Poprzedni temat «» Następny temat
Ścieżki do biegania
Autor Wiadomość
Ian Marlow
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-21, 00:56   

Po tym jak brunetowi udało się złapać oddech, poprawił słuchawki w uszach, a następnie zamierzał udać się w dalszą drogę po stworzonej przez władze miasta ścieżce do biegania. Jego uwagę jednak przykuła nastolatka, która musiała być niewiele młodsza od niego. Ian był w stanie przysiąc, że już kiedyś gdzieś ją widział, ale przecież o taki fakt nie było trudno, gdy mieszkało się w tak niewielkiej mieścinie jaką był Biały Dąb. Dwudziestolatek pragnął otrząsnąć się ze swoich rozmyślań i chwilę później ruszył wzdłuż zaplanowanej przez siebie trasy jednak nie potrafił nie skorzystać z faktu, gdy blondynka ponownie tuż obok niego przebiegła. Młody artysta wyciągnął z jednego ze swoich uszu białą słuchawkę.
- Hej! Chyba coś zgubiłaś! - krzyknął za nieznajomą przedstawicielką płci pięknej, aby w ten sposób zainteresować ją swoją osobą. Tak naprawdę panicz Marlow jedynie odrobinę podkoloryzował rzeczywistość, bo przecież tak naprawdę Halle zupełnie niczego nie upuściła na ziemię. Kiedy już siedemnastolatka zaprzestała spokojnego biegu, student podszedł do niej i przypatrywał jej się z niemałym zaciekawieniem. Ian, ty debilu... Przypomnij sobie wreszcie gdzie mogłeś widzieć tę śliczną dziewczynę. - powiedział sam do siebie w myślach, ale ułamek sekundy później zganił swoją osobę, bo przecież był w stałym związku z mężczyzną, którego (tak przynajmniej mu się wydawało) kochał.
- Tak naprawdę nic ci nie wypadło. Po prostu z ciekawości chciałem zapytać czy często tutaj biegasz? - powiedział do niej, co brzmiało trochę jak tani podryw, ale dwudziestolatek ani myślał o tym, żeby flirtować z niewinną panienką Creevey.
 
 
halle creevey
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-04, 14:52   

Takie bieganie, rozglądanie się, krążenie wokół właściwie … jednego punktu (jeśli tak to można nazwać) wcale nie było zbyt fantastycznym zajęciem. Halle podzielność uwagi miała zazwyczaj całkiem nieźle, ale teraz, kiedy literacko mówiąc kierowała się sercem (chociaż nie wiem, czy w znaczeniu trasy biegania można użyć tego powiedzenia), niejednokrotnie szczęśliwym trafem uniknęła potknięcia się, a raz o mało co nie wpadła w ogromną kałużę. Już miała powoli zbierać się do domu, kiedy … no właśnie, nie mogła zupełnie uwierzyć, że Ian mówi do niej, dlatego rozglądnęła się w obie strony, żeby mieć pewność, a potem odruchowo sięgnęła do kieszeni sprawdzając, co takiego mogła po drodze zgubić. Zanim jednak na cokolwiek wpadła, podeszła do chłopaka, by odebrać jego znalezisko. – Hm? Nic nie … aha, aha – mruknęła, w taki sposób, że przy okazji mógł ją uznać za idiotkę; no trudno. – Prawie codziennie biegam – odpowiedziała, z szerokim uśmiechem na twarzy, bo ta sytuacja faktycznie wyglądała tak, jakby ją pogrywał. I nawet jeśli tego nie robił – Halle ciężko byłoby wyprowadzić z błędu. – A ty? Jesteś tutaj często? Bo wiesz … to całkiem fajne miejsce. Zwłaszcza, kiedy nie ma zbyt dużo osób – skomentowała. Na początku, kiedy przyjechała do White Oak, była w szoku, że w ogóle powstało tam coś takiego, jak ścieżka do biegania.
 
