęczona - wyznała. Stres i skurcze kosztowały ją wiele energii i dopiero teraz, kiedy adrenalina zaczynała opadać, poczuła jak wiele. - Zabierz mnie do domu - poprosiła. Nie chciała leżeć w szpitalnym łóżku dłużej, niż to było konieczne. Skoro i tak czekał ją przymusowy pobyt w łóżku aż do rozwiązania, chciała przynajmniej być na swoim terenie. Wiedziała, że czeka ich teraz poważna rozmowa na temat tego, jak zorganizować kolejne miesiące. Musiała się maksymalnie oszczędzać i nie nadwyrężać nawet przy najprostszych czynnościach, a ktoś powinien być przy niej przez cały czas. Pierwszą i chyba najlogiczniejszą opcją zdawała się jej mama, bo przecież nie mogła prosić narzeczonego, żeby zrezygnował z pracy - jakby na to nie patrzeć, pieniądze też były im potrzebne, a niewykluczone, że przymusowy tacierzyński czeka go po urodzeniu się bliźniaków. - Rozmawiałam z lekarzem, nie ma potrzeby, żebym zostawała tu na noc. Poprosiłam też, żeby odwołali wszystkie moje dyżury, które jeszcze zostały - chociaż zrezygnowała z pracy, wciąż nie potrafiła odmówić, gdy ktoś prosił ją o pomoc. Te sporadyczne wypełnianie dziur w grafiku uważała za swoisty kompromis między tym, czego chciała, a tym, co powinna.
_________________
[Profil]
 
 
travis eldridge






wo od zawsze i na zawsze
właściciel the monkey bar
spodziewa się bliźniąt z jane

Wysłany: 2018-11-04, 17:01   
  

  
I found a girl, beautiful and sweet I never knew you were the someone waiting for me
travis eldridge

  
  
  
  
  
  
36

  


Jak tylko usłyszał o tym, że jest zmęczona, miał jej automatycznie zaproponować, że kiedy on akurat pojedzie po jej rzeczy, to żeby przy tej okazji chociaż trochę się przespała; jednak zaraz usłyszał, aby zabrał ją do domu, na co aż podniósł obydwie brwi ku górze, nie rozumiejąc czy się przesłyszał, czy ona rzeczywiście ma zamiar w takim stanie, po tym wszystkim, jak gdyby nigdy nic spakować się do auta, aby powrócić do swego łóżka. Znaczy – rozumiał to doskonale, ale przecież... przecież jest pielęgniarką, powinna wiedzieć iż to nie jest dobry pomysł. Następująco na twarzy barmana wystąpiło zdziwienie pomieszane z zaskoczeniem, które nie potrafiło go opuścić po tej informacji od Jane.
- Nie sądzisz, że powinnaś zostać na obserwacji? Albo chociaż parę najbliższych godzin wypocząć bez dodatkowych stresów oraz gwałtowniejszych ruchów? - zapytał niesamowicie zmartwionym głosem, nie przestając się jej przyglądać – z niezmiernym przejęciem, zdając sobie sprawę z tego, iż może równie dobrze ją stracić. Może to i okropne z jego strony, ale obecnie to nawet tymi dwoma malcami pod jej sercem się tak nie przejmował, jak właśnie jej stanem. Co on pocznie bez niej? Nie miał pojęcia, nie chciał nawet o tym myśleć, a co dopiero doprowadzać do utwierdzenia się ewentualnie w takiej myśli, rozmawiać o tym co powinni zrobić, albo co będzie miało miejsce za miesiąc, dwa, trzy.
Już miał wytoczyć dodatkowy argument związany z lekarzem, gdy zaraz Jane go wyprzedziła – jasnowłosa na pewno to przewidziała – wyjaśniając iż już odbyła odpowiednią rozmowę z doktorem, na co jeszcze bardziej się skrzywdził, pogłębiając grymas na twarzy. - Jesteś tego pewna? - przyjrzał się Mary Jane, wzdychając przy tym ciężko. - Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł w tym momencie - skwitował za chwilę. - Uważam, że powinnaś odpocząć, przespać się choć parę godzin, wtedy możemy pojechać na spokojnie do domu - dodał za moment, nie chcąc nawet myśleć o zmianie swojego stanowiska.
_________________
[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, grant, matt
[instagram]
 
