Poprzedni temat «» Następny temat
Pomieszczenie biurowe
Autor Wiadomość
Ryder Westhart


Wysłany: 2018-05-05, 20:07   

    {8}

Dni ciągnęły się nieubłaganie. Służba na poczet kraju, a raczej tej mieściny wcale mu nie pomagała. Wręcz przeciwnie. Skazany na nią, przez wzgląd na coraz mniejszą ilość zajęć związaną z tym, że studia już praktycznie były na finiszu, szukał najmniejszego powodu by wstać rano i pojawić się dnia kolejnego na posterunku. Nie wiedział co kierowało nim kiedy postanowił zostać policjantem, a już na pewno odbiło mu kiedy postanowił służbę swoją pełnić właśnie w White Oak. Gdzie, nie oszukujmy się, nie działo się wiele. Wszelaka papierkowa robota jaka była odkładana na bok i dokładana na sporą już stertę gromadzonych przez lata ściętych drzew, została przez niego odbębniona. Aż tak mu się nudziło. Nie pomagały spacery po uliczkach i na siłę szukanie przestępstw. Albo naruszeń. Nawet jeśli chciał komuś mandat wlepić to nie było sposobności. I to nie tak, że ludzie tu byli idealni i idealnie parkowali. Przyjęło się tutaj, że swoich się nie tyka. Zresztą w jaki sposób? Wlepiłby mandat jakiejś uroczej staruszce za to, że na przykład zaparkowała zamiast w pionie to w poziomie i zajęła tym samym więcej miejsc niż to jedno specjalnie dla niej przeznaczone to już cała chmara podobnych do niej linczowałaby go pod urzędem. I oknem burmistrza. Więc kończyło się na upomnieniach, drobnych uśmiechach, a w większości wypadków nawet pomocą w parkowaniu czy też przestawianiu auta. Więc w momencie kiedy usłyszał, dnia dzisiejszego zresztą, że pojawi się nowy policjant po czole się popukał kręcąc głową. I począł od razu zastanawiać czy ten ktoś wiedział dokładnie co robi ze swoim życiem skoro pełnić tu służbę chciał. On nie wiedział. Tak do końca przynajmniej. Bo zdawało mu się, że to co na zewnątrz to jednak nie to co wewnątrz. I że będzie ciekawie. I nie będzie miał czasu na cokolwiek. A jednak miał. I to aż za dużą ilość – To ty jesteś ten nowy? – spytał kiedy jakiś młodzieniaszek próg przekroczył, a on akurat sięgał do ekspresu po kawę, która zapewni mu przeżycie kolejnego dnia – W domu za dużo czasu? – spytał brwi unosząc z uśmieszkiem na twarzy nie tłumacząc specjalnie, że chodziło mu zwyczajnie o to, że czasu musiał mieć cholernie dużo za dużo, że się zdecydował tutaj stacjonować. A może nie miał wyboru i mu kazali? Albo za mocno przywiązany był do życia tu by odejść gdzie indziej? On to co najwyżej mógł zwalić, że na dziadka oko musiał mieć. A ten nowy? Chętnie się dowie!
[Profil] [WWW]
 
 
Grant Caldwell






od zawsze w white oak
tutejszy policjant
chcę ciebie na zawsze, nie tylko chwilowo

Wysłany: 2018-05-27, 21:37   
  

  
Miało być tylko raz, spróbowałem cie raz, teraz chce cały czas, miałem już zostać sam, ale chwile ciebie nie ma i odczuwam już twój brak
grant caldwell

  
  
  
  
  
  
21

  


58

Pierwszy dzień w policji to jak... nie, nie potrafił znaleźć odpowiedniego słowa na określenie tego właśnie... jakby specjalnego dnia. Ale był podekscytowany, zaciekawiony, może i nieco zmartwiony. A mimo tych wszystkich splotów totalnie niekompatybilnych uczuć wszedł pewnie i nieco żwawo do komisariatu, posiadając na sobie świeżutki mundur, który otrzymał dwa dni wcześniej. Czuł się naprawdę dobrze – szczególnie, gdy zaczął się rozglądać po całym wnętrzu, przyswajając sobie coraz bardziej fakt, iż to będzie jego w sumie drugi dom. Bo na pewno będzie tutaj spędzał cholernie wiele czasu, a jego biurko zapewne stanie się jego drugim łóżkiem, stołem i czym tylko może się stać, co niezbędnie jest potrzebne w życiu.
Przeszedł dosłownie parę kroków w przód, słysząc dobiegający głos od rudowłosego – szczerze mówiąc dziwiąc się na jego widok! Co jak co, ale sądził, iż będzie jedynym rudym na komisariacie, a jednak los się do niego uśmiechnął, nie będąc jedynym wyróżniającym się pod tym względem facetem w ekipie. A czemu sądził, że to do niego? No cóż... czy ktoś jeszcze spośród reszty policjantów jest tym nowym? Nie sądził. - W rzeczy samej - odparł z delikatnym uśmiechem, jak na nowicjusza zresztą przystało. Tak... Jeszcze nie zdawał sobie sprawy jak szybko się tego uśmiechu pozbędzie. No ale – nie zabierajmy jeszcze chłopakowi tej przyjemności, niech się cieszy póki jeszcze może! - Aż tak to widać? - zagaił, choć wiedział że to było totalnie oczywiste – nie tyle, co nowa twarz na tym komisariacie się ukazała, to jeszcze ten nowy, nieznoszony mundur dawał się cholernie we znaki.
- Można tak powiedzieć - przyznał od razu, gdy padło drugie pytanie ze strony rudego, przybliżając się do swojego rozmówcy i opierając o blat mebla. - Tak w ogóle, Grant - przedstawił się, wystawiając w tym samym czasie rękę do nowo poznanego kolegi z pracy. - W sumie to nawet nie wiem od czego miałbym zacząć swój pierwszy dzień tutaj - dodał zaraz, serio borykając się z owym problemem – bo może trzeba było przesegregować papiery, sprawdzić jakąś informację, a może... no nie wiedział, kompletnie. Także byłby super wdzięczny za jakąś radę czy zadanie od nowo poznanego. To zawsze jakieś wprowadzenie do nowej pracy!
[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, matt, travis
[instagram]
 