 
Ian Marlow
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-06, 01:00   

Po tym jak brunet zwrócił już uwagę dziewczyny na swoją osobę na jego twarzy pokazał się niezwykle promienny i zarazem bardzo zaraźliwy uśmiech. Przecież równie dobrze nastolatka mogła go totalnie olać i pobiec dalej bez żadnego zatrzymywania się i wdawania się w rozmowę ze studentem sztuk pięknych, ale mimo wszystko Halen rozpoczęła konwersację ze swoim towarzyszem, co niebywale połechtało jego ego. Ian przeczesał swoją gęstą czuprynę palcami, ciągnąc przy tym nieznacznie za końcówki włosów.
- To dobrze się składa. - podsumował jej pierwszą wypowiedź. Równie dobrze mógł już kiedyś wpaść na nią gdzieś w parku, gdzie podobnie jak dzisiaj biegali, ale panicz Marlow nie był w stanie przypomnieć sobie takiej sytuacji ze swojego życia. Po zadanym przez siedemnastolatkę pytaniu chłopak zaczął udawać, że się zastanawia chociaż tak naprawdę odpowiedź była niezwykle banalna.
- Tak, średnio bywam w parku, co dwa albo trzy dni, ale zazwyczaj towarzyszy mi tutaj mój pies. Samemu jakoś tak nudno biegać, nie sądzisz? - zapytał, unosząc prawą z brwi lekko ku górze. Dwudziestolatek strasznie nienawidził samotności. Potrzebował towarzystwa niczym powietrza, rozmawianie z kimkolwiek przynosiło mu zazwyczaj tylko i wyłącznie uśmiech, a cisza najzwyczajniej w świecie go męczyła.
- W ogóle mógłbym przysiąc, że już cię gdzieś wcześniej widziałem. - dodał po kilkunastu sekundach, nie przestając intensywnie wpatrywać się w piegowatą twarz nowej koleżanki.
 
 
Eris Lennox






White Oak
barmanka, wokalistka
I'm being haunted by a whisper. A chill comes over me

Wysłany: 2018-09-10, 21:59   
  

  
Spinning in chaos, trying to escape the flame. Yesterday is gone
Eris Lennox

  
  
  
  
  
  
28

  


Mogła przypuszczać, że sprawa z Harrym po raz kolejny potoczy się w taki sposób. Mijali się. Mijali się zawsze od chwili, w której bliżej się poznali. Niezależnie od tego, co wydawało się ich łączyć, w rzeczywistości jakoś nie po drodze im było do siebie. Odpychali się wzajemnie, czy to słowami, czy czynami. Tak było, jest i będzie. Dlatego nie miała prawa myśleć, że teraz, kiedy po tylu latach przypadkiem na siebie wpadli, będzie inaczej. Byli wolnymi wilkami, których nie dało się usidlić. Robili co chcieli, nie mogąc oceniać jedno drugiego. Harry wyjechał bez słowa, a jej nie pozostało nic innego, jak zaakceptować jego decyzję i żyć dalej tak, jak robiła to do tej pory, odcinając się od przeszłości. Nie powinna pozwolić, by ponowne zjawienie się, nawet na chwilę, mężczyzny namieszało w jej codzienności. Chwilowy epizod, nic więcej. Niczym kolejny, jednonocny romans, który pewnego dnia pójdzie w całkowite zapomnienie.
Czemu więc, biegnąc jam niemal każdego dnia, nie potrafiła przestać myśleć o niczym innym, a jak o sytuacji między nimi? Tej niedawnej i tej ze szkolnych lat. Czy tak miało być zawsze? Na chwilę ich drogi się skrzyżują, by później się rozejść, nie zamykając za sobą całkiem rozdziału. Jeśli tak, to Lennox powoli zaczynała być tym wszystkim zmęczona. Chciała uwolnić umysł, pozbyć się balastu, który wcale nim nie był, ale który tak był przez nią traktowany dla ułatwienia.
Przyspieszyła chcąc zmęczyć się fizycznie. To pomagało. Przynajmniej w chwili, w której była skupiona, co nie miało miejsca aktualnie. Jeden nieodpowiedni krok przy takiej prędkości i takim obciążeniu ciała wystarczył, by poczuła przenikliwy ból w kostce. Omal nie upadła, nie spodziewając się czegoś podobnego. Zaklęła pod nosem, łapiąc się barierki. Jeszcze tego brakowało, by z winy Harry’ego skręciła sobie nogę. Nie dość już namieszał? Nawet teraz musiał mieć na nią wpływ?
Odetchnęła głębiej, mając nadzieję, że to nic poważnego.
_________________
[Profil]
 
