Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki III
Autor Wiadomość
Vanessa Harrington
[Usunięty]

Wysłany: 2018-03-05, 21:00   

Wzdrygnęła się nieco na samą myśl, że ktoś serio potrafi tak głowę przekręcić. Nie żeby nie widziała wygimnastykowanych ludzi, ale żeby aż tak?
- No cóż, powiedziałabym... czy też raczej miała nadzieję, że opętani nie są, ale to by mnie nie powstrzymało od pierwszej odruchowej reakcji, której pisk wziąłby ich za takich - była kulturalna i w ogóle, ale nad odruchami to jednak ciężko zapanować. Zwłaszcza jak człowiek się wszak nie spodziewa.
- Ach, tak? Ostrożności masz więcej niż ja bo skoro zdradziłam Ci coś ze swoich zainteresowań to skąd mam pewność, że dzisiaj dasz mi odejść, ale za kilka dni dopadniesz w stadninie? - morderca i prześladowca to widać temat wieczoru. Nie jej wina, że taki z niego tajemniczy mężczyzna. Aż się zastanawiała co takiego pisał na tej całej aplikacji. Może zapyta później Dante to czegoś się dowie. Z drugiej strony trochę wątpiła albowiem Wes lubił trzymać osobiste informacje dla siebie. I już sądziła, że czegoś się dowie, a ten wypalił z czarnoksiężnikiem. W pierwszej więc chwili była zdziwiona skąd to się wzięło, a moment później się zaśmiała, gdy rozeszło się o brak talentu do gotowania. - Pewnie nadzieja i gadka o tym, że co Nowy Rok jest co dwanaście miesięcy, wcale Cię nie pocieszy. Zawsze możesz wybrać inną opcję jak hmmm... pomyślmy... Jak umówienie się przez aplikację na randkę z profesjonalną kucharką, które mogłaby Cię co nieco nauczyć - ot, tak małe, niby to niewinne przypomnienie. Tym samym najwyraźniej nie miałaby problemu aby zaoferować lekcje gotowania ze swej strony. Spełniłby przynajmniej w jakiejś części swe postanowienie noworoczne. - Po raz drugi to sam się musisz przekonać - jak on mógł być tajemniczy to i ona ze swym uśmieszkiem. Co prawda potem zawsze gorzej szło, ale wcale nie musiał o tym wiedzieć. Jeśli przyjdzie im w coś grać to być może sam się kiedyś przekona.
- Sam widzisz. Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt, więc ciężko stwierdzić. Może i z niektórych da się to od razu wyczytać, ale jak palniesz coś takiego i okaże się, że inaczej jest to wyjdzie się zaraz za nietolerancyjnego gbura - człowiek by się mógł obrażony poczuć, gdyby po wyglądzie stwierdzono jego orientację, a co dopiero błędną. Wolała więc na zimne dmuchać. - Nie, że lżej... no dobra, jak się przyznałeś to może troszkę lżej bo to zawsze jakaś informacja do przodu - przynajmniej czegoś się dowiedziała, a żeby miał satysfakcję z przyznania się to odetchnęła teatralnie by pokazać jak to niby dobrze wiedzieć.
 
 
Wesley Thornberry






...
...
...

Wysłany: 2018-03-05, 21:50   
  

  
...
...

  
  
  
  
  
  
99

  