Ryder Westhart


Wysłany: 2018-05-27, 22:10   

Pozwolił sobie zmierzyć wzrokiem jego całą osobę zanim postanowił w ogóle się odezwać. Robił to z czystej formalności, a nie dlatego, że na przykład potrzebował chwili by zastanowić się nad kwestią, którą miał zaraz poruszyć – Nie wyglądasz na takiego co to potrzebuje pomocy policji – przyznał mając na myśli to, że jego twarz wyrażała coś innego niż panie, zepsuł mi się samochód, poholujesz? albo inne równie absurdalne sprawy, które ludzie uwielbiali załatwiać przez stróżów prawa właśnie. Rydera powoli mało co dziwiło w tej pracy. Poza powszechnie znaną mu nudą i szukaniem na siłę zajęcia by zabić jakoś czas... kiedy już się coś działo niewiele miało to wspólnego ze zwalczaniem przestępczości, zbawianiem świata i wszystkim tym co pokazują na tych filmach na których się wychował. Zamiast tego... zajmował się kłótniami zwaśnionych rodów, holował, pomagał staruszkom, czasem też i od nich obrywał. Generalnie zajmował się tym co mógłby robić nie marnując czasu na akademię policyjną – Więc albo jesteś nowy i mocno zbłądziłeś chcąc coś zwiedzić albo... przyszedłeś pierdzieć w stołek – podsumował wreszcie posyłając mu współczujące spojrzenie. Bo on to na początku miał wizje. Plany zresztą też. Że będzie pomagał, zbawiał i nie wiadomo co jeszcze. Życie zweryfikowało to wszystko nie dość, że szybko to jeszcze cholernie mocno.
Pod nosem uśmiechnął się, bo skoro czasu miał za dużo w domu to tutaj będzie miał go jeszcze więcej – Ryder – odpowiedział ściskając dłoń jegomościa. Swoją drogą zdawało mu się, że jest jedynym rudzielcem w miasteczku. Gdzie ten się chował w takim razie, że nie miał go jeszcze okazji nigdzie spotkać? - Polecam usiąść wygodnie, zamówić z zewnątrz jakąś dobrą kawę i najlepiej wziąć jakąś ciekawą książkę – odpowiedział nawet sobie nie żartując – Chyba, że nie masz już totalnie smaku i czucia to wtedy posterunkowa kawa będzie okej – dodał – Pewnie nie tego się spodziewałeś? – spytał brwi unosząc i spoglądając na niego trochę z rozbawieniem, ale też współczuciem, bo on też przecież nie tak dawno był na jego miejscu i jego marzenia też zostały brutalnie zabite jak będą zapewne te jego.
[Profil] [WWW]
 
 
Grant Caldwell






od zawsze w white oak
tutejszy policjant
chcę ciebie na zawsze, nie tylko chwilowo

Wysłany: 2018-06-10, 15:48   
  

  
Miało być tylko raz, spróbowałem cie raz, teraz chce cały czas, miałem już zostać sam, ale chwile ciebie nie ma i odczuwam już twój brak
grant caldwell

  
  
  
  
  
  
21

  


- Ta... zdecydowanie przyszedłem po to drugie - zaśmiał się pod nosem, chociaż w spojrzeniu nowo poznanego dostrzegł pewną dozę... współczucia? Czy tylko mu się tak wydawało, czy rzeczywiście dostrzegł coś takiego w jego tęczówkach? Tylko... Dlaczego? Nie rozumiał, jednakże na razie nie szukał konkretnych odpowiedzi na takowe pytania, bo inne bardziej kłębiły się w jego głowie i nie dawały mu spokoju nawet na moment. Znaczy... to też nie tak, że nie słyszał wcześniej pewnych opinii, niemniej... czy rzeczywiście musi tutaj być aż tak mało roboty, nie mówiąc o panowaniu wszechobecnej nudy, gdzie stąd właśnie taka mina pojawiła się na twarzy... Ryder'a, jak to się za chwilę dowiedział. Uścisnął od razu dłoń... można powiedzieć, kolegi, nie przeciągając tego bezsensownie na długi okres czasu i gdy tylko już wymienili się uprzejmościami, zaczął się rozglądać po komisariacie, szczerze i żywo zaciekawiony tym, co miałby robić swego pierwszego dnia w pracy jako policjant – stróż prawa White Oak! Tak dumnie to brzmi, a jednak biedny Caldwell zaraz zostanie uderzony przez rzeczywistość, która przywróci go na te dobre tory, wracając całkowicie na ziemię.
- Żesz... Że też wcześniej nie pomyślałem, nic ze sobą nie wziąłem... - odparł, spoglądając przez chwilę na rudowłosego, jakby chciał przekonać się, czy w tym momencie on przestanie żartować i faktycznie wspomni mu co ma zrobić, gdzie pójść, no po prostu cokolwiek. Kiedy jednak ten kontynuował, dostrzegał coraz to mniejszy cień szansy na to, aby to wszystko miało okazać się jednym, wielkim żartem. A może tak to właśnie wygląda – to całe witanie nowego w owym komisariacie? - Nie no, chyba nie może być aż taka zła - odparł, bo przecież pił wiele różnych kaw, gdzie zaraz podszedł faktycznie do ekspresu, wziął sobie wolny kubeczek/naczynie jakiekolwiek, do którego może wlać płyn i nie będzie musiał się martwić jego przeciekaniem na drugą stronę – wprost na buty – a gdy tylko nalał odrobinę i zamoczył usta, wtem dosłownie jak na zawołanie zakrztusił się. - No dobra, jednak jest zła - zaśmiał się, przecierając rękawem usta – już kompletnie zapominając o tym, że to przecież nowiutki, świeżutki mundur!
- No na pewno nie spodziewałem się takiej kawy na komisariacie - rzucił żartem, chcąc jakoś rozluźnić sytuację, po czym oparł się o blat, spoglądając na swego rozmówcę. - Ale szczerze, to tak, co do reszty to też sobie to inaczej wyobrażałem - przyznał moment później, ponownie przesuwając spojrzeniem po wnętrzu budynku. - To co wy robicie tutaj na co dzień? Nie, czekaj, mam lepsze pytanie – po cholerę szukali kolejnego człowieka do załogi, skoro tutaj nie ma co kompletnie do roboty? - zapytał, szczerze tym zaciekawiony. No bo po co go zatrudniali i przyjmowali z otwartymi ramionami, skoro nie mają pracy po same łokcie i inne takie, jak to z początku mogłoby się wydawać?
_________________