Nick: Liv
 
Heather Blackburn






W WO od kiedy pamięta
Robi zdjęcia
I nie ma czasu na miłość

Wysłany: 2018-09-15, 20:02   
  

  
Love is a polaroid - better in picture but never can fill the void
Heather Blackburn

  
  
  
  
  
  
24

  


styl

Widok blondynki, latającej po White Oak już nie robił chyba wrażenia na nikim, kto w tym miasteczku mieszkał... a już w szczególności osób, które dobrze znały Heather. Właściwie można śmiało powiedzieć, że widok dziewczyny bez swojego ukochanego aparatu był zaskakujący. Ale zdarzało się, naprawdę! Chociażby dzisiaj właśnie - nic specjalnego, po prostu wzięła swoją psinkę do parku, coby się porządnie wybiegała... nie da się też ukryć, że i właścicielce dobrze zrobi taki spacer na świeżym powietrzu. Zwłaszcza po spędzeniu kilku... albo i nawet kilkunastu godzinach przy komputerze. Dobrze było odświeżyć troszkę umysł, ale i przede wszystkim, dać odpocząć oczom.
Spacerowała więc sobie, ze słuchawkami na uszach, podczas gdy Luna biegała sobie, wesoło machając ogonem. W pewnym momencie muzykę w uszach zagłuszyło szczekanie suczki, która zaraz olała swoją panią i pobiegła przed siebie. Dopiero po chwili dziewczyna zorientowała się, że psina po prostu zobaczyła jakąś postać na horyzoncie... i pewnie chciała się po prostu przywitać. Heather zawołała zwierzaka do siebie, bo jednak zdawała sobie sprawę z faktu, że nie każdy lubił być zaczepiany przez przypadkowe psy w parku, ale chwilę jeszcze mimowolnie przyglądała się biegającej czerwonowłosej... chwila, ona chyba już ją gdzieś, kiedyś widziała! No i tak, wtedy właśnie dziewczyna potknęła się i zatrzymała się przy barierce, co nie umknęło uwadze blondynki i od razu ruszyła w jej kierunku.
- W porządku? - zapytała, kiedy już była zdecydowanie bliżej, podczas gdy Luna skakała wesoło tuż koło właścicielki.
[Profil]
 
 
Eris Lennox






White Oak
barmanka, wokalistka
I'm being haunted by a whisper. A chill comes over me

Wysłany: 2018-09-17, 18:49   
  

  
Spinning in chaos, trying to escape the flame. Yesterday is gone
Eris Lennox

  
  
  
  
  
  
28

  