- Twoja reakcja wydaje się całkowicie naturalna – przyznał – W końcu nie każdy posiada taki dar, chociaż z darem to nie wiem czy cokolwiek ma wspólnego, a nawet czy obok niego stało – dodał zaraz marszcząc czoło, bo jednak nie do końca mu się wydawało, że słowa wypowiedziane przez niego miały cokolwiek wspólnego z faktami i ogólnie posiadaną przez ludzkość wiedzą – Chociaż – powiedział jak już wyobraźnia odpłynęła mu na głębokie wody i różne obrazki przed oczami zaczynał posiadać – W dzień to pewnie jeszcze nie wyglądałoby to tak strasznie – przyznał – Pomyśl sobie jak to musiałoby wyglądać jakbyś szła nocą wśród ludzi, no dobra, między dwoma grupkami znajomych i wołają kogoś z tej grupki przed Tobą i taki ktoś posiada tą umiejętność obracania całkowicie głowy – powiedział i aż się wzdrygnął – Może bym nie piszczał, ale odskoczyłbym na pewno – głową pokiwał, bo w końcu sam obraz go już przerażał, to co byłoby jakby faktycznie taka sytuacja miała miejsce.
- Skoro już teraz mi to zdradziłaś to teraz musisz mieć tylko nadzieję, że jednak okażę się być całkiem normalnym gościem – odpowiedział jej na to, bo tylko to mógł jej ze swojej strony przekazać. W końcu nawet jeśli złożyłby w stosunku do niej obietnicę to przecież mogła nie dać jej wiary. Nie znali się, a przynajmniej ona nie znała jego, on znał ją... troszkę bardziej, bo kilka rzeczy o niej wiedział. Nieistotne nawet było to, że te dane, które posiadał nie wyszły od niej. Więc był minimalnie w lepszej sytuacji od niej. Chociaż wątpił też, że jeśli okaże się faktycznie prześladowczynią jej brat, z którym jak się dzisiaj okazało rozmawiał, z pewnością by o tym nie wspomniał. W końcu siostra prześladowczyni to słaba reklama kiedy szukało się jej domniemanego chłopaka. I kiedy wypowiedziała następne zdanie uzmysłowił sobie to, że... sam zaproponował właśnie następne spotkanie! Pewnie gdyby nie siedziała naprzeciw jego dłoń spotkałaby się z jego czołem – Na to nie wpadłem – przyznał szczerze – Co oznacza, że automatycznie skazana jesteś już na następne spotkanie ze mną – zapowiedział – Nie wiem czy powinienem wspominać, że akurat za to następne Ci zapłacę – przyznał rozbawiony – Ale nie upieraj się, że zrobisz to po dobroci. Nie wiesz na jakim poziomie jestem – dodał znacząco na nią patrząc, bo wiedział jak poniżej poziomu morza potrafi, a raczej nie potrafi gotować – Czyli pewnie nie idzie już tak świetnie – i skwitował to wszystko rozbawieniem na twarzy.
- Dobrze wiedzieć – powiedział i nawet zaśmiał się krótko. Po tym stwierdzeniu nie trudno było sobie uzmysłowić, że całe to spotkanie szło w dobrą stronę. Pewnie dlatego, że obiecane miał spełnienie swojego postanowienia noworocznego w kwestii nauki gotowania. Albo dlatego, że Vanessa okazała się być dobrą rozmówczynią. I dzięki której otrzymał kilka cennych pomysłów na skecze, które w najbliższym czasie z pewnością wykorzysta. Ich spotkanie jednak musiało kiedyś dojść do końca. Picie, które mieli skończyło się, o jedzeniu mogli zapomnieć, bo już dawno zaczęło zalegać na ich żołądkach, a sama knajpa zaczynała się robić mniej zaludniona. Na do widzenia Wesley podarował Vanessie swój numer by odezwała się do niego w sprawie nauki i by nie myślała, że pisze do niej jakiś prześladowca w momencie kiedy sama by mu ewentualnie swój numer w celu wspomnianym wcześnie podarowała. I obiecał, że będzie czekał aż dojrzeje ona do decyzji, w której jego poniżej poziomu morza umiejętności będzie chciała podnieść na chociaż minimalny poziom morza.
/zt x2
[Profil] [WWW]
 
 
Tonya Palmer
[Usunięty]