[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, matt, travis
[instagram]
 
Ryder Westhart


Wysłany: 2018-06-16, 15:24   

Brwi zmarszczył przez krótki moment zastanawiając się, które po to drugie rudowłosy przyszedł. Bo z jego kalkulacji do wyboru miał aż mnie wersje. Oczywiście sam zamiast go spytać wytypował, która była słusznie przez tamtego wybrana – Pierdzieć w stołek? – spytał, ale nawet nie czekał aż tamten się odezwie – To radziłbym sobie mocno nie folgować. Już był taki jeden co to myślał, że nasze wiatraki przetrwają istne bomby, którymi próbował nas zadusić – powiedział krzywiąc się na samo wspomnienie – Okazało się, że jednak i wiatraki jak i on musieli wziąć wzajemnie od siebie przerwę – dodał już z rozbawieniem, bo jednak urlop z takiej przyczyny jak te gastryczne były wręcz śmiesznym powodem. I często przypominanym zresztą.
- Nie przejmuj się – rzekł machając ręką na to, że tamten niczego ze sobą nie wziął – Gorzej jeśli zaraz powiesz, że telefonu też nie masz naładowanego – powiedział patrząc na niego pytająco – Bo jak i tutaj poległeś to stary, szczerze współczuję – nawet minę adekwatną do swoich słów zrobił, bo jeśli nie miał sprawnego telefonu to jednak biada mu była. W końcu Ryder wiedział co się działo na dyżurach. A raczej co w ogóle się nie działo. Patrzył jednak zaraz z politowaniem jak nowy adept stwierdził, że kawa, ta posterunkowa może nie będzie aż taka zła. On już się przekonał na własnej skórze jak bardzo zła ona była. I jak zobaczył jak bierze jej łyk to aż sam się skrzywił. A potem zaśmiał krótko widząc jego reakcję – Szkoda munduru, ale chyba teraz zaczniesz mi wierzyć? – spytał patrząc na niego z uniesionymi brwiami i rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
- W sensie pościgi? Patrole? Wszystko to piękne co pokazują na filmach albo słyszysz od znajomych z większych miast? – spytał mając na myśli to jego, że do tej całej reszty to sobie inaczej to wyobrażał – Też tak myślałem. Że jak trochę zboczę z kursu studiów prawa to nie pożałuję i może nawet je rzucę – powiedział zgodnie z własnymi oczekiwaniami – Życie szybko zweryfikowało wszystko – dodał – Czasem się zdarza jakaś akcja, ale to żadne górnolotne działania ani niezbyt częste – tak na koniec podsumował.
- Czemu szukali? – spytał, bo teraz powód zdawał mu się oczywisty. Wtedy jeszcze nie – Bo średnia wieku skacze do góry i skoro są ludzie co to się pchają na własne życzenie to czemu nie dawać pracować innym i samemu móc wreszcie pójść spokojnie odpocząć? – spytał ramionami wzruszając. W końcu starzy ludzie w końcu na emeryturę pójść kiedyś musieli. A skoro czekali tylko na kogoś kto będzie mógł ich miejsce zająć to czemu mieli nie korzystać skoro już się zjawiali?
[Profil] [WWW]
 
 
Grant Caldwell






od zawsze w white oak
tutejszy policjant
chcę ciebie na zawsze, nie tylko chwilowo

Wysłany: 2018-06-20, 03:34   
  

  
Miało być tylko raz, spróbowałem cie raz, teraz chce cały czas, miałem już zostać sam, ale chwile ciebie nie ma i odczuwam już twój brak
grant caldwell

  
  
  
  
  
  
21

  