Dbanie o formę było dla Eris ważne. Nie wyobrażała sobie, że nagle miałaby zaprzestać biegania, które dawało jej poczucie zarówno wolności, jak również pomagało oczyścić umysł. Tylko czemu tak dobrze sprawdzony sposób dzisiejszego dnia ją zawiódł, niczym kochanek, po którym spodziewano się tak wiele? Czemu okazał być się mało pomocny w starciu z myślami dotyczącymi Harry’ego? Czyżby, ku jej wewnętrznemu niezadowoleniu, nic nie było w stanie sprawić, aby przez najbliższy czas ów mężczyzna zniknął z głowy barmanki? Tego brakowało, aby poświęcała mu tak wiele myśli, jak kiedyś poświęciła mu czasu. Musiała pogodzić się z tym, że odszedł. Taki już był i nic nie mogło go zmienić. W głębi Lennox była pewna, że nawet nie chciałaby, aby mężczyzna się zmienił. Był taki, jakim go zapamiętała. Takim, którego polubiła i chciała, by właśnie tak zostało. Jedyne, co było uciążliwe, to kłopoty, które na nią zsyłał nawet, kiedy nie było go obok niej. Kłopoty tak niespodziewane, że nie miała czasu się na nie przygotować. Jak teraz, kiedy straciła równowagę, lądując na barierkach. Nie zastanawiała się, co by było, gdyby ktoś nie wpadł na pomysł umieszczenia ich tutaj. Podobne rozważania do niczego nie prowadziły, a wokalistka miała na głowie sprawę znacznie ważniejszą.
Kostka.
Nie miała jeszcze pewności, czy była skręcona, zwichnięta, czy po prostu chwilowo niedysponowana, ale wiedziała jedno - bolało. Przekonała się o tym w chwili, w której postawiła stopę na ziemi i niekontrolowanie wydała z siebie cichy syk.
Wtedy też usłyszała obok siebie głos. Pytanie, które musiało paść zawsze, kiedy znalazł się jakiś świadek wypadku. Nawet niegroźnego.
Uniosła głowę, spoglądając na osobę. Osoba okazała się być blondynką, która kilka tygodni temu zrobiła na Eris wrażenie w barze, a z którą nie miała okazji rozmawiać od tamtego, całkiem miło spędzonego, czasu.
-Komu innemu odpowiedziałabym, że tak, tylko po to, aby dał mi spokój - skomentowała, prostując się, tym samym odzyskując trochę ze swojego sposobu bycia. Nie to, by wiele straciła, ale nie lubiła, kiedy ludzie się nią za bardzo interesowali. Przynajmniej nie ci zwyczajni. - Coś jest zdecydowanie nie w porządku, ale co, dowiem się za chwilę, kiedy noga się uspokoi - odpowiedziała. Czas odgrywał tutaj ważną rolę, bo bez niego nie była w stanie zidentyfikować dokładnie powagi potknięcia.
_________________
[Profil]
 
Nick: Liv
 
Heather Blackburn






W WO od kiedy pamięta
Robi zdjęcia
I nie ma czasu na miłość

Wysłany: 2018-10-07, 19:56   
  

  
Love is a polaroid - better in picture but never can fill the void
Heather Blackburn

  
  
  
  
  
  
24

  


Ciężko powiedzieć, by Heather była leniwą bułą, dla której sport był najgorszą z możliwych kar. Nie była też typową dziewczyną typu #fit, która to biegała milion razy dziennie, chodziła na siłownie dzień w dzień i przy każdym posiłku liczyła kalorie. Blondynka była gdzieś w środku. Lubiła sobie rano pobiegać, ale gdy z jakiś powodów musiała zrezygnować z porannego joggingu, nie kończył się dla niej świat.
Eris powinna cieszyć się, że ktoś się jej losem zainteresował! To znaczyło, że znieczulica jeszcze nie opanowała świata całkowicie. Zawsze coś, nie? Chociaż tak na dobrą sprawę, to gdyby nie była to Eris, a zupełnie obca osoba, to czy Blackburn również by się zinteresowała? Cóż, najpewniej nie.
- Na złość mamie odmrożę sobie uszy, co? - skomentowała, śmiejąc się pod nosem z postawy Eris. Aczkolwiek czy ją ona dziwiła? Niespecjalnie. Zapewne sama na jej miejscu zachowałaby się identycznie. - Chodź, usiądziemy na ławce, zobaczymy co z nią - zaproponowała, oczywiście było to równoznaczne z tym, że pomoże jej się tam doczłapać.
- Luna, siad! - zwróciła się do swojej psiny, która zaczęła tam szaleć za bardzo i zaczepiać nową osobę. O dziwo psiak grzecznie usiadł zgodnie z poleceniem, wciąż jednak radośnie szurając ogonem po ziemii.
[Profil]
 