Mary Jane Fitzgerald






Mieszka w White Oak od zawsze,
przeszła na macierzyński
bo będzie miała bliźniaki z Travisem

Wysłany: 2018-11-06, 10:10   
  

  
We were just kids when we fell in love, not knowing what it was, I will not give you up this time
Mary Jane Fitzgerald

  
  
  
  
  
  
32

  


Właśnie dlatego, że była pielęgniarką, wiedziała na ile może sobie pozwolić. Jazda samochodem nie była znowu aż tak bardzo wyczerpująca, a ona znała swojego narzeczonego na tyle dobrze, by mieć pewność, że nie pozwoli jej postawić nawet kroku pomiędzy szpitalnym łóżkiem, a ich własnym. Nie spodziewała się też, że to wszystko pójdzie łatwo, a Travis od razu przystanie na jej prośbę.
- Wiem, że się martwisz, kochanie - złapała go uspokajająco za rękę, dając mu do zrozumienia, że naprawdę zdaje sobie sprawę z tego, co czuje. - Ale zrobili już wszystkie badania, obserwacja nie jest konieczna. Po prostu muszę zamieszkać w lóżku i mieć nadzieję, że szybko się to nie powtórzy, nikt nie da rady zrobić nic więcej - nawet na moment nie puściła jego dłoni. Zaczęła za to gładzić go po niej kciukiem, bo była świadoma, że rozmowa, która ich czeka, nie będzie należała do łatwych. Oczywiście, że nie chciała go stracić - jej serce pękało na milion drobnych kawałeczków, gdy uświadamiała sobie, że być może bliżają się do końca swojego wspólnego życia, ale jednocześnie nie mogła pozwolić, by jej własne, egoistyczne pobudki zaszkodziły ich dzieciom. Mogła zdecydować się na operację teraz, wykorzystać jedyną szansę, jaką miała, ale to oznaczałoby, że bliźniaki przyjdą na świat o wiele zbyt wcześnie i... nie, musiała myśleć o nich, a nie o sobie. Z resztą, ufała Travisowi bezgranicznie i wiedziała, że nawet gdyby jej coś się stało, zaopiekuje się ich maluchami i będzie dla nich zarówno ojcem, jak i matką.
Pokiwała głową - tak, była tego pewna szpitalne łóżko ją przybijało. Zwykle znajdowała się po drugiej stronie, opiekując się chorymi pacjentami, więc tym bardziej coś w tym obrazku jej nie pasowało. - Zabierz mnie do domu - powtórzyła stanowczo, wbijając w niego spojrzenie swoich błękitnych oczu. - Chcę wrócić do domu, położyć się spać we własnym łóżku i przytulić się do swojego narzeczonego, rozumiesz? Nie wiem, ile czasu mi jeszcze na to zostało, więc zamierzam wykorzystać go w pełni, a nie marnować na szpital - jeśli musiała mu dosadnie powiedzieć, dlaczego nie zamierza zostać tu na obserwacji, to trudno. Każda chwila była dla niej teraz niebywale ważna, wręcz na wagę złota.
[Profil]
 
 
travis eldridge






wo od zawsze i na zawsze
właściciel the monkey bar
spodziewa się bliźniąt z jane

Wysłany: 2018-11-18, 23:00   
  

  
I found a girl, beautiful and sweet I never knew you were the someone waiting for me
travis eldridge

  
  
  
  
  
  
36

  