Na słuch odnośnie tej niezwykle przejmującej, a i zarazem okropnie tragicznej historii jedynie jak mógł zareagować, to śmiechem – co też uczynił, nie ukrywając się z faktem rozbawienia. Bo co jak co, ale fakt wzięcia sobie wzajemnego wolnego przez wiatrak oraz jednego z policjantów brzmiało przecież co najmniej irracjonalnie. No ale chyba by nie okłamał nowego czy też wyssał opowieść z palca, prawda?! - Zapamiętam na przyszłość, żeby nie szaleć przed i w trakcie pracy z jedzeniem – śmiał się jeszcze trochę z tego, na koniec ocierając jakąś biedną, małą zabłąkaną łezkę w zewnętrznym kąciku swego oka. Miał nadzieję, że, o ile ów policjant jeszcze tu pracuje, wyciągnął lekcję z owej nauczki, tym samym już nie doprowadzając do takiego typu sytuacji – no sorry, ale wąchać w trakcie roboty tego, że ktoś się prawie zesrał w portki, to nie jest najciekawsze zadanie dnia jakiegoś tam – nieważne jak bardzo by się wtedy rzeczywiście nudził, jak to stara się mu Ryder wyperswadować jak najlepiej potrafił, żeby tylko nie spodziewał się nie wiadomo jakich cudów.
- Spokojnie, spokojnie – wystawił w górze wyprostowaną dłoń, aby w ten sposób, za pomocą takiego gestu, uspokoić i jakby zahamować swego rozmówcę. - Telefon naładowany i jeszcze mam ze sobą ładowarkę, także nie jest mi straszna słaba bateria – zapewnił tego drugiego rudowłosego, skoro już o tym wspomniał. Czyżby to oznaczało, iż faktycznie ocalił samego siebie totalnie nieświadomie? Na to wychodziło z tych wszystkich opowieści policjanta.
- Tak, zwracam honor – odparł, po czym ponownie jeszcze kaszlnął, jakby jakaś pozostałość przebywała w jego przełyku – gdzie coś czuł, iż ów posmak będzie się przy nim trzymał przez calusieńki dzisiejszy dzień – tak po prostu, albo i może jako forma kary, nieważne zresztą. - Teraz to będę chyba wierzył we wszystko co powiesz – zaśmiał się, sugerując nadal wcześniejsze ostrzeżenia Rydera odnośnie kawy, które zdecydowanie się sprawdziły. - Ale bez przesady - dodał, nie chcąc wyjść zaraz na jakiegoś łatwowiernego, bo przecież taki kompletnie nie był.
Słuchał uważnie swego rozmówcy, kiwając na początku głową odnośnie tych pościgów i nie wiadomo czego, co można faktycznie ujrzeć w filmach. Trzeba przyznać, iż spodziewał się iż takich akcji będzie bardzo mało, może i zdecydowanie rzadziej niż rzadko, ale… żeby aż tak było tutaj nudno i w ogóle nią powiewało we wszystkie strony? - O proszę, to jeszcze w tym czasie studiujesz dodatkowo prawo? – upewnił się, czy dobrze posłyszał to co właśnie Ryder powiedział, co o dziwo jedynie to go na ten moment zaciekawiło. - Tak szczerze, to… trudno się mówi – wzruszył ramionami na sam koniec, obserwując nadal rudego. - Przynajmniej pieniądze będą się zgadzać – podsumował, bo co jak co, ale jeśli się tak ta praca zapowiadała, to w sumie dostawać będzie wypłatę jakby za siedzenie na dupie i faktyczne pierdzenie w stołek (ale takie cichacze, żeby nie było że i on będzie próbował przyduszać cały komisariat). - W sumie… coś w tym jest – przyznał tym razem Ryderowi, gdy ten wyjaśniał skąd to przyjmowanie i ogólne przetrzymywanie policjantów w takiej ilości, skoro mimo wszystko nie ma co tutaj do robienia tak naprawdę. - I tak zresztą jest za późno na jakiekolwiek wycofywanie się i zmienianie jednostki, także chyba zagrzeję tu na dłużej, czy tego chcę czy nie – podsumował ostatecznie, znów wzruszając przy tym ramionami. No cóż miał na to poradzić? Nic, ale to zupełnie nic, także będzie musiał się z tym pogodzić i… tyle.
_________________

[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, matt, travis
[instagram]
 