 
Eris Lennox






White Oak
barmanka, wokalistka
I'm being haunted by a whisper. A chill comes over me

Wysłany: 2018-10-08, 21:11   
  

  
Spinning in chaos, trying to escape the flame. Yesterday is gone
Eris Lennox

  
  
  
  
  
  
28

  


Pomyłki zdarzały się każdemu, podobnie było z wypadkami. Taka była już dola człowieka, że wszystko to, co robił, nie mogło być jedynie dobra, czy idealne. Zwłaszcza, jeśli ideały nie istniały. Problem polegał na tym, że nikt nie lubił się wywracać, robić sobie krzywdy, pokazywać, że z natury jest słaby, niezależnie od tego, jak bardzo starał się światu pokazać, że jest inaczej.
Z Eris było podobnie. Nie uważała się za niezniszczalną, nie uważała za nietykalną i z pewnością nie sądziła, że jest nieśmiertelna, ale na miłość wszystkiego, czy musiała się potknąć na tak prostej drodze? Czy musiała niemal skręcić kostkę, biegnąc przed siebie? To nazywało się pechem, a pech brał się z karmy. Może powinna bardziej miło potraktować Harry’ego? I czemu właściwie uważała, że wszystko ponownie miało związek z nim? Zniknął, nie podejrzewała, by wrócił. Nie, kiedy wiedział, że i ona była w miasteczku. Znacznie łatwiej wychodziło im unikanie siebie wzajemnie, niż spotkania.
Z zamyślenia wyrwała ją Heather. Ta sama, którą poznała w barze. Ta sama, z którą dobrze się bawiła, a która miała w sobie coś przyciągającego. Podobało jej się to, nie przeczyła.
-Gdyby tylko matka raczyła mnie uwagami na temat tego, co powinnam robić, a czego nie, zapewne zbuntowałabym się właśnie w taki sposób - odpowiedziała. Jej przeszłość wyglądała inaczej, można powiedzieć mroczniej, ale nie o niej w tej chwili miały rozmawiać. Podejrzewała, że i dla blondynki ważniejsze było sprawdzenie, co właściwie stało się z kostką Lennox. - Nie musisz tego robić. Nie, jeśli chodzi tylko o litowanie się - zauważyła, ale udała się za nią na ławkę. Była samotnym wilkiem, ale nie była głupia. Nie mogła poradzić sobie z tym sama, dlatego nie miała zamiaru się sprzeczać i wmawiać, że jest dobrze. Nie było i obie to widziały.
-Luna. Ciekawe imię - stwierdziła, słysząc komendę do psa. Powinna sobie sprawić takiego czworonoga. Tylko czy Lucifer by go zaakceptował?
_________________
[Profil]
 
Nick: Liv
 
Heather Blackburn






W WO od kiedy pamięta
Robi zdjęcia
I nie ma czasu na miłość

Wysłany: 2018-10-20, 18:24   
  

  
Love is a polaroid - better in picture but never can fill the void
Heather Blackburn

  
  
  
  
  
  
24

  