Wysłany: 2018-04-15, 13:01   

    1
Kiedy dobra znajoma zadzwoniła do niej czy chciałaby się wybrać z nią i jej przyjacielem na lunch, nie widziała żadnych, po prostu żadnych powodów ku temu, aby odmówić. Ot, od razu przytaknęła ochoczo, mówiąc, że na pewno uda jej się wyrwać z kwiaciarni na godzinę i wcale nie kłamała. Koło południa powiedziała, że chciałaby wyskoczyć coś zjeść i kiedy tylko otrzymała zgodę, od razu zrzuciła fartuszek, zmieniła buty, chwyciła za torebkę i ruszyła w kierunku włoskiej knajpki, w której miała ją zastać. Z tego co się orientowała to już mieli czekać na miejscu, więc Tonya nie zwlekała, szybko sunąc na miejsce. I gdyby wiedziała kogo tam spotka, gdyby wiedziała kto jest tym przyjacielem, prawdopodobnie skłamałaby, że jest chora, że się czymś struła, że nie pozwolono jej wyjść, wszystko, byle nie pojawić się na miejscu. Niestety jednak, nie wiedziała, nie posiadała żadnych magicznych zdolności, co miało już zaraz zaprowadzić ją ku zgubie.
Bardzo radośnie ruszyła do stolika, w którym to dostrzegła znajomą i od razu położyła na krześle swoje rzeczy. A dopiero potem spojrzała na jej towarzysza i poczuła, jak zalewają ją zimne poty, strach, przerażenie. Jeff. Ten sam Jeff, któremu kilka dni wcześniej uciekła z łóżka nad ranem, nie wiedząc, jak się zachować. I na dobrą sprawę nie do końca rozumiała co spowodowało jej ucieczkę, jednak w tym momencie nie miało to najmniejszego znaczenia. Koniec był taki, że uciekła, a teraz stała obok swojego krzesła, tego, stojącego naprzeciwko mężczyzny i nie wiedziała, jak się zachować. Bardzo, bardzo mocno chciała po raz kolejny uciec...
 
 
Jeff Hemingway
[Usunięty]

Wysłany: 2018-04-22, 20:11   

Gdy jego koleżanka zaproponowała zostawienie dzieciaków na chwilę w jakiejś Fantazji czy innym miejscu, gdzie prowadzono animacje dla dzieciaków i wybranie się w tym czasie na lunch, naprawdę się ucieszył. Ostatnie prawie dwa tygodnie spędził z Josie w domu, bez wyjścia choćby do ogrodu czy na plac zabaw w parku, bo dziewczynka nabawiła się jakiejś paskudnej grypy i miała gorączkę, która wcale nie chciała dać się opanować tak prosto. Nic dziwnego więc, że zarówno Jeff, jak i mała byli naprawdę zachwyceni perspektywą wyjścia w końcu z domu i zaznania odrobiny rozrywki i zabawy. Potrzebowali tego jak niczego innego po ponad dziesięciu dniach jedzenia niedobrych zupek i oglądaniu bajek na jedynym sensownym kanale. O ile Josie była nimi w większości zachwycona, o tyle Jefferson miał wrażenie, że od oglądania tych produkcji mózg wypływa mu uchem już pierwszego dnia. I miał rację, było bardzo miło i cieszył się, że znajoma chciała się spotkać, zapominając nawet, że jeszcze miała dołączyć do nich jakaś jej koleżanka, której nie znał. Zdążył już nawet zamówić sobie jakiś kolorowy napój albo kawę i część opróżnić, gdy tak na nią czekali, a gdy w końcu się zjawiła… Cóż, Hemingway był w ciężkim szoku na jej widok. Poznał ją od razu - dziewczyna była tą samą, którą kilka tygodni temu poznał w barze, gdy małą oddał swoim rodzicom na dwa dni i w końcu miał okazję wyjść na piwo. Pamiętał doskonale, że spędzili czas bardzo miło, ale… Rano gdy się obudził, już jej nie było. Ich towarzyszka jednak nie miała pojęcia o tym, że ta dwójka się zna i automatycznie chciała ich sobie przedstawić. - Obawiam się, że my już się poznaliśmy - odparł, trochę bardziej oschle, niż powinien, mierząc ją wzrokiem, rozważając nawet wyjście z lokalu, by nie robić żadnej szopki.
 
 
Tonya Palmer
[Usunięty]

Wysłany: 2018-04-28, 22:00   

Chciała cokolwiek powiedzieć, naprawdę. Tak bardzo jak teraz chciała jakkolwiek odpowiedzieć na słowa, kilka tygodni temu chciała wrócić i wyjaśnić. Nie potrafiła jednak, zbyt zawstydzona swoim postępowaniem, mając cichą nadzieję, że uda jej się nigdy więcej na Jeffa nie wpaść. Jak się jednak okazało, po raz kolejny w jej życiu, to, że o czymś marzyła wcale nie oznaczało, że się spełni i prędzej czy później musiało dojść do ich konfrontacji. I oczywiście ze szczęściem Tonyi miało to miejsce chwilę po zdarzeniu, kiedy wspomnienia wciąż były żywe, a jej poczucie winy… Cóż, przeogromne, nie ma się co okłamywać.
Objęła się mocniej ramionami, spoglądając to na ich wspólną znajomą, to na samego Jeffa, walcząc ze sobą o wyduszenie jakiegokolwiek słowa, ale nie potrafiła. Uciekała zawstydzona wzrokiem, czując, jak jej policzki czerwienieją coraz bardziej. Czy można było umrzeć z zawstydzenia? Jeśli tak, to szatynka chyba właśnie to przeżywała.
Zachęcana przez znajomą usiadła w końcu na miejscu, niepewnie unosząc wzrok, którym obdarzyła Jeffa, zastanawiając się jak bardzo nią gardził w tym momencie. Sądząc po jego tonie głosu najbardziej na świecie i wcale mu się nie dziwiła, co nie oznaczało jednak, że łatwo jej było to zaakceptować. Nienawidziła sytuacji kryzysowych, a czuła, że to spotkanie zalicza się do właśnie takich i wcale nie pomagało jej to opanować emocji.
 
 
Rosie Heffernan






Galway, White Oak, Boston i znowu White Oak
dochodzi do siebie po wypadku
i przez Grega ma mętlik w głowie

Wysłany: 2018-09-20, 20:57   
  

  
I walk this empty street On the boulevard of broken dreams Where the city sleeps And I'm the only one, and I walk alone
Rosie Heffernan

  
  
  
  
  
  
29

  


- Nawet się nie waż! - Rosie uniosła palec do góry w groźnym geście, gdy tylko zauważyła, że Gregory już się przymierza do tego, żeby złapać za jej wózek i podprowadzić ją do stolika. Życie z Heffernan zdecydowanie nie było proste, a już zwłaszcza nie wtedy, kiedy włączał jej się tryb Zosi Samosi... czyli w większości wypadków. Ale poradzić sobie z dotarciem do stołu w ogrodzie jeszcze sobie potrafiła i naprawdę wystarczyło jej pełnych współczucia spojrzeń - w końcu to nie na nich miała się dzisiaj skupiać. Gregory chciał jej pokazać, jak wyremontował swój dom, więc mieli jechać do niego po wspólnym obiedzie na mieście. Zapewne zaczęłabym już bezpośrednio tam, ale nie masz w profilu linku, dlatego też uznałam, że w sumie Rochester może się trochę wykosztować, dlaczego nie? W końcu, choć po jego oświadczynach nie poruszali już tematu swojego związku albo jego braku, to jednak widywali się co raz częściej, na stopie nie do końca wiadomo jakiej. Dzisiaj Jamie pojechała wraz z ojcem do babci, więc można powiedzieć, że mieli dla siebie całe popołudnie, a Rosie nie miała nic przeciwko wyrwaniu się z domu.
- Coś ci pokażę - oznajmiła, kiedy Greg potulnie znalazł się już po drugiej stronie stołu, bo nie chciała, by nagle zaczął jej śpieszyć z pomocą. Zatrzymała wózek niedaleko krzesła, z ogromnym trudem wstała z niego i zrobiła kilka kroków, żeby następnie usiąść na swoim miejscu. I choć mogło się wydawać to niewiele, dla niej, gdy po raz drugi przechodziła przez terapię, każdy krok był na wagę złota. Miała już dość tego, że na każdym kroku musiała prosić o pomoc i chciała stać się wreszcie samodzielna.
[Profil]
 
 
Gregory Rochester






WRÓCIŁ PONAD ROK TEMU NA STARE ŚMIECIE
UKŁADA SOBIE NA NOWO ŻYCIE POZA WOJSKIEM
PRÓBUJE DOTRZEĆ DO ROSIE

Wysłany: 2018-09-24, 14:30   
  

  
GDYBYM MIAŁ GITARĘ, TO BYM NA NIEJ GRAŁ
Gregory Rochester

  
  
  
  
  
  
31

  


Bezradnie rozłożył ręce, zaprzestając jakiejkolwiek pomocy, upartej Hefferman. Uśmiechnął się mimowolnie kącikiem ust, bo jej zaciętość teraz i spojrzenie trochę go rozbawiły, nawet jeśli byłoby to poważniejsze jak mógłby sądzić. Cóż, powinien przyzwyczaić się już dawno do tego, że ona wszystko chciała robić sama, jednak co mógł zrobić, jak ręce same pchały się do tego wózeczka i chciały ją przemieścić. Co zrobić. Odstąpił jednak szybko, szczególnie, że ten palec wystawiła groźnie. – Dobrze, już dobrze. Mamy stolik przy oknie – zaznaczył tylko ze spokojem, puszczając ją pierwszą. Oczywiście mógłby coś ugotować w domu i tam ją nakarmić, ale pomyślał, że im więcej będzie wychodzić do ludzi tym lepiej. Być może dla obydwojga na lepsze im to wyjdzie, bo on też mógłby się takim odludkiem jeszcze zrobić. Odnalezienie się po wojsku trochę mu zajęło, także dobrze, że nie poszło to w tą właśnie stronę i był całkiem normalny i towarzyski. Jakby wcale nie spędził piekła na froncie czy w ogóle pół swojego życia w Armii. Ten temat już dawno był za nimi. W sumie łatwiej się żyło przy niej, jak nie musieli już poruszać tego tematu, który od zawsze był takim utrudnieniem między nimi. Cóż teraz mieli ten nieszczęsny wózek i jej problem z nogami. Ale co zrobić. On w odróżnieniu od niej miał więcej pokładów cierpliwości. Nawet jak kiedyś jednorazowo mu odwaliło z tymi ostatnimi oświadczynami. Teraz starał się spędzać z nią jak najwięcej czasu, bo sprawiało mu to pop prostu przyjemność, a nie, że musiał. Już zamierzał się do zajęcia miejsca po drugiej stronie stołu, kiedy wypaliła z tym pokazem – niespodzianką? Patrzył na nią w skupieniu, choć pewnie ciągnęło go by ją przytrzymać chociaż. Ale w tym przypadku wiedział, że nie może i zachował kamienną postawę. Udało się, a on był świadkiem poprawy u niej i zajęcia miejsca samej na tym krześle, aż kiwnął głową z uznaniem i uśmiechnął się ciepło. W spojrzeniu miał pewnie małe iskierki, bo jednak o niczym innym teraz nie marzył, jak odzyskanie przez nią takiej sprawności, żeby czuła się w końcu ze sobą dobrze. Już nie wspomnę o tym, że brakowało mu większych zbliżeń z nią, ale nie chciał jej z tym naciskać i czekał, nawet jeśli nie raz powodowało to w nim spore spięcie. Życie w celibacie nigdy nie było dla niego. I każdy prawdziwy facet tak ma. Usiadł sam w końcu. Splótł o siebie ręce.
- Cieszę się, że nie przestajesz walczyć i widać postępy – powiedział wolno, łagodnym tonem i podsunął kartę pod jej nos. Oczywiście nie dosłownie. Ale znalazła się przy końcu stolika przy niej. – Wybierz cokolwiek tylko zjesz, ja stawiam – dodał.
_________________
[Profil]
 
 
Rosie Heffernan






Galway, White Oak, Boston i znowu White Oak
dochodzi do siebie po wypadku
i przez Grega ma mętlik w głowie

Wysłany: 2018-10-08, 22:30   
  

  
I walk this empty street On the boulevard of broken dreams Where the city sleeps And I'm the only one, and I walk alone
Rosie Heffernan

  
  
  
  
  
  
29

  


Nie dało się ukryć, że pod wieloma względami byli naprawdę niedobraną parą: on najchętniej wyręczałby ją we wszystkim, ona zaś wszystko wolałaby robić sama. Z drugiej strony, z takim uparciuchem jak Heffernan, trudno było dojść do jakiegoś konsensusu czy chociaż kompromisu - bo gdyby zapytać ją o zdanie, to pewnie powiedziałaby, że dla niej to spory wysiłek w ogóle kogoś do siebie dopuścić, nawet, jeśli z drugiej strony mogło to zostać odebrane zupełnie inaczej. I pewnie właśnie dlatego chociaż Gregory'emu mogło się wydawać, że od dłuższego czasu stoją w miejscu, to dla Rosie pokonali naprawdę olbrzymią drogę.
- Jamie jeździ ze mną na terapię. To naprawdę strasznie motywuje, bo przy niej nie mogę pokazać, że coś jest za trudne - inna sprawa, że wrodzona (i wręcz chorobliwa) ambicja nie pozwalały jej wrzucić na luz i dać z siebie mniej, niż sto pięćdziesiąt procent. Niemniej, to jej córeczka była jej głównym powodem, dla którego chciała wrócić przynajmniej do częściowej sprawności: widziała, jak mała się denerwuje, za każdym razem, kiedy przychodziło jej patrzeć na to, jak mama znowu zmaga się ze swoimi ograniczeniami. - Tak właściwie, to nie jestem zbytnio głodna - przyznała i to wcale nie dlatego, że stwierdzenie ja stawiam działało na nia jak płachta na byka. - Jak mi zaraz powiesz, że muszę jeść, to przysięgam, że cię kopnę pod stołem, a uwierz mi, dam radę. I bez tego strasznie przytyłam - tak, to był ten moment, kiedy Rochester powinien z czystej uprzejmości zapewnić ją, że jest inaczej. Brak ruchu i ciągłe siedzenie sprawiły, że Rosie przestawała przypominać chodzący worek na kości, a zaczynała wyglądać jak człowiek, jednak dla kogoś, kto trenował przez całe życie i liczył każdą kalorię, to było coś. - Naprawdę już całkiem skończyłeś remont? - szybciutko zmieniła temat, żeby poprzedniego nie mógł pociągnąć zbyt długo.
[Profil]
 
 
Gregory Rochester






WRÓCIŁ PONAD ROK TEMU NA STARE ŚMIECIE
UKŁADA SOBIE NA NOWO ŻYCIE POZA WOJSKIEM
PRÓBUJE DOTRZEĆ DO ROSIE

Wysłany: 2018-10-30, 09:31   
  

  
GDYBYM MIAŁ GITARĘ, TO BYM NA NIEJ GRAŁ
Gregory Rochester

  
  
  
  
  
  
31

  


Cóż, pewnie już trochę zdystansował się do tego. Z tą pomocą. Bo pewnie jak na początku ciężko mu było ogarnąć, co może, a co nie, to teraz był bardziej mądrzejszy w tym temacie i wiedział, że nie może za nią wszystkiego robić. Wiadomo czasem polegał na tym polu, aczkolwiek raczej ogólnie dawał jej drogę wolną w wielu rzeczach, choć ręce go świerzbiły by zrobić to za nią? Jakoś tak musiało to wyglądać. Zresztą spędził z nią tyle czasu swojego życia, że wiedział jaki uparciuch z niej był. Chociaż ciągle miał nadzieję, że ludzie faktycznie się zmieniają i dopuści go do siebie jeszcze bardziej i nie będzie miała takich oporów już do wszystkiego. Być może nie do końca ogarniał czy stoją w miejscu czy też i nie. Może wewnątrz się coś w niej zmieniało, ale i tak jedną wiadomą było dla niego to, że jeszcze nie poszła z nim do łóżka, co bolało strasznie. – Jamie z pewnością jest dla ciebie takim zapalnikiem do działania – rzucił w półuśmiechu, bo wiedział, że to dla niej stara się najbardziej. Córka jest dla niej najważniejsza.
Nie? Nie jest głodna? Pewnie zrobił zaskoczoną odrobinę minę i wyciągnął szyję do góry bardziej, zakładając palce rąk o siebie przed sobą na stole. – Wiesz zazwyczaj jak umawiasz się z kimś do knajpy czy restauracji tutaj chodzi o to, żeby coś razem zjeść – zauważył oczywistość i aż musiał odetchnąć i wziąć w usta coś więcej powietrza. – Jak dla mnie to wyglądasz teraz seksownie i naprawdę kobieto – mruknął. Te dodatkowe kilogramy w końcu sprawiły, że przypominała bardziej kobietę i jej walory tylko się uwidoczniły. Przedtem była właśnie za chuda. Teraz była idealna.
Zmieniła temat i postanowił odpuścić. Przytaknął głową i skoro już tutaj przyszli do pewnie coś sobie wybrał z karty i jak tylko jakaś kelnerka podeszła, to zamówił sobie coś dobrego. Zawsze potem się może z nią podzielić, jak zmieni zdanie w trakcie. – W końcu wszystko zakończone i doczekałem się własnego domu z prawdziwego zdarzenia. Teraz tylko jest jeden problem… - tutaj urwał i spojrzał na nią uważnie. – Dom jest za duży dla mnie samego – dodał wolno, oczywiście nawiązując do tego, że brakuje w nim kobiety i jego rodziny. Ale kto wie jak to się potoczy za jakiś czas. Już wystarczy jej propozycji pewnie jakichś poważnych i nie może jej wprost zaproponować zamieszkania z nim, bo nie do końca był pewny nawet czy ona tego chce.
_________________
[Profil]
 