Ryder Westhart


Wysłany: 2018-06-24, 08:47   

Ryder jedynie ramionami wzruszył na wyznanie swojego nowego kolegi, bo pewnych rzeczy obejść się nie da. Nawet jeśli jesz zgodnie ze wszystkimi pięknymi zasadami współczesnego sposobu żywienia i słuchasz wszystkich ekspertów, którzy wiedzą najlepiej co służy twojemu organizmowi i przez co na przykład ci stopa nie przytyje – Nad pewnymi rzeczami nie zapanujesz – oczywiście na głos musiał powiedzieć to co sam przed momentem pomyślał – Nie brałbym tego tak dosłownie. Chyba, że masz mocne problemy gastryczne – powiedział marszcząc czoło – Wtedy bym się martwił. Ale nie o posadę, ale o zdrowie – dodał kiwając głową całą sprawę odwracając o sto osiemdziesiąt stopni. Bo tutaj sam się śmiał z urlopu swojego kolegi z tego powodu, a teraz podchodził aż za mocno poważnie do całej tej sprawy.
Zaklaskał krótko – W takim razie gratuluję – przyznał całkiem poważnie – Wprawdzie mamy tu jakieś krzyżówki czy inne zabawy rozwijające mózg, ale na dłuższą metę zaczynasz się tam sam ze sobą w kalambury bawić niż je rozwiązywać – przyznał, bo jemu raz się zdarzyła rozładowana bateria. I wtedy musiał posunąć się do ostateczności i chwycić jedną z właśnie wspomnianych wcześniej krzyżówek. I może na początku było fajnie, ale potem więcej rysował bohomazów niż faktycznie je rozwiązywał.
Roześmiał się krótko na wzmiankę o tym, że tamten będzie mu wierzył chyba we wszystko co powie, ale bez przesady. Bo sam miał mu powiedzieć żeby mu nie zawierzył swojego życia, bo brutalnie i przypadkowo, rzecz jasna, mógłby to wykorzystać i jakiegoś psikusa mu sprawić. Nie musiał tego głośno jednak mówić, bo tamten chyba zaczynał czytać mu w myślach. Czy to możliwe, że to przez kolor włosów? Sam nie wiedział – Ale we wszystkim nie szukaj podstępu – przyznał z rozbawieniem. Bo mu się wspomniało, że jak tak we wszystkim podstępu będzie szukał to się biedny prędzej załamie psychicznie niż tu na posterunku napracuje.
- Bardziej w drugą stronę – powiedział i nawet wykonał gest dłonią, który miałby to odzwierciedlić, ale ostatecznie sam pewien nie był czy chociaż w minimalnym stopniu to robił – Najpierw było prawo, a policja... sama jakoś tak przyszła – dodał ramionami wzruszając, bo w sumie tak do końca nie wiedział co go pchnęło by pójść w tym kierunku.
Dla niego pieniądze chyba były najmniejszym czynnikiem motywującym do tej pracy. Ale hej. Nie każdy tak jak on miał ich wystarczająco by nie musieć się o nie martwić. Bo nie każdy miał rodziców, którzy mu płacili za to by siedział z dziadkiem tylko po to by oni nie musieli. Początkowo nie było mu to na rękę, ale ostatecznie wolał żyć z dziadkiem niż z nimi. Choć ciągle mu płacili myśląc, że wszystko mu wynagradzają – I widzisz już masz powód by się motywować do dyżurów – powiedział głośno i nawet rozbawienie na jego twarzy się pojawiło. W końcu lepszy rydz niż nic.
- Zobaczysz – odpowiedział – Jeśli Ci aż tak źle będzie zawsze możesz coś zmienić – powiedział – Nigdy nie jest za późno na zmiany – i nie żeby go chciał zniechęcić, ale jak ma tutaj siedzieć jak za karę to chyba lepiej żeby był tam gdzie będzie... szczęśliwszy? Chyba tak to powinno być. Rób to co kochasz, czy coś. Ale jak tu z nim posiedzi to może zdanie zmieni i nie będzie myślał o tym czy za późno czy nie za późno na transfer.
[Profil] [WWW]
 
 
Grant Caldwell






od zawsze w white oak
tutejszy policjant
chcę ciebie na zawsze, nie tylko chwilowo

Wysłany: 2018-07-02, 02:35   
  

  
Miało być tylko raz, spróbowałem cie raz, teraz chce cały czas, miałem już zostać sam, ale chwile ciebie nie ma i odczuwam już twój brak
grant caldwell

  
  
  
  
  
  
21

  


- Tak naprawdę to zależy od tego, co zjem, ale to chyba dosyć normalne u każdego człowieka – zaśmiał się, gdy zaczęli tak o tym na poważnie gadać. No i kto powie, że faceci nie są poniekąd obrzydliwi? Bo dopiero co się zdołał poznać z Ryderem, a już gadają o… problemach gastrycznych, jakby to była dla nich codzienność bądź jakby znali się od nie wiadomo jakiego czasu. No cóż, musiał przyznać, że po prostu dawno nikomu się tak lekko mu nie poznawało, co oczywiście było wielkim plusem – bo i też tego mu poniekąd brakowało. Coraz bardziej nie żałował swojej decyzji, aby stać się policjantem – nawet jeśli jednym z czynników był sam w sobie nowy kolega, tak nadal to jest dla niego naprawdę świetnie obrany kierunek w przyszłość.
Gdy zaklaskał, ten ukłonił się wpół. - Dziękuję, dziękuję – uśmiechnął się rozbawiony, choć widać było powagę na twarzy Rydera oraz słychać ją było w jego tonie głosu. No cóż, w sumie wziął ją bardziej z czystego przyzwyczajenia, niźli przewidzenia prawdopodobnego scenariusza odnośnie komisariatu w White Oak. No ale, skoro telefon miał mu tutaj uratować tyłek, to naprawdę zaczął sam sobie w duchu dziękować, że i tym razem nie postanowił jej pozostawić w domowym zaciszu. - Chyba w takim razie lepiej nie zaczynać w ogóle ich rozwiązywać – odpowiedział, nieco zakłopotany. Bo tak prawdę mówiąc, to lubił krzyżówki, ale czy faktycznie w tym miejscu to aż tak było okropnie, tak bardzo ludzie się nudzili, że szukali sobie po prostu czegokolwiek do roboty? Skoro jednak dopiero co mówił, że mu będzie ufał pod każdym względem, tak i teraz postanowi to właśnie uczynić. - Postaram się o tym pamiętać – parsknął pod nosem na koniec, gdy już mowa było o nie szukaniu podstępów. No cóż – poniekąd Grant był w tym po prostu mistrzem, ale skoro tak mu nowy kolega powiedział – tak postara się faktycznie tego nie robić. I tak jest czasem zbyt podejrzliwy w życiu prywatnym, także w zawodowym chciałby sobie tego jednak kompletnie oszczędzić – tak dla zdrowia własnych nerwów i by zaoszczędzić sobie po prostu czasu.
- W sumie rozumiem, bo nie samymi studiami człowiek żyje – wzruszy przy tym ramionami, bo on sam podczas studiowania administracji starał się znaleźć coś bardziej na stałe, a jednak udawało mu się częściej załapać cokolwiek bardziej w stylu sezonowym, czy po prostu dorywczym. To mu jednak nie przeszkadzało, skoro dostawał pieniądze od rodziców w formie alimentów, no ale… to nie temat na teraz!
- Niby straszny materialista ze mnie wychodzi, ale wypadałoby wreszcie odciążyć o chociaż połowę rodziców – wyjaśnił skąd te słowa i z jakiego powodu taki motywator nim kierował, by zdecydować się na wytrzymywanie nawet tutaj, na komisariacie. No i poza tym – kto by nie chciał mieć pracy, gdzie tylko siedzi przy biurku, nie ma nic konkretniejszego do uzupełniania, a z racji czego gra sobie jedynie na telefonie, ma możliwość całego dnia surfowania po internecie (jeśli oczywiście był takim farciarzem, że miał na swoim stanowisku komputer) czy rozwiązuje krzyżówki, a za co dostaje dosyć sowitą wypłatę? No mało co znał takich ludzi, którym by to naprawdę bardzo przeszkadzało – a na całe szczęście, Grant do takich nie należał. Wychodzi na to, że znalazł sobie idealną robotę! - Zobaczymy jak to wszystko będzie wyglądało… Póki co nie zapowiada się nie wiadomo jak koszmarnie – przyznał, jeszcze chwilę rozglądając po miejscu na tyle, na ile jego wzrok sięgał do pewnych punktów, ponownie wracając spojrzeniem na Rydera. - A jak Twoje początki tu wyglądały? – dopytał, bo w sumie był zaciekawiony, jak to było w jego przypadku. Czy wtedy jeszcze mieli co do roboty, czy przywitała go taka sama nuda, jak i jego.
_________________