To już nawet nie chodzi o to, czy ideały istniały czy nie, bo chociaż rzeczywiście, nikt idealny nie był, to takie wypadki tak czy siak niewiele zależały od nas samych. I okej, w tym przypadku, można byłoby na upartego stwierdzić, że gdyby Eris byłaby bardziej uważna, gdyby patrzyła pod nogi... ale mimo wszystko, widocznie tak chciał los!
- No tak, idealnie mi pasujesz do obrazu nastoletniej buntowniczki - odparła luźno, nie zagłębiając się do końca w to, co powiedziała Eris. To znaczy, oczywiście zakodowała sobie to w głowie, ale nie miała zamiaru zagłębiać się w tym temacie, rozmawiać o tym, bo nie na to teraz był czas!
- Daj spokój, naprawdę wyglądam Ci na kogoś, kto robiłby to z litości? - zapytała, przewracając przy tym oczami. Naprawdę nie litowała się nad czerwonowłosą! Zresztą, tak jak wspomniałam już chyba wcześniej, gdyby był to ktoś inny, kogo nie znała, lub nie lubiła... prawdopodobnie by się nie zainteresowała, nie zaoferowała pomocy tak sama z siebie... ale to była Eris i jej naprawdę chętnie udzieli pomocy! Dlatego pomogła jej w dostaniu się do ławki na której mogła sobie usiąść, a Heather mogła wtedy na spokojnie obejrzeć kostkę koleżanki.
Uśmiechnęła się jedynie na uwagę na temat imienia swojej psiny i poklepała ją delikatnie po łebku. Heather zakochała się w Lunie od pierwszego wejrzenia za kratkami w schronisku i nigdy, nawet przez chwilkę nie żałowała, że ją przygarnęła. I chociaż ma ją dość krótko, to naprawdę się przyzwyczaiła do tego wesołego futrzaka!
[Profil]
 
 
Eris Lennox






White Oak
barmanka, wokalistka
I'm being haunted by a whisper. A chill comes over me

Wysłany: 2018-11-04, 16:45   
  

  
Spinning in chaos, trying to escape the flame. Yesterday is gone
Eris Lennox

  
  
  
  
  
  
28

  


Nie wierzyła w coś takiego, jak los. Daleka była od powierzania mu swojego życia, woląc panować nad nim samodzielnie. Niestety, niezależnie od tego, jak bardzo się starała, nie zawsze wychodziło po jej myśli. Nie pozostało jej nic innego, jak stawić czoła podobnym przeciwnościom, znosić to z podniesioną głową, nie dając się złamać. Brzmiało niemal jak wycinek z powieści wojennej, ale jedno było pewne, Lennox miała swoje własne podejście do życia i nic nie było w stanie go zmienić, niezależnie, co aktualnie by się u niej działo. Wszak w dzieciństwie miała do czynienia z złem w czystej postaci i wychodziła z założenia, iż nic gorszego spotkać jej już nie mogło. Ot, skręcona kostka była niczym w porównaniu z przeszłością. Chwilowo bolała, nie ukrywała, krzywiąc się nieznacznie, ale za jakiś czas zapomni, że w ogóle ten epizod w jej życiu istniał.
-Nastolatką już nie jestem, ale ludzie powiadają, że buntowniczka nadal ze mnie całkiem niezła - uśmiechnęła się lekko, spoglądając na Heather. Była miłym epizodem w tej nieprzyjemnej przygodzie, która miała być jedynie bieganiem, a okazała się skręceniem. - Nie wyglądasz. Ale często ludzie nie są tak naprawdę tymi, na których wyglądają, więc daj mi się lepiej poznać, zanim odpowiem z czystym sumieniem - rzuciła, mierząc ją spojrzeniem. Trzeba było przyznać, że Lennox należała do osób szczerych, niespecjalnie przejmując się w chwili, w której komuś to nie odpowiadało. Blondynka wydawała się jednak być kimś, kto nie miał z tym problemu, jeśli tylko chodziło o prawdę.
Usiadła na ławce, odgarniając z czoła czerwone kosmyki włosów, przyglądając się poczynaniom kobiety.
-Znasz się na tym? - spytała, bo faktycznie dziewczyna wyglądała na taką, która miała pojęcie na temat skręconych kostek. Życiowe doświadczenie, czy wrodzone umiejętności?
_________________
[Profil]
 
Nick: Liv
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Image Map
FORUM PRZYSTOSOWANE DO PRZEGLĄDARKI CHROME
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 7