Nie był do tego ani trochę przekonany, nie wiedząc czy powinien jej rzeczywiście odpuścić, tym samym na wszystko się zgadzając i przystając na jej decyzję, czy właśnie to właśnie ta chwila, by się postawić, nie mogąc jej pozwolić na opuszczenie szpitala tylko i wyłącznie dlatego, że tego chciała – uciec stąd, by nie zacząć rozmyślać nad tym, o czym się dziś dowiedzieli tuż po wykonaniu wszystkich najpotrzebniejszych badań. Patrzył na nią z miną pełną niepewności, wciąż zastanawiając się nad tym któraż to z opcji będzie najrozsądniejsza i najodpowiedniejsza przede wszystkim dla niej, ale i dla dzieci. I może to ona z ich dwojga miała zdecydowanie więcej informacji na ten temat z racji swej profesji zawodowej, niemniej... bał się. Cholernie się bał tego, co może się wydarzyć – nie tylko mówił tu o drodze, przebywaniu w domu czy czymkolwiek innym. Po prostu się bał. Wiedział, że nawet tutaj, w szpitalnym łóżku mogło się wiele wydarzyć i nic na to ani on, ani ona nie poradzą. Następująco przeniósł spojrzenie na swoją dłoń, po której gładziła kciukiem, przymykając chwilę później powieki, chcąc się uspokoić, jakoś przywołać do porządku, bowiem nie chciał się przy niej denerwować – lecz nie na nią. Na los, który zdecydował się ich tak pokarać po tylu latach przeżywania wzlotów i upadków, gdzie wreszcie zdecydowali założyć rodzinę i powić dziecko.
Gdy wspomniała o powrocie do domu bardziej stanowczym tonem miał już zamiar się rzeczywiście poddać i spełnić jej prośbę, skoro wolała faktycznie odpocząć w domowym zaciszu, niemniej zaraz dotarły do niego kolejne słowa Jane. I gdy akurat wtedy się podnosił ze swojego krzesełka, tak zaraz wrócił tyłkiem na swe miejsce.
- Jak to nie wiesz ile Ci jeszcze czasu zostało? - zapytał, jakby kompletnie nie rozumiał o czym mówiła, bo i w sumie tak też było. Nie miał pojęcia skąd w ogóle taki pomysł się zrodził w jej głowie. Bo oczywiście – on był od samego początku za tym, aby doprowadzić do wcześniejszego porodu, aby potem dzieci rozwinęły się w inkubatorze, mogąc dzięki temu ocalić i ją, i dzieci od wszystkiego, co najgorsze. - Jane, nawet tak nie myśl i nie mów - dodał za chwilę, nie myśląc nawet o tym, aby obecnie wstawać na równe nogi. Czuł, że jeśli nie teraz – to nigdy o tym nie porozmawiają. Bo skoro już o tym wspomniała, to nie ma co ignorować tej idealnej okazji do tego.
_________________
[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, grant, matt
[instagram]
 
Mary Jane Fitzgerald






Mieszka w White Oak od zawsze,
przeszła na macierzyński
bo będzie miała bliźniaki z Travisem

Wysłany: 2018-11-28, 15:54   
  

  
We were just kids when we fell in love, not knowing what it was, I will not give you up this time
Mary Jane Fitzgerald

  
  
  
  
  
  
32

  


Ona też nie miała pojęcia, która z tych opcji była najrozsądniejsza, ale doskonale wiedziała, co dyktowało jej serce. Chciało jej się wymiotować na samą myśl o tym, że miałaby spędzić całą noc w szpitalnym łóżku i jeszcze, odpukać!, kazać temu upartemu wielkoludowi spać na krześle obok, tylko po to, by nad ranem i tak wypuściliby ją do domu, skoro równie dobrze mogłaby zasnąć wtulona w ramiona swojego ukochanego. Pozostało im już tylko czekać i mieć nadzieję. Nawet, jeśli miałaby spędzić kolejne tygodnie nie ruszając się z łóżka, to była zdeterminowana, żeby jak najbardziej podnieść szanse i swoje i ich nienarodzonych dzieci.
Zwykle zamiotłaby to wszystko pod dywan, zgodziła się na to, czego chciał Eldridge, ale tym razem było inaczej. Tym razem nie chodziło ani o niego, ani o nią, tylko o te dwie, bezbronne istotki, za które już już teraz czuła się odpowiedzialna. I jeśli kiedykolwiek wiecznie naiwna Mary Jane miała tupnąć nogą i postawić na swoim, to właśnie teraz.
- Travis… Doskonale wiesz, o co mi chodzi – szepnęła błagalnie, po czym zasznurowała usta. To wszystko spadło na nich zbyt szybko i nie wiedziała, czy jest gotowa aby poruszać ten temat tak szybko, ale z drugiej strony mieli tyle do omówienia, że równie dobrze mogli zacząć od razu. Zdecydowanie jednak nie zamierzała z nim dyskutować na temat tego, co zrobią dalej, bo to w jej odczuciu od samego początku było jasne jak słońce – zamierzała zrobić to, co najlepsze dla ich dzieci, a słowa inkubator i wywoływanie porodu nawet nie znajdowały się na jej liście. – Chyba właśnie powinnam o tym i myśleć i mówić, kochanie. Nie będę udawała, że nic się nie stało, bo o wiele bardziej wolę skupić się na tym, żeby dopiąć wszystko na ostatni guzik i… po prostu spędzić ten czas z tobą – oczywiście, że drżała ze strachu na samą myśl o tym, że może go stracić. Był jej pierwszą i największą miłością, mężczyzną, z którym chciała spędzić resztę życia i dopiero teraz, gdy wreszcie oboje patrzyli w tę samą stronę, los postanowił przekornie z nich zakpić.
_________________
[Profil]
 
 
travis eldridge






wo od zawsze i na zawsze
właściciel the monkey bar
spodziewa się bliźniąt z jane

Wysłany: 2018-12-01, 23:00   
  

  
I found a girl, beautiful and sweet I never knew you were the someone waiting for me
travis eldridge

  
  
  
  
  
  
36

  


Wiedział, że nie odpuści i że nie zmieni zdania, choćby nie wiadomo jak bardzo się uparł, iż powinni zostać w szpitalu na całą noc, aby móc obserwować Jane za pomocą odpowiednich maszyn, do których obecnie była podłączona. Znał ją chyba przecież jak nikt inny – a i też nikogo innego on sam nie zdołał poznać na tyle, co właśnie Mary Jane – toteż zdawał sobie sprawę z tego, że gdy jednak się na coś uprze, to blond włosa istota nie zmieni swojego zdania, nawet jeśli nie wiadomo co miałoby się zadziać. Choćby miało to doprowadzić do zepsucia czegoś, do pozbawienia samej siebie czegoś. Po prostu nie i koniec. Ten też moment właśnie nadszedł, choć nie był na to Travis obecnie gotowy – po prostu zbyt wiele zrzuciło się na jego karczysko, przez co zaczynał się trochę gubić i zarazem głupieć. Tak też, dla świętego spokoju przede wszystkim, wstać próbował z miejsca, aby zacząć ich pakować, pomagając następnie się przebrać Jane, aby wróciła w ubraniach, a nie w szpitalnych ciuszkach. I właśnie do tego ostatecznie nie doszło, bo usłyszał coś, czego za cholerę nie chciał usłyszeć z jej ust. W dodatku jej kolejne słowa wcale nie pomagały w utwierdzeniu się w przekonaniu, iż to jedynie przesłyszenie, gdzie Jane myśli dokładnie tak samo, jak Eldridge.
- Nie, chyba sobie żartujesz - żachnął się, nie rozumiejąc co jej nagle odbiło. Czy ona rzeczywiście podjęła taką decyzję? Czy ona naprawdę uważała, że to będzie dla niej najlepsze rozwiązanie? Wiedział, że chciała za wszelką cenę ocalić te dwa maleństwa, ale nie spodziewał się, że aż do takiego stopnia, decydując się na cholerne... poświęcenie, w dosłownym tego słowa znaczeniu.
- Jane, czy Ty siebie słyszysz? - zapytał, nie dając jej jednak możliwości na udzielenie odpowiedzi. - Ostatni guzik? Spędzić ten czas ze mną? Czyli co, masz zamiar skazać się na śmierć, tak po prostu? - nie miał zamiaru odpuszczać i ograniczać się, bo skoro ona o tym tak otwarcie wspomniała, to przecież nie ma niczego złego w tym, iż powie otwarcie o jej śmierci. Wściekł się, jak chyba jeszcze nigdy w życiu. - Mimo, że masz rozwiązania, które pozwalają na utrzymanie Ciebie i dzieci przy życiu? - rzucił za chwilę, kręcąc głową z niedowierzania z racji tego, co właśnie mu uświadomiła. - Naprawdę chcesz do tego doprowadzić? Zostawić dwójkę dzieci, które będą znały swą matkę tylko z opowieści ojca, który na pewno nie będzie sobie radził z wychowywaniem bliźniąt? - naprawdę nie miał zamiaru jakkolwiek się powstrzymywać przed mówieniem tego, co mu ślina na język przynosiła. Może i obecnie grał na jej uczuciach, lecz... czyż ten wielkolud nie miał racji?
_________________
[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, grant, matt
[instagram]
 
Mary Jane Fitzgerald






Mieszka w White Oak od zawsze,
przeszła na macierzyński
bo będzie miała bliźniaki z Travisem

Wysłany: 2018-12-14, 22:08   
  

  
We were just kids when we fell in love, not knowing what it was, I will not give you up this time
Mary Jane Fitzgerald

  
  
  
  
  
  
32

  


Być może powinna wreszcie nauczyć się, kiedy jest odpowiedni moment, by ugryźć się w język. Wystarczyłoby, aby po prostu się zamknęła i nie kontynuowała tematu, a pewnie Travis już kończyłby pakować jej rzeczy i zabierałby ją do domu. Ale nie, MJ zawsze musiała doprowadzić sprawę do końca i powiedzieć o kilka słów za dużo.
- Mówię całkowicie poważnie – odparła stanowczym tonem, bo dla niej decyzja była już podjęta. Nie myślała o tym jak o poświęceniu, bo przecież nie miała pewności, że przeżyje nawet, jeśli zdecyduje się na wcześniejsze przerwanie ciąży. Znaleźli się w trudnej sytuacji, właściwie bez wyjścia.
- Przestań! – przerwała mu wreszcie, bo nie mogła słuchać tego wszystkiego. Łzy napłynęły jej do oczu, a ona szybko zacisnęła powieki, by nie pozwolić im spłynąć po swoich rozpalonych policzkach. – Tu nie ma dobrej odpowiedzi, rozumiesz?! Nic nie jest czarno-białe. Widziałeś kiedyś dzieci urodzone zbyt wcześnie, które w inkubatorze walczą o każdy oddech? Ja tak i nie skażę ich na to – mówiła z pełną stanowczością, jakby nic nie było w stanie zmienić jej decyzji. Bo nie było. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak wygląda ich sytuacja. Jeśli zdecydują się na zabieg teraz, ich maluchy będą miały niewielkie szanse na przeżycie. Natomiast każda chwila zwłoki stawiała na szali jej własne życie. – Nie ma znaczenia, czy poczekamy tydzień, miesiąc czy dwa, rozumiesz? Jeśli nie zrobimy tego teraz, kiedy jest na to za wcześnie, tak czy siak mogę nie donosić ciąży. Ale zamierzam przynajmniej spróbować – dla niej niestety nie miał racji, bo mówił przecież o ich dzieciach. O tych dwóch niewinnych istotkach, na które Mary Jane czekała przez całe życie. – Travis, ja… nigdy nie powiedziałabym tego, gdybym nie była pewna, że zostawiam je z kimś, kto będzie je kochał bezwarunkowo i da im wszystko, czego będą potrzebowały – złapała go za rękę i mocno zacisnęła palce na jego dłoni.
_________________
[Profil]
 
 
Mary Jane Fitzgerald






Mieszka w White Oak od zawsze,
przeszła na macierzyński
bo będzie miała bliźniaki z Travisem

Wysłany: 2018-12-14, 22:09   
  

  
We were just kids when we fell in love, not knowing what it was, I will not give you up this time
Mary Jane Fitzgerald

  
  
  
  
  
  
32

  


Być może powinna wreszcie nauczyć się, kiedy jest odpowiedni moment, by ugryźć się w język. Wystarczyłoby, aby po prostu się zamknęła i nie kontynuowała tematu, a pewnie Travis już kończyłby pakować jej rzeczy i zabierałby ją do domu. Ale nie, MJ zawsze musiała doprowadzić sprawę do końca i powiedzieć o kilka słów za dużo.
- Mówię całkowicie poważnie – odparła stanowczym tonem, bo dla niej decyzja była już podjęta. Nie myślała o tym jak o poświęceniu, bo przecież nie miała pewności, że przeżyje nawet, jeśli zdecyduje się na wcześniejsze przerwanie ciąży. Znaleźli się w trudnej sytuacji, właściwie bez wyjścia.
- Przestań! – przerwała mu wreszcie, bo nie mogła słuchać tego wszystkiego. Łzy napłynęły jej do oczu, a ona szybko zacisnęła powieki, by nie pozwolić im spłynąć po swoich rozpalonych policzkach. – Tu nie ma dobrej odpowiedzi, rozumiesz?! Nic nie jest czarno-białe. Widziałeś kiedyś dzieci urodzone zbyt wcześnie, które w inkubatorze walczą o każdy oddech? Ja tak i nie skażę ich na to – mówiła z pełną stanowczością, jakby nic nie było w stanie zmienić jej decyzji. Bo nie było. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak wygląda ich sytuacja. Jeśli zdecydują się na zabieg teraz, ich maluchy będą miały niewielkie szanse na przeżycie. Natomiast każda chwila zwłoki stawiała na szali jej własne życie. – Nie ma znaczenia, czy poczekamy tydzień, miesiąc czy dwa, rozumiesz? Jeśli nie zrobimy tego teraz, kiedy jest na to za wcześnie, tak czy siak mogę nie donosić ciąży. Ale zamierzam przynajmniej spróbować – dla niej niestety nie miał racji, bo mówił przecież o ich dzieciach. O tych dwóch niewinnych istotkach, na które Mary Jane czekała przez całe życie. – Travis, ja… nigdy nie powiedziałabym tego, gdybym nie była pewna, że zostawiam je z kimś, kto będzie je kochał bezwarunkowo i da im wszystko, czego będą potrzebowały – złapała go za rękę i mocno zacisnęła palce na jego dłoni.
_________________
[Profil]
 
 
travis eldridge






wo od zawsze i na zawsze
właściciel the monkey bar
spodziewa się bliźniąt z jane

Wysłany: 2018-12-16, 00:07   
  

  
I found a girl, beautiful and sweet I never knew you were the someone waiting for me
travis eldridge

  
  
  
  
  
  
36

  


- Nie wierzę - powiedział jedynie, gdy potwierdziła mówienie całkiem poważnie o swojej decyzji. Popatrzył się na nią wręcz przerażony, nie spodziewając się takiej postawy z jej strony – myślał, że będzie się zachowywać racjonalnie (tak, dla niego to właśnie jego zdanie w tej sprawie było zdecydowanie bardziej racjonalne), a jednak postąpić pragnęła całkowicie inaczej. Westchnął przeciągle, opuszczając spojrzenie, wbijając tęczówki w podłogę, nie wiedząc od czego zacząć układanie skołatanych myśli.
- A siebie chcesz skazać na coś takiego?! - popatrzył na nią, nie spodziewając się po sobie samym, że tak bardzo podniesie to głosu w tym momencie. Uświadamiając to sobie, spojrzał na nią jeszcze bardziej przestraszony, niemniej nie zająknął się, by przeprosić za swe niecodzienne zachowanie – dochodząc do wniosku, iż miał dobre wytłumaczenie oraz że zrobił to, co by zrobił inny facet na jego miejscu.
- Choć kurwa raz pomyśl o sobie. Jeden, pieprzony raz - po tym zerwał się nagle oraz gwałtownie ze swojego miejsca, zaczynając się kręcić po sali. Nosiło go z nerwów niesamowicie, co było słychać, widać... a i zapewne też jakoś czuć.
Po wysłuchaniu Jane nie powiedział kompletnie choć jednego słowa, nie mogąc dopuścić tego do myśli – że ma tak po prostu patrzeć i czekać na albo cud, albo na... nie, nie chciał o tym myśleć. Nie teraz, ani nie w przyszłości. Nie rozumiał jej podejścia, naprawdę. Nie miał pojęcia co jej odbiło w tej chwili. Wiedział, że to ten cały instynkt macierzyński, ale... Ale to było dla niego chore.
- Ale ja nie chcę sam im tego dawać, rozumiesz? Chcę z Tobą, z nikim innym, nie samotnie - podszedł do niej chwilę wcześniej, chwytając drobną dłoń Mary Jane, na wierzchu której złożył krótki, acz czuły pocałunek. - Naprawdę tego nie chce - wyszeptał, choć i tak dosyć głośno, co na pewno dotarło do uszu Jane.
_________________
[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, grant, matt
[instagram]
 
Mary Jane Fitzgerald






Mieszka w White Oak od zawsze,
przeszła na macierzyński
bo będzie miała bliźniaki z Travisem

Wysłany: 2019-01-06, 01:49   
  

  
We were just kids when we fell in love, not knowing what it was, I will not give you up this time
Mary Jane Fitzgerald

  
  
  
  
  
  
32

  


- To ryzyko, które jestem gotowa podjąć - odpowiedziała stanowczo, odwracając wzrok. Zdawała sobie sprawę, że nie będzie to łatwa rozmowa, ale nie aż do tego stopnia. Wiele działo się między nimi, jednak nawet pomimo złości i irytacji nie pamiętała, by Travis kiedykolwiek podniósł na nią głos. A już zdecydowanie nie w momencie, gdy o wiele bardziej potrzebowała wsparcia i zrozumienia. Przecież chodziło o ich dzieci! Ich maleńkie, bezbronne dzieci, które jeszcze nie były w stanie przetrwać poza jej organizmem. Jak w ogóle mógł sugerować jej coś takiego? - Travis! - naprawdę nie miała już pomysłu, jak go otrzeźwić. Co powiedzieć, jak go przekonać… To naiwne, że po wszystkim co przeszli miała jednak nadzieję, że stanie po jej stronie? Że wesprze ją we wszystkim, niezależnie od tego, co postanowi?
- I może nie będziesz musiał… Kochanie, zrobimy wszystko, żeby do tego nie doszło, rozumiesz? Będę się maksymalnie oszczędzać, poprosimy moją mamę, żeby pomogła nam w domu, kiedy ty jesteś w pracy, lekarze nie przestaną tego monitorować… - uspokajająco pogładziła go po głowie. To, że nie zamierzała zgodzić się na wcześniejsze rozwiązanie ciąży nie oznaczało, że postanowiła przestać walczyć i postawić na sobie krzyżyk. Nie. Jeśli tego właśnie będzie wymagała sytuacja, mogła przez kolejne miesiące nie podnosić się z łóżka i dopilnować, żeby jej maluchy miały jak największą szansę na prawidłowy rozwój, a ona na dotrwanie do terminu cesarskiego cięcia. - Chodź tu do mnie - szepnęła, przesuwając się nieco na bok i robiąc mu miejsce na łóżku, obok siebie. Potrzebowała go teraz bardziej, niż kiedykolwiek. Chciała, by po prostu ją przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Żeby choć raz spojrzał na świat z jej naiwnością i naprawdę uwierzył, że ich miłość przezwycięży wszystko. Bo Mary Jane wierzyła w to ślepo.
_________________
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
FORUM PRZYSTOSOWANE DO PRZEGLĄDARKI CHROME
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 7