[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, matt, travis
[instagram]
 
Ryder Westhart


Wysłany: 2018-07-08, 12:09   

- Powiem Ci, że to jednak nie takie oczywiste – odpowiedział od razu zupełnie jakby rozmawiali na jakiś zupełnie normalny temat, a nie zajmowali się kwestiami gastrycznymi i ewentualnymi problemami z nimi właśnie związanymi – Znam osoby, które nawet po super ekstra żarełku po którym ty umierałbyś ze dwa dni czują się genialnie – powiedział rzeczowo głową kiwając, bo rzeczywiście, w swojej talii znajomych posiadał takie osoby. Sam niestety do nich się nie zaliczał nad czym głęboko czasami ubolewał, w szczególności, w sytuacjach takich jakie wymienił w rozmowie z Grantem, ale poradzić też na to nic się nie dało. Wszystko to zasługa miksu genów jego rodziców i ich rodziców i tak dalej i przez to musiał cierpieć, a nie na przykład leżeć sobie w spokoju i odpoczywać zamiast umierać w męczarniach zupełnie jak po jakiejś ostrej imprezie z alkoholem i mieszaniem go w roli głównej.
- Oj już tak nie przesadzaj – powiedział i machnął na niego rozczarowany ręką – Jak nie będziesz po nie sięgał to Ci z mózgu sama papka zostanie – powiedział głową kręcąc, bo jednak spędzając cały swój dyżur na telefonie i oglądając jakieś bzdury to Ryder nie wierzył by to z korzyścią dla rozwoju własnego było. Zresztą sam się o tym przekonał. On pojawił się tu przed Grantem to on mu będzie mówił co jest dobre, a co niekoniecznie. Taki ojciec dobra rada. Tak sobie postanowił przynajmniej. I będzie go karał za nieposłuszeństwo. W końcu to wszystko z troską o nowego kolegę. A tu takich w wieku podobnym do niego niewielu było. A zdawało mu się właśnie, że ten rudowłosy to bardziej pod jego wiek niż jego starszych kolegów jest. Chyba, że jakieś operacje plastyczne... za daleko jego umysł wybiegł, więc otrząsnął się szybko z tego myślowego galopu powracając na planetę Ziemia.
Być może w tym momencie powinien zastanowić się nad jego słowami i sprawdzić czy to nie on obciąża swoich rodziców. Ale dokładnie w tej samej chwili uzmysłowiłby sobie jakim typem ludzi byli jego rodzice i że woleli mu płacić by tu siedział niż sami przyjechać od wielkiego dzwonu sprawdzić co z dziadkiem i od razu mu przechodziły ewentualne wyrzuty sumienia. Poza tym sam zarabiał, więc leżenie i wydzielanie pięknego zapachu mu nie było po drodze – Zbierasz na coś swojego czy coś? – spytał zatem, bo skoro obciążyć rodziców jakoś chciał to Ryder wątpił by chodziło np. o dawanie kasy na kupno lodów w sklepie.
- Nie namawiam. Tylko mówię, że zawsze jest jakieś wyjście. Żeby nie było, że mówię, że jesteś skazany tu siedzieć aż do swoich ostatnich dni na tym świecie – odpowiedział i nawet rozbawiony trochę tym był, bo wiadomo, wyobraźnia działała i mu się od razu zaczęło przed oczami ukazywać jak to Grant ciągle tu przebywa, a lat ma już niemało – Byli w połowie sprawy nad którą współpracowali z posterunkiem w Faye – powiedział – Więc byłem takim trochę pomagierem – ramionami wzruszył, bo akurat swoich początków to miło nie wspominał, bo był bardziej chłopcem na posyłki niżeli policjantem. Był jednak świeżakiem, więc też nie powinien od razu nie wiadomo na co liczyć – Potem uzupełniałem i porządkowałem wszystkie papiery... stąd nieszczególnie jest tu co robić od tamtej pory – dodał na koniec rozbawiony. Bo odkąd to wszystko poukładał, a zajęło mu to kilka dobrych tygodni, to za bardzo nie było za co się łapać. Poza sporadycznymi akcjami i patrolami wieczornymi.
[Profil] [WWW]
 
 
Grant Caldwell






od zawsze w white oak
tutejszy policjant
chcę ciebie na zawsze, nie tylko chwilowo

Wysłany: 2018-08-03, 22:39   
  

  
Miało być tylko raz, spróbowałem cie raz, teraz chce cały czas, miałem już zostać sam, ale chwile ciebie nie ma i odczuwam już twój brak
grant caldwell

  
  
  
  
  
  
21

  


- No wiadomo, zawsze jest jakieś wyjście - potwierdził, niemniej póki co... no nie widział tego. Znaczy, w jego sytuacji to wygląda na zasadzie, iż nie chce mu się wyjeżdżać, zmieniać miejsca zamieszkania i w ogóle... no jest póki co bardzo na nie na takiego typu sprawy. Bo i po co? Poza tym, potrzebuje na ten moment zebrać póki co doświadczenie w zawodzie, a potem dopiero może myśleć o konkretnym rozwijaniu skrzydeł pod jakimkolwiek kątem. Także tym bardziej nie widzi większego sensu w zmienianiu diametralnie decyzji. A już nie mówiąc o tym, że nie wie nawet na jakim mieście mógłby się skupić. No ale! Wiadomo, nie ma co się teraz zastanawiać i obecnie gdybać, skoro jeszcze ma sporo czasu przed sobą.
- Ach, rozumiem - kiwnął przy tym głową, spoglądając na swojego rozmówcę z zaciekawieniem. - Ciekawa sprawa czy nie bardzo? - dopytał moment później, czekając na jego odpowiedź z prawdziwym zainteresowaniem nad ową sprawą. Lubił o takich rzeczach słuchać, także nic dziwnego, że od razu zapytał o to swojego, prawdopodobnie, nowego kolegę. Bo nie miał przecież pewności, czy Ryder będzie chciał utrzymać z nim jakiekolwiek stosunki poza tymi zawodowymi. Co prawda, nie zdziwiłoby go to, ale jednak byłoby jakoś lepiej z faktem, że chciałby się z nim czasem spotkać na piwo. Tak po prostu.
- Mam nadzieję, że niedługo się ponownie trafi taka sprawa - dodał na sam koniec, delikatnie się przy tym uśmiechając. No cóż miał poradzić na to, że chciał się czymś fajnym zająć w nowej pracy – świeża krew to i świeższe spojrzenie i takie tam. No i miał wiele, wiele energii po tym jak się wyleżał i wypoczywał za wszystkie chyba czasy.
- Co w takim razie proponujesz na dzisiejszy dzień do roboty? - zaśmiał się po swych słowach, bo skoro jest już w tej sprawie doświadczony, to może mu coś poradzi, ale takiego... no konkretnego. Żeby było z rozmachem!
_________________

[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, matt, travis
[instagram]
 
Olivia Cavanagh






urodzona w Bostonie, całą duszą w WO
studentka biochemii, kelnerka w Wake up Cafe
Hold me in your arms the way you did last night

Wysłany: 2018-12-02, 21:04   
  

  
It's time to forget about the past to wash away what happened last.
Olivia Cavanagh

  
  
  
  
  
  
19

  


>>> ubranko

Dzień urodzin Granta był dniem szczególnym. Nie tylko dlatego, że na świat przyszedł ktoś, kto robił ją szczęśliwą każdego dnia, ale również dlatego, że to właśnie niemal rok temu Liv zdała sobie sprawę, jak bardzo jej na chłopaku zależy. To wtedy, po wypadku, któremu uległ, Olivia była skłonna przyznać, że zwyczajnie go kochała, czego nie omieszkała się powiedzieć, kiedy chłopak leżał w śpiączce. Co prawda nigdy nie pytała go o to, czy to słyszał (lekarze w końcu mówili, że osoba w śpiączce rejestrowała wiele z tego, co się wokół niej działo), ale na dobrą sprawę nie było jej to potrzebne. Nawet, jeśli nie pamiętał i nie słyszał, z pewnością wiedział, niezależnie do tego, czy mu to Cavanagh mówiła każdego dnia (czego nie robiła), czy nie.
Nic dziwnego, że chciała uczcić ów dzień tak, jak należy. Po pierwsze Caldwell miał skończyć dwadzieścia jeden lat, co oznaczało całkowitą pełnoletność (szkoda, że nie będą mogli razem do barów chodzić, bo niestety Liv na legalu jeszcze nikt nie sprzeda), po drugie to chyba było coś w rodzaju rocznicy? Ewentualnie tylko dla niej.
Tego określonego dnia, a mianowicie dwunastego grudnia zjawiła się na komisariacie, wcześniej niczego nie mówiąc Grantowi. Chciała mu zrobić niespodziankę. Wiedziała, że mógłby mieć problemy z załatwieniem sobie chociaż jednego dnia wolnego, dlatego postanowiła spróbować swoich sił u jego przełożonego, wyjaśniając mu powagę sytuacji (szkoda, że tylko ona ów sytuację za poważną uważała i wcześniej nie skonsultowała niczego z zainteresowanym rudzielcem) i wyciągnąć Granta z pracy, zabierając do miejsca, które powinno mu się spodobać. A przynajmniej taką miała nadzieję.
Znajdując się w budynku, od razu skierowała się do pomieszczenia, w którym urzędował komisarz. Była rada, że po drodze nie spotkała nigdzie Caldwella, bo co, jeśli jej się nie uda? Nie chciałaby robić mu złudnych nadziei. Jeszcze by się chłopak nastawił, a później musiałaby mu powiedzieć, że nic z tego. O nie, nie mogła narazić go na takie rozczarowanie (szkoda, że tego nie przemyślała, stawiając się na miejscu młodego policjanta). Miała zamiar poszukać go dopiero, jak już wszystko będzie ustalone.
Zapukała do drzwi komisarza i po odbyciu krótkiej rozmowy, podczas której głównie Olivia mówiła, dostała zgodę na wyciągnięcie Granta z komisariatu, co zostanie odnotowane, jako jego dzień wolny. Co z tego, że mężczyzna zapewne zgodził się dla świętego spokoju, żeby go Cavanagh przestała zasypywać powodami dlaczego powinien się zgodzić.
Ucieszona, podziękowała, pożegnała się i skierowała się do innej części budynku, chcąc odnaleźć chłopaka. Po drodze spotkała się z ożywioną reakcją niektórych panów, ale co najwyżej się do nich uśmiechała. Chwilę później stanęła przy biurku Granta, pochylonego nad jakimiś papierami.
-Cześć - rzuciła wesoło, obejmując go od tyłu, w tle słysząc gwizdy.
_________________
[Profil] [WWW]
 
Nick: Liv
Multi: Abby, Aaron, Adrian, Alex, Cassie, Max, Maya
[szafa]
 
Grant Caldwell






od zawsze w white oak
tutejszy policjant
chcę ciebie na zawsze, nie tylko chwilowo

Wysłany: Wczoraj 1:36   
  

  
Miało być tylko raz, spróbowałem cie raz, teraz chce cały czas, miałem już zostać sam, ale chwile ciebie nie ma i odczuwam już twój brak
grant caldwell

  
  
  
  
  
  
21

  


61

Tak bardzo był zabiegany i zalatany z racji otrzymania od Fayetteville paru spraw, skoro i tak w White Oak za wiele się nie działo, przez co tutejsza policja siedziała w założonymi rękami, nie mając pojęcia cóż ze sobą począć, iż totalnie wypadło mu z głowy coś takiego jak urodziny czy wcześniejsze dogadanie się z Olivią co do spędzenia jakoś tego szczególnego dnia. I nie przyznałby się do tego naturalnie na głos, ale ów dzień również traktował jako forma rocznicy – ale naprawdę, nie powiedziałby komukolwiek o tym, pewnie i nawet samej Liv – znany był z tego, że raczej nie stać go na romantyczne gesty, także wolałby pozostać przy takiej opinii. Nie, że traktował to jako coś mało męskiego, niemniej... no on siebie w takiej roli nie widział, po prostu (co z tego, że jednak potrafił odwalić coś w takim stylu właśnie dla tego wyjątkowego rudzielca? To już inna sprawa!).
Z tej też racji kompletnie nie pomyślał o niespodziewanych odwiedzinach przez dziewczynę w jego miejscu zatrudnienia, całkowicie oddając się papierkowej robocie oraz poszukiwaniu jakichkolwiek informacji dla policji z Fayetteville, co by pomóc kolegom z fachu w rozwiązaniu niektórych spraw. Zresztą, nie tylko on był taki zapracowany – chyba cały komisariat, jak jeden mąż, ruszyli do roboty, bo chyba już wszystkim ewidentnie dokuczało to rozleniwienie się. I chociaż fajnie tak posiedzieć przez pierwszy tydzień, maksymalnie dwa tygodnie, tak później jest to cholernie męczące, mogące doprowadzić do szybkiego wypalenia się zawodowego, a czego chciał koniecznie uniknąć Caldwell. Nie po to tyle przeszedł, aby zaraz zrezygnować z posady funkcjonariusza policji z racji czegoś takiego.
Jednak do tego doszło – to niezapowiedzianym przybyciu na komisariat policji. Nikt nic nie wspominał – może też i dlatego, iż nie był za bardzo wylewny co do swojego życia prywatnego, ale już mniejsza o to. Wystarczyło, że poczuł jak ktoś go obejmuje od tyłu, chwilę później słysząc głos właścicielki. Uśmiechnął się pod nosem, nie przejmując się pogwizdywaniem kolegów z pracy. - Hm... Niech zgadnę - rzucił, nadal się nie obracając, ani na nią nie spoglądając przez ramię w jej kierunku. - Czyżby to była... o nie, to nie możliwe! - udał zaskoczonego swym odkryciem, będący przy tym pełnym radości oraz wszechogarniającego szczęścia. - Czyżby to była moja dziewczyna? - rzucił głośniej, nadal nie przejmując się ludźmi, którzy na nich patrzyli. Zaraz potem chwycił ją za rękę, okręcając tak, by znalazła się przed nim. - No cześć, piękna. Co Cię tu sprowadza? - zapytał od razu, chcąc wiedzieć czy coś się stało, czy może tak po prostu przechodziła i postanowiła go odwiedzić w środku dnia jego zmiany.
_________________

[Profil] [WWW]
 
Nick: patsy
Multi: daniel, matt, travis
[instagram]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
FORUM PRZYSTOSOWANE DO PRZEGLĄDARKI CHROME
Strona wygenerowana w 0,19 sekundy. Zapytań do SQL: 8