 
Rosie Heffernan






Galway, White Oak, Boston i znowu White Oak
dochodzi do siebie po wypadku
i przez Grega ma mętlik w głowie

Wysłany: 2018-11-06, 09:47   
  

  
I walk this empty street On the boulevard of broken dreams Where the city sleeps And I'm the only one, and I walk alone
Rosie Heffernan

  
  
  
  
  
  
29

  


Nigdy nie oczekiwała, że ją zrozumie - zbyt bardzo się różnili, aby to było wykonalne. Jedyne, o co prosiła, to akceptacja z jego strony. Tak samo jak ona zdawała sobie sprawę, że aż świeżbią go palce, żeby w czymś ją wyręczyć i z natury nie potrafił trzymać się na uboczu, tak też i Rosie miała swoje odchylenia, które musiał uszanować, teraz nawet bardziej, niż zwykle. A jeśli chodziło o łóżko? Cóż, powiedzmy sobie szczerze, jeszcze troche musiał na to poczekać. I nie tylko ze względu na jakąś blokadę w głowie Rosie, a przez stan jej zdrowia. Każdy ruch był dla niej ogromnym wyzwaniem, a zamiast przyjemności, mogłaby z tego wynieść tylko kupę bólu.
- Zawsze mogę zjeść sałatkę - zauważyła, nie chcąc wdawać się z nim w niepotrzebne przepychanki. Z drugiej strony, kiedy spotykali się wcześniej takie potrawy były dla niej codziennością i nie raz i nie dwa nasłuchała się z jego strony, że sałatka to nie posiłek, więc może jednak nie potrafiła tak całkiem odpuścić. - Acha, czyli uważasz, że przedtem nie byłam ani seksowna, ani kobieca? - złapała go za słówka, unosząc brew do góry. Okej, nawet ona zdawała sobie sprawę, że przypomina bardziej chodzący worek kości, niż człowieka, a w innych ludziach sam jej widok budzi odruch chęci dokarmienia jej, ale niekoniecznie miło to było słyszeć z ust byłego narzeczonego. Cóż z tego, że nadal była chudziutka i wciąż pewnie miała niedowagę - nie była przyzwyczajona do takiego wyglądu.
Oczywiście, że złapała aluzję. Czasami miała wrażenie, że wszystko co do niej mówił nie było ich pozbawione, może dlatego nauczyła się je trochę puszczać mimo uszu. Wiedziała, że gdyby tylko chciała, dom Gregory'ego stał otworem dla niej i dla Jamie. Cały problem w tym, że Rosie tradycyjnie nie miała pojęcia, czego tak właściwie teraz jej potrzeba. Nie mogła w końcu powiedzieć, że mieszkanie z jednym byłym narzeczonym jej służyło - czuła się tam nieco skrępowana, nieustannie potrzebowała pomocy, a między nimi było conajmniej dziwnie. Z drugiej strony, nie wydawało jej się, by przeprowadzka do drugiego byłego narzeczonego miala rozwiązać jej problemy. I tak właśnie utknęła w martwym punkcie. - Może powinieneś przygarnąć sobie kota? - zasugerowała, strając się jakoś uciec od odpowiedzi "na temat". - Zawsze tego chciałeś. Aż się rwałeś do koszenia trawnika - zaśmiała się, bo to w końcu to żadna tajemnica, że podczas gdy Rochester marzył o własnym domku z ogródkiem, najlepiej w White Oak, Rosie lepiej czuła się w mieszkaniu, gdzieś w wielkim mieście.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Image Map
FORUM PRZYSTOSOWANE DO PRZEGLĄDARKI CHROME
Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 7