Poprzedni temat «» Następny temat
Fontanna
Autor Wiadomość
Ian Herondale


Wysłany: 2018-04-20, 15:53   

Nie można jej się dziwić, a przynajmniej jej irytacji. Gdyby taka Gaja zwinęła mu coś ważnego, to sam byłby wkurzona. Miał jednak tyle szczęścia, że choć kochana, jego psina była głupia jak but i nie wpadłaby na coś takiego. Wolała zająć się kolejną rośliną, do której jeszcze nie udało jej się dostać, i obgryzać jej liście. Tyle dobrego, że zauważyła już różnicę miedzy igłami i liśćmi, i to po tym, jak próbowała wsadzić sobie w pysk kaktusa. Przynajmniej w dobrym momencie doszła do wniosku, że to kiepski pomysł i obyło się bez dramatów. I choć jego psy nie były najlepiej ułożonymi na świecie, wręcz przeciwnie, nadal wolał je od kotów. Nie, żeby miał coś do tychże futrzaków, kochał je prawie tak samo mocno, ale nie chciałby mieć swojego w domu. Szczególnie po tym co dzisiaj miał okazję zauważyć, czyli złodziejskie czarne coś, które nie miało szacunku do własności swojej właścicielki. Z drugiej strony, gdyby wiedział jakie znaczenie miała broszka dla Eris, być może byłby nawet w stanie stwierdzić, że tak naprawdę oddał jej przysługę. Inną sprawą było to, że w życiu nie powiedziałby tego na głos, obawiając się reakcji kobiety. Z liceum zapamiętał jedno, lepiej nie nacisnąć jej na odcisk. Co już i tak kiedyś zrobił, próbując się do niej zbliżyć. I to wcale nie dlatego, że chciał ją poderwać, okej? Po prostu był przyjacielskim nastolatkiem.
- I tu mnie masz, z moim husky biegam z rana. Nie wyobrażam sobie przebieżki bez jej towarzystwa, kot mógłby go nie dotrzymać – wzruszył ramionami, uważając, że nie ma co się za bardzo rozwijać na temat swojego prywatnego życia. To tylko taki mały szczegół, który nawet nie przedstawiał żadnego specjalnego znaczenia. W ogóle stwierdził to tylko dla podtrzymania rozmowy, bojąc się, że cisza, która zapadnie będzie zbyt niezręczna i wszystko się zepsuje. Nie, żeby było jakoś wspaniale, nie ma co się oszukiwać. Ale to było zawsze coś. Co do tego chwalenia, akurat Herondale by się kłócił. W takim razie chyba nie należał do większości. Ale to dobrze.
Pokiwał głową, zapamiętując opis broszki. Nawet pobieżny był ułatwieniem. No i była błyszcząca, to już coś, może jego teoria akurat się sprawdzi. Starał się nie skupiać na samej Lennox, a tylko na celu. Znaleźć element biżuterii, który czarny kot może akurat gdzieś opuścił. Tak, to nie miało szansy się udać.
- Takie przyzwyczajenie. Nie lubię, kiedy ktoś mnie może źle zrozumieć. I co sprawia, że uważasz mnie za pewnego siebie? – czy tam wyglądającego na pewnego siebie, bez znaczenia. Wywrócił oczami, odrywając wzrok od kobiety. Chyba wcale się nie zmieniła przez ostatnie lata, tylko podeszła do niego z jakimś… Mniejszym zamknięciem. Patrzcie państwo jak potrzeba pomocy i chęć jej udzielania zbliża do siebie ludzi. – Dość mocno. Nie sądziłem, że to się kiedykolwiek wydarzy.
Przyznał po chwili, z jakimś takim całkiem zabawnym uśmiechem na twarzy, trochę nonszalanckim, trochę pełnym satysfakcji. I to prawda. Uważał, że taki dzień nigdy nie nadejdzie.
_________________
[Profil] [WWW]
 
 
Eris Lennox






White Oak
barmanka, wokalistka
I'm being haunted by a whisper. A chill comes over me

Wysłany: 2018-05-05, 20:24   
  

  
Spinning in chaos, trying to escape the flame. Yesterday is gone
Eris Lennox

  
  
  
  
  
  
28

  


Trafienie na człowieka, z którym w przeszłości nie łączyło jej nic więcej, jak irytacja, którą w niej wywoływał, było dziwnym doświadczeniem. Na tyle, by zmienić do niego nastawienie. A może wcale nie chodziło o jej lekkie zaskoczenie, którego nie pokazała, a o fakt, że pod pewnymi względami zmieniła się sama Lennox? Nadal była zdystansowana, nadal zdawała się być nieosiągalna, ale już nie w tak zaborczy sposób, w jaki była jeszcze kilka lat temu. Zdobyte przez te wszystkie lata doświadczenia ukształtowały ją na tego, kim była teraz – niezależną kobietę, która umiała o siebie zadbać. Nie była już tak wystraszona, jak była dawniej. Nie obawiała się o to, co mogliby powiedzieć ludzie, gdyby wydało się, co takiego działo się za zamkniętymi drzwiami jej domu. Była sobą i nie bała się tego pokazywać, podobnie, jak nie bała się odezwać, kiedy było trzeba. Coś jej się nie podobało – mówiła o tym. Coś ją cieszyło – też zdarzało jej się o tym poinformować, chociaż tutaj kwestia była dość sporna, biorąc pod uwagę jej charakter, z którym aktualnie zmagał się Ian. Nie tak, jak dawniej, bo nie patrzyła na niego krzywo – bardziej obojętnie i tak naturalnie, gdzieś tam z czającą się nutką zainteresowania.
- Wszystko zależy, czego się oczekuje od zwierząt. Jeśli nauczysz kota za tobą biegać, będzie to robił. Wbrew pozorom są szybsze, niż psy. Problem polega na tym, że koty są zbyt dumne, aby je ostatecznie oswoić – stwierdziła. Wiele osób właśnie dlatego ich nie lubiło. Że nie można było sobie kota podporządkować ostatecznie, tresując tak, jak się chciało. Eris to nie przeszkadzało. Sama chadzała własnymi ścieżkami i swojemu zwierzakowi tego nie odmawiała. No chyba, że postanowił ukraść jej coś, co chciała mieć przy sobie niezależnie od tego, ile bólu jej przyprawiało w chwili, kiedy na ową rzecz patrzyła.
- Niezależnie od tego, jak będziesz się starał, ludzie i tak cię źle zrozumieją, no wielu interpretuje słowa na swój sposób, nie przejmując się do końca tym, co naprawdę chciałeś przekazać. Myślimy inaczej, wszyscy, więc nie powinno w tym być nic złego. Podobno, bo skądś się jednak kłótnie biorą – stwierdziła, obracając się w jego stronę. Rozmawiało się inaczej, niż za czasów liceum. Wtedy nie rozmawiali wcale, a ona jedynie warczała, by dał jej spokój, którego dać nie chciał. – Pamiętam czasy szkoły, kiedy nie chciałeś odpuścić. Gdybyś nie był pewny siebie, nie wracałbyś – odpowiedziała, zgodnie z prawdą. Skoro był taki dawniej, zapewne jest i teraz. Wydawał się być tym, w którym nie zmieniło się zbyt wiele, ale skąd mogła o tym wiedzieć, skoro nigdy nie byli bliskimi przyjaciółmi?
- Niereformowalny jak zawsze. W takim razie proszę, Herondale. Możesz być z siebie dumny, że po tylu latach wreszcie przyjmę twoją pomoc – rzuciła, uśmiechając się lekko, trochę zaczepnie. – Oczekujesz teraz jakiejś nagrody? – spytał, sama nie wiedząc czemu. Poczuła się z tym trochę dziwnie, ale nigdy nie cofała wypowiedzianych słów.
_________________
[Profil]
 
Nick: Liv
 
Ian Herondale


Wysłany: 2018-05-06, 14:01   

Ian nie miał swoją obecnością na celu wywołać żadnych złych emocji. Można by się zastanawiać nad jego intencjami gdyby w jakikolwiek ich spotkanie było spowodowane przez niego, ale w momencie w którym był to czysty przypadek, on nie miał sobie zupełnie nic do zarzucenia. Właściwie rzadko miewał sobie cokolwiek do zarzucenia – pewnie dlatego, że zawsze starał się postępować zgodnie z tym, w co wierzył, co pozostawiało go zazwyczaj bez jakichkolwiek rozterek moralnych. Tak, to był dobry sposób na życie. Robić to w co się wierzy i wierzyć w to co się robi. Choć właściwie wychowany był w wierze katolickiej, Herondale szybko odkrył, że wizja niewidzialnego faceta z góry obserwującego jego czyny i na ich podstawie go osądzająca, wcale nie jest w żaden sposób motywująca do dobrego życia. A przynajmniej zdecydowanie mniej niż jego własne poczucie. Głupie myślenie, czy może jednak nie, najważniejsze było to, że działało, a Ian był zadowolony z tego jakim jest człowiekiem. Na pewno innym niż w czasach liceum, mniej beztroskim, a przy okazji i po prostu mniejszym kretynem. Zawsze to jakiś sukces, prawda?
- Towarzystwa – wzruszył bezmyślnie ramionami, nie mając ochoty wdawać się w dalszą dysputę na temat preferencji dotyczącej czworonogów. Temat rzeka, którego nie warto było tak do końca poruszać, szczególnie jeśli nie chciało się wpaść w głęboką kłótnię nad przewagą jednych nad drugimi. No i Ian lubił jedne i drugie, więc tym bardziej nie chciało mu się w to wchodzić. Miał swoje psy to je miał i nie odczuwał potrzeby tłumaczenia się dlaczego akurat takie, dlaczego psy a nie koty, dlaczego rasowe, a nie kundelki, znajdy ze schroniska. To jego sprawa i… I właściwie tyle. Po prostu pokiwał głową, odpuścił, nie chcąc dalej rozwijać tego tematu. – Może i masz rację, ale próba pokazania co dokładnie mam na myśli mnie przecież nic nie kosztuje. Jasne, mogę zostawić to drugiej osobie, niech myśli co chce i reaguje tak jak uważa to za słuszne, ale czemu ja mam na tym tracić? A tak mogę chociaż spróbować nie doprowadzić do niezręcznej sytuacji.
Wzruszył ramionami raz jeszcze, nadając swojej wypowiedzi pewnej nonszalancji. Gdzieś tam wewnętrznie musiał przyznać, że irytowała go postawa do życia, którą prezentowała sobą Eris. Zrezygnowana, będzie co będzie, na machnięcie ręką. Nie wiedział czy faktycznie tak zachowuje się cały czas, ale takie wrażenie odnosił. I sposób w który się wyrażała, jakby za wszelką cenę chciała pokazać, że ma rację, a jednocześnie zupełnie się tym nie przejmuje.
- Byłaś taką moją prywatną enigmą. Coś działo się w Twoim życiu, czego nie byłem w stanie zrozumieć i często zastanawiałem się czy nie potrzebujesz pomocy. Często najbardziej fascynują nas te rzeczy, których nie potrafimy rozwikłać. No nic, było minęło, wyrośliśmy już z tych czasów – na jej uśmiech odpowiedział uśmiechem. – Nie. Wyobraź sobie, że niektórzy z nas pomagają tak po prostu.
Odpowiedział trochę chłodniej niż wypowiadał się wcześniej. To było dla niego trochę niczym ujma na honorze. Nie każdy był dupkiem szukającym we wszystkim własnych korzyści.
_________________
[Profil] [WWW]
 
 
Eris Lennox






White Oak
barmanka, wokalistka
I'm being haunted by a whisper. A chill comes over me

Wysłany: 2018-05-28, 00:00   
  

  
Spinning in chaos, trying to escape the flame. Yesterday is gone
Eris Lennox

  
  
  
  
  
  
28

  


Czasy dzieciństwa, jak również późniejsze nastoletnie były w przypadku Eris naszpikowane dystansem, zamknięciem w sobie, odpychaniem wszystkich osób, które w jakiś sposób bardziej chciały ją poznać, z nieznanych dziewczynie przyczyn. Nie wyróżniała się niczym specjalnym. W swoim mniemaniu była jedną z najbardziej szarych osób, a jednak wielu zwracała na nią uwagę, niezależnie od tego, jak bardzo starała się nikomu nie wchodzić w drogę. Przez pryzmat kolejnych lat zdawało jej się, że chodziło właśnie o to. Była cicha, była spokojna i trzymała się na uboczu. To mogło wzbudzać podejrzenia bardziej to ciekawskich, którzy uznali, że będzie idealnym wyzwaniem. Czy tak było rzeczywiście? Zapewne nie dowie się tego nigdy, bo ostatnią rzeczą, którą miała w planach robić, to nachodzenie teraz tych, którzy kiedyś nachodzili ją i pytanie o powody. W gruncie rzeczy wcale nie interesoway jej tak bardzo, należąc już w całości do przeszłości. Tej samej, która trochę dała o sobie znać w chwili, w której stanęła twarzą w twarz z Ianem, którego imię o dziwo zapamiętała, spośród tych wszystkich, które przez całe życie się przewinęły. To z pewnością przez te oczy, które przyciągały. Wyróżniały go, więc casługiwały tym samym na to, by należeć do osoby z imieniem. Dziwna logika Eris, ale normalną z pewnością nie była nigdy, dawno spaczona przez własnego ojca. Napiętnowana do końca życia. Podobno jednak to właśnie wariaci byli w życiu najbardziej cenni, więc kto wie, może kiedyś ktoś doceni jej wartość na tyle, by i ona doceniła jego?
- Czasem kosztuje więcej, niż się wydaje, bo tym bardziej ta usilność może być zrozumiana źle. Ale tak, jeśli jesteś odpowiednio odporny, nie kosztuje cię nic – kiwnęła głową. Ona coś o owej odporności wiedziała, kształtując ją w sobie od małego. Od kiedy tylko zaczęła ogarniać świat na około niej. Od kiedy zaczynała stawać się kobietą, kiedy to dotarło do niej, że przyszło jej urodzić się jako ta słabsza płeć. - Jesteś optymistą, prawda? Nie powiem, że niepoprawnym, ale z całą pewnością chcesz widzieć świat bardziej kolorowym – rzuciła, ot tak, bez większego celu, czy pretekstu do dyskusji. Różnili się, nawet bardzo. W postawie, w sposobie wypowiadania się, w postrzeganiu świata. Czy było w tym coś złego? Nie, póki nie zaczęli się kłócić.
- Zawsze interesowało mnie, czy jako jedyna byłam takim twoim obiektem. Tą zagadką, którą chciałeś rozwiązać – spytała, bo chociaż faktycznie nie interesowało jej naprawdę wiele, a sama skupiała się na własnym życiu, ta kwestia ją nurtowała. Czy było więcej osób, którym Ian chciał pomóc, do ktróch chciał dotrzeć, jakby to samo w sobie było osobistą misją, której chciał podołać. - Prawdę powiedziawszy cieszę się, że już nie próbujesz. Dzięki temu nie muszę mieć cię za takiego irytującego, jak kiedyś – rzuciła, rozluźniając się trochę bardziej. Nie wydawał się naciskać na nia w żaden sposób, więc zrezygnowała chociaż trochę z tej czujności, którą się kierowała.
- Nie bierz tego do siebie. Nie znam cię na tyle by wiedzieć, że niesiesz pomoc bezinteresownie. Świat bywa okrutny i egoistyczny – skomentowała, zwracajac uwagę na chłód w jego głosie. - Może w takim razie spróbujemy poszukać Lucifera, zanim ostatecznie obrazisz się za coś, co powiem? - spytała zwyczajnie. Nie ironicznie, nie sarkastycznie. Ot, jakby pytała o pogodę.
_________________
[Profil]
 
Nick: Liv
 
Ian Herondale


Wysłany: 2018-05-31, 19:21   

sup, dobra, deal jest taki, że nie pamiętam już o co chodziło w tym wątku, nie? Także kończę, bo mi wena na ianie rypnęła ostatnio.

Ku swojemu zadowoleniu, Ian nie mógł narzekać na swoje dzieciństwo ani na lata nastoletnie. Fakt, że początki może nie były idealne z małym blondynkiem, który rzucał się we wszystkie strony, bo miał problemy ze zrozumieniem, że to co odczuwa to się nazywa emocje i jest zupełnie normalne, i z tym, że zupełnie nie umiał się kontrolować… Aż dziw, że jakoś udało się to uspokoić i nie wyrósł na małego, agresywnego psychopatę. A na lata późniejsze już w ogóle nie mógł narzekać, bo wszystko zdawało się układać idealnie… Mimo tego, że ze dwa razy prawie umarł. Coś najwyraźniej jednak nad nim czuwało, bo wciąż był żywy, ale fakt faktem, że takie przeżycie pozwala na nabranie dystansu i uporządkowanie priorytetów. Może właśnie dlatego był dziś takim człowiekiem jakim był, niosącym pomoc bezwarunkowo i nie wymagającym niczego w zamian, starającym się zawsze przywołać uśmiech na twarz… Ot. Dobrym człowiekiem. Nigdy nie planował wbijać się Eris w jej prywatne życie. Po prostu ciężko patrzyło się na to jak cały czas wydawała się cholernie smutna i przytłoczona.
- Pieprzenie. Jak bardzo trzeba patrzeć tylko na własne korzyści, by mieć z tym problem? – wywrócił oczami. Raczej swojego zdania zbyt łatwo nie zmieni. Zawsze wolał wyjaśnić sytuację, nawet kosztem ewentualnego własnego zawstydzenia, niż pozostawiać niedopowiedzenia. Pod kategorię absurdu podchodziło, przynajmniej według niego, zostawianie sytuacji i rzeczy niewyjaśnionych w celu… No właśnie, jakim? Po co utrudniać sobie życie? – Tak, tak jest łatwiej w życiu. Nie widzę sensu w skupianiu się na negatywnych stronach.
Odpowiedział szybko, nie zastanawiając się. Nie miał żadnego powodu by zaprzeczać.
- Nie byłaś obiektem, nie uprzedmiotawiaj się. Po prostu zawsze zastanawiało mnie dlaczego chodziłaś taka przybita – właściwie nie odpowiedział na jej pytanie, ale tak, było więcej takich osób. Dlatego pokiwał jeszcze głową, mając nadzieję, że odbierze to za potwierdzenie. Osobista misja? Być może. Szerzyć dobro na świecie, czy coś w tym stylu. – Wystarczyło powiedzieć, żebym odpuścił, Eris.
Westchnął. Tak, to było takie proste. Nigdy przecież wprost mu tego nie powiedziała, a bycie opryskliwym i zamkniętym w sobie to wcale nie powód by rezygnować.
- A może po prostu nie warto zakładać, że każdy próbuje dostać coś dla siebie? – wzruszył ramionami. Nie każdy człowiek był zły. Nawet jeśli wielu było. Westchnął jeszcze, po czym potwierdził skinieniem głowy. Kot. Tak, właśnie. Powiedzmy nawet, że znaleźli broszkę. Nie wiem jak kota. Koty lubią chadzać własnymi ścieżkami. Pewnie sam wrócił do domu gdy miał na to ochotę.

zakończone x2
_________________
[Profil] [WWW]
 
 
Maya Reynolds






White Oak
Studentka medycyny, kelnerka w Ice Dream
You are the only one which I want to hold

Wysłany: 2018-09-29, 19:02   
  

  
You walk these halls and feel the same, cause you can't find your place.
Maya Reynolds

  
  
  
  
  
  
19

  


Wakacje dobiegały końca. Już za kilka dni ponownie miała się znaleźć na Uniwersytecie, całkowicie skupiając się na książkach. Co innego jej pozostało, skoro ostatnimi czasy jej kontakty z ludźmi były dziwne? A to wpadała na dziewczynę, która mimo wydania się miłą, zniknęła z miasteczka bez słowa, nawet się nie żegnając, albo zostawała zamknięta w szafie z chłopakiem, który starał się za wszelką cenę wyprzeć, iż już wcześniej miał z nią styczność. Zdecydowanie po podobnych interakcjach odechciewało się dalszego wpadania na obcych ludzi i zawierania z nimi jakichkolwiek znajomości. Znacznie bardziej wolała trzymać się Grace, która była jej przyjaciółką, czy Heather, z którą Maya spędzała zadziwiająco wiele czasu, na co nijak nie mogła narzekać. Bezpieczne środowisko bez rozczarowań i upokorzeń, z którymi nie zawsze sobie radziła. Dodatkowo i tak w czasie trwania roku akademickiego nie mogła sobie za bardzo pozwolić na rozpraszanie, bo medycyna wymagała jej całkowitego skupienia, jak również pewnych wyrzeczeń. Tyle dobrego, że ostatecznie jej życie towarzyskie nie było specjalnie burzliwe, więc bez wyrzutów sumienia mogła na cały dzień zamknąć się w pokoju, studiując kolejne terminy i poznając je od każdej strony.
Dzisiejszego dnia, korzystając z ładnej pogody, postanowiła wyjść na spacer, wcześniej robiąc zakupy dla babci, którą starałą się wyręczyć we wszelkich cięższych sprawach. Zakupy, dźwiganie, sprzątanie. Niekiedy sporo musiała się napracować, aby staruszka się zgodziła, ale ostatecznie dopinała swego. Och, gdyby tylko w przypadku innych potrafiła być tak stanowcza, jak w przypadku staruszki, życie byłoby o wiele łatwiejsze. Niestety, to nadal kulało, dlatego może znacznie lepiej było o tym nie myśleć.
Siadając na fontannie, z której nadal lała się woda (ciekawe, czy na chłodniejsze miesiące zostawała wyłączona), wyciągnęła przed siebie nogi, nie przypuszczając, że ktoś mógłby się o nie potknąć. Zazwyczaj to ona pokazywała się od takiej strony, a tu proszę, osoba, której nigdy by o to nie podejrzewała, niemal zderzyła się z ziemią z powodu studentki.
Zanim jednak to wszystko nastąpiło, wyciągnęła zeszyt, w którym zdarzało jej się rysować Anioły - jedyna rzecz, na której naprawdę się znała, jeśli chodziło o tę dziedzinę sztuki. Były wszelkiej maści - małe, duże, z ogromnymi skrzydłami lub dopiero się pojawiającymi. Zadziwiające, że wiele z nich miało twarze podobne do osób, z którymi Maya kiedykolwiek się spotkała. Idealna inspiracja i sposób, aby nie zapomnieć o ludziach.
Zaczęła bazgrać w zeszycie, nieświadoma, że tym razem boska postać zaczęła trochę przypominać chłopaka, który chwilę później potknął się o jej nogi.
_________________

Maya Reynolds





Free me before I slip away
Heal me, wake me from this day


[Profil] [WWW]
 
 
Joel Watson






Melbourne, Australia
uczeń/grafik komputerowy
Maya is cute

Wysłany: 2018-10-12, 22:31   
  

  
-
Joel Watsom

  
  
  
  
  
  
19

  


Robienie zakupów nigdy nie należało do ulubionej formy spędzania wolnego czasu Joela. Chodzenie od sklepu do sklepu, oglądanie tysiąca rzeczy, czy nawet wybieranie ładnego pomidora, było naprawdę męczące. Nie rozumiał ludzi, którzy mogli biegać po sklepach co dziennie.
Wszystko zmieniało się, kiedy chodziło o kupowanie książek. W księgarni Watson mógł spędzić cały dzień. Uwielbiał czytać książki, zwłaszcza kryminały, które pochłaniał niemalże natychmiastowo. W pokoju miał już całkiem pokaźną biblioteczkę, właściwie to nie bardzo miał już gdzie wcisnąć kolejne książki, ale to nie powstrzymywało go przed ich kupnem. Czasami porównywał kupowanie książek do palenia papierosów - jak już zaczniesz, nie możesz przestać. Kiedyś pewnie zbankrutuje na tych swoich uzależnieniach.
Wracał właśnie do domu z reklamówką pełną książek. W uszach miał słuchawki, w których leciał stary dobry rock. Joel słuchał różnych gatunków muzycznych - wszystko zależało od dnia i nastroju. Jedną ręką pisał wiadomości, a wzrok miał wpatrzony w ekran telefonu. Co jakiś czas spoglądał przed siebie, aby na nikogo nie wpaść, ani o nic się nie zaczepić. Niestety, los chciał, że akurat w tym momencie, kiedy pewna dziewczyna wyciągnęła przed siebie nogi, Joel skupiony był na telefonie, co poskutkowało tym, że stracił równowagę i poleciał do przodu. Telefon wypadł mu z ręki, ciągnąc za sobą słuchawki, i z głośnym hukiem zderzył się z ziemią. Podobny los spotkał reklamówkę z książkami, jak i samego Joela, który dosłownie w ostatniej chwili zdążył wyciągnąć ręce i tym samym zamortyzować upadek.
Poczuł ból w kolanach.
Spojrzał za siebie, aby zobaczyć o co się zaczepił. Spodziewał się wielu rzeczy, ale nie Mai. Ostatnio udało mu się poznać jej imię. Oczywiście nie od samej Mai, tylko od jej przyjaciółki.
- Wow. Aż tak mnie nienawidzisz, że postanowiłaś mnie zabić, Maju? - zapytał, specjalnie zwracając się do niej po imieniu, po czym wstał i zabrał się za zbieranie swoich rzeczy. W pierwszej kolejności sięgnął po swój telefon i obejrzał go uważnie. Szkło hartowane pękło w kilku miejscach, ale poza tym wszystko było w porządku. Następnie podniósł słuchawki i reklamówkę z książkami, którą postawił obok Mai. Otrzepał spodnie.
Pięknie. Teraz oprócz podbitego oka i rozciętej wargi będzie miał siniaki na kolanach.
[Profil]
 
 
Maya Reynolds






White Oak
Studentka medycyny, kelnerka w Ice Dream
You are the only one which I want to hold

Wysłany: 2018-10-13, 20:39   
  

  
You walk these halls and feel the same, cause you can't find your place.
Maya Reynolds

  
  
  
  
  
  
19

  


Daleko było jej do mistrza ołówka. Nie posiadała również specjalnie wielkiego talentu, który ludzie mogliby wychwalać ponad niebiosa (zakładając oczywiście, że Maya w ogóle pokazałaby innym swoje prace) niczym jakiegoś Moneta, czy innego Picassa. To, co potrafiła wystarczyło jej jednak do własnych potrzeb. Robiła to dla siebie, dzięki temu poniekąd zatrzymując twarze poznanych osób na papierze. Zdjęcia co prawda byłyby lepsze, ale jakby to wyglądało, gdyby tak nagle zaczęła je robić wszystkim na około? Co najmniej podejrzanie i dziwnie, a ostatnim, czego Reynolds pragnęła, było zbyt wielkie wyróżnianie się. Nie za bardzo radziła sobie w sytuacji, w której znajdowała się w centrum uwagi, o czym oczywiście wiedział niemal każdy, kto miał okazję lepiej ją poznać.
Dorysowała kolejne kreski, tym samym nakreślając pierwotny kształt skrzydeł (zaskakujące, jak jej wyobraźnia była rozwinięta jeśli o nie chodziło, bo o dziwo niemal wszystkie się od siebie różniły), uznając, że całość wygląda dobrze. Nie idealnie, ale wszystko można było jeszcze zmienić. W końcu póki co był to jedynie szkic, bez większych urozmaiceń szczegółowych.
Stawiała właśnie dodatkowe linie na twarzy, kiedy poczuła szarpnięcie. Nie mocne, nie wyjątkowo gwałtowne, ale wystarczające, żeby zabrać jej uwagę. Dodatkowo zeszyt, w którym wszystko się znajdowało wypadł z jej ręki, lądując na ziemi. Uniosła głowę, oszołomiona, dostrzegając Joela leżącego na twardym podłożu. Otworzyła szerzej oczy, nie rozumiejąc, co właśnie się wydarzyło. Dopiero w chwili, w której przeniosła wzrok na swoje nogi, wszystko do niej dotarło. Potknął się właśnie o nie.
Minęło ładnych kilka sekund w kompletnej ciszy, zanim studentka postanowiła zareagować. Zerwała się na równe nogi, kucając przy chłopaku. Czuła się winna, a jakże! W końcu gdyby nie jej bezmyślność, nie doszłoby do wypadku.
-Ja… tak bardzo cię przepraszam. Nic ci się nie stało? Ja… ja nie chciałam - powiedziała, patrząc na niego dużymi, niebieskimi oczętami, w których czaiło się to samo poczucie winy. Co powinna teraz zrobić? Jak przygotować się na to, że z pewnością zacznie na nią krzyczeć?
Ale nie krzyczał. Po raz kolejny źle oceniła chłopaka, co zaczynało wchodzić jej w nawyk. Nie to było jednak najważniejsze. Zwrócił się do niej po imieniu. Nie umknęło to jej uwadze i na kolejnych kilkanaście sekund zamilkła, jedynie się w niego wpatrując, sama nie wiedząc, co aktualnie odczuwała. Tylko czy powinna się dziwić, skoro z nią rozmawiał? Musiał znać je wcześniej, bo wyświetliło się na Facebooku.
Ostatecznie zignorowała ten fakt, wstając i przyglądając się chłopakowi. Wyglądał koszmarnie. Niemal jak po starciu z autobusem.
-Jeszcze raz cię przepraszam - powiedziała cicho, sięgając po jego książki. Co chwilę zerkała z niepokojem na jego twarz, zastanawiając się, czy to była wina upadku. Nie wyglądało, ale kto wie?
_________________

Maya Reynolds





Free me before I slip away
Heal me, wake me from this day


[Profil] [WWW]
 
 
Joel Watson






Melbourne, Australia
uczeń/grafik komputerowy
Maya is cute

Wysłany: 2018-10-15, 21:39   
  

  
-
Joel Watsom

  
  
  
  
  
  
19

  


Nie obwiniał jej o to, co właśnie się wydarzyło. Faktycznie nie powinna wyciągać tak nóg, ale wina zdecydowanie leżała także po stronie Joela, który powinien być ostrożniejszy i patrzeć pod nogi. Zamiast tego maszerował ulicą, wpatrzony w telefon niczym zaczarowany, świadomie, bądź mniej, ignorując niebezpieczeństwo. Zrzucenie całej winy na Mayę wydawało się więc co najmniej niesprawiedliwe i Watson nie zamierzał tego zrobić. Nie był osobą, która uważała się zawsze za niewinną, a wszystkich dookoła postrzegała jako zło wcielone, które próbuje mu zaszkodzić. Poza tym zależało mu na zbliżeniu się do dziewczyny, a coś podobnego raczej by mu w tym nie pomogło. Powinien pokazać się z jak najlepszej strony.
- W porządku, tylko żartowałem. Nic takiego się nie stało. Jeszcze nikt nie umarł od paru zadrapań - powiedział. Widział, że Maya bardzo się tym przejęła, ale naprawdę niepotrzebnie. Nic sobie nie złamał, jego książki i słuchawki były praktycznie w nienaruszonym stanie. Telefon rzeczywiście odrobinę na tym ucierpiał, ale najważniejsze, że działa bez zarzutu. Szkiełko może sobie w każdej chwili wymienić i będzie jak nowy.
Zaskoczenie, które się pojawiło, kiedy wypowiedział jej imię, nie umknęło Joelowi. Uśmiechnął się pod nosem, zadowolony z siebie, czekając na jakąś reakcję ze strony dziewczyny, której niestety się nie doczekał. Szkoda.
- Już chyba mówiłem, że nic się nie stało - powiedział stanowczo, zbierając swoje rzeczy. Miał szczerą nadzieję, że jego zapewnienia trafią do dziewczyny, dzięki czemu przestanie w końcu przepraszać. Zamiast słuchania tego, jak bardzo jest jej przykro, wolałby z nią porozmawiać o czymś innym.
Sięgnął po kolejną rzecz. Początkowo myślał, że należy do niego, ale kiedy zorientował się, że to szkicownik, uświadomił sobie, że jednak tak nie jest. Być może nie powinien tego robić, ale odruchowo zerknął na stronę, na której był otwarty. Minęło kilka sekund, zanim się zorientował, czemu przedstawiona tam postać anioła wydaje mu się znajoma. Przecież to był on.
- Wydawało mi się, że mnie nie lubisz. No chyba, że jest to coś w rodzaju czarnej listy. Jeśli tak, to muszę przyznać, że jeszcze nie spotkałem się z tym, aby ktoś znienawidzone osoby przedstawiał w postaci aniołów - powiedział, dopiero pod koniec wypowiedzi odrywając wzrok od rysunku i przenosząc go na Mayę. Starał się powstrzymać uśmiech, który tak bardzo chciał zawitać na jego ustach. Podobał mu się szkic, a jeszcze bardziej podobało mu się to, że anioł otrzymał jego rysy twarzy. To oznaczało, że nie jest u niej całkowicie skreślony i wciąż ma jakieś szanse.
[Profil]
 
 
Maya Reynolds






White Oak
Studentka medycyny, kelnerka w Ice Dream
You are the only one which I want to hold

Wysłany: 2018-10-28, 13:56   
  

  
You walk these halls and feel the same, cause you can't find your place.
Maya Reynolds

  
  
  
  
  
  
19

  


Nie czuła się dobrze w sytuacji, w której z jej winy (najczęściej wyjątkowo nieplanowanej) cierpieli inni ludzie. Nawet, jeśli wiedziała, że wszystko to nie jest spowodowane tylko przez nią, a przez niezbyt przyjazne zrządzenie losu, miała wyrzuty sumienia, że niewinna osoba ponosiła konsekwencje starcia z nią. Nic dziwnego, że teraz, widząc Joela, który wywrócił się na ziemię, miała wrażenie, że w środeczku ją coś zakuło. Może i był człowiekiem, z którym studentka wcale nie chciała mieć do czynienia, ale mimo wszystko nie zasłużył, aby zaraz lądować na twardym gruncie, zapewne obijając sobie nie jedną część ciała. W takich okolicznościach nikt nie mógł mieć jej za złe, że się jego stanem zainteresowała. Tym bardziej, że Reynolds należała do osób empatycznych i zwyczajnie pomocnych, niezależnie od tego, jaka krzywda mogłaby ją spotkać ze strony drugiej osoby. Niby powinna się na błędach uczyć, ale pod tym względem szło jej to niebywale opornie.
Jak to zwykle z nią bywa, nie wyłapała w porę żartu, biorąc wszystko trochę do siebie. Kolejna z wad, których nie mogła się wyzbyć. Niemal zawsze wydawało jej się, że dana osoba mówi poważnie, chociaż wcale tak nie było. Jasne, jeśli kogoś znała, umiała to wyczuć, ale Joel mimo wszystko nadal był dla niej obcy. Nawet, jeśli swego czasu prowadzili dłuższe konwersacje. Nigdy jednak twarzą w twarz, co już wtedy powinno ją zastanowić.
-Być może, ale… to i tak nie jest przyjemne - stwierdziła, kiedy zapewnił ją, że wszystko jest dobrze. Zdecydowanie nie była fanką takich sytuacji. Miała wrażenie, że nawet, kiedy człowiek zapewniał ją, że wszystko jest dobrze, wcale nie było i w głębi duszy miał do niej żal lub planował zemstę. Tak, Maya powinna się udać na jakiś kurs bardziej pozytywnego myślenia, ale jak mogła aktualnie się na nim skupić, skoro była trochę zestresowana? Nie tylko dlatego, że pojawił się Watson, ale po prostu z tego wszystkiego.
Ów stres znacznie przybrał na sile w momencie, w którym starszy kolega podniósł jej zeszyt. ten sam, w którym rysowała. Ten sam, w którym znajdował się Anioł z jego twarzą. Może nie idealną, ale była niemal pewna, że on sam dostrzeże podobieństwo. Próbowała sobie wmówić, że nie rysowała aż tak dobrze, ale niestety stało się najgorsze. Wystarczyło usłyszeć jego kolejne słowa, by poczuć na policzkach palące rumieńce zawstydzenia i zażenowania.
Stała kilkanaście sekund, po prostu się w niego wpatrując. Co miałaby powiedzieć? Że to wcale nie tak? Że to czysty przypadek? Wszystko brzmiało beznadziejnie i tandetnie, tym bardziej, że studentka nie umiała tego wyjaśnić. Nie umiała powiedzieć, czemu właściwie on.
-Po prostu mi to oddaj - powiedziała cicho, ciesząc się, że głos z tego wszystkiego nie drży jej tak bardzo, jakby mógł. Wyciągnęła rękę, mając nadzieję, że ją posłucha. Tak, z pewnością nie była dobra w takich sytuacjach i teraz miała ochotę stąd uciec. Na Boga, co za wstyd!
_________________

Maya Reynolds





Free me before I slip away
Heal me, wake me from this day


[Profil] [WWW]
 
 
Joel Watson






Melbourne, Australia
uczeń/grafik komputerowy
Maya is cute

Wysłany: 2018-11-02, 22:22   
  

  
-
Joel Watsom

  
  
  
  
  
  
19

  


Otworzył usta, żeby jej odpowiedzieć, kiedy nagle przyszedł mu do głowy o wiele lepszy pomysł. Uśmiechnął się w duchu, dumny z siebie, że wpadł na coś tak genialnego. A raczej przypomniał sobie, że takie sytuacje można wykorzystać na własną korzyść.
- Do najprzyjemniejszych rzeczy nie należy, masz rację - zaczął, przez cały czas przyglądając się bacznie dziewczynie. - Ale jeśli sumienie gryzie cię tak bardzo, możesz mi to zrekompensować w jakiś sposób. Na przykład kino, jakieś jedzenie czy coś w tym rodzaju. Nawet spacer będzie w porządku - uśmiechnął się. Miał naprawdę szczerą nadzieję, że dziewczyna przystanie na jego propozycję, ale mimo to miał na uwadze, że szanse na to, że odmówi są wyższe niż na to, że się zgodzi. Po części ją rozumiał, ale z drugiej strony jakim cudem miał jej niby udowodnić, że nie ma złych zamiarów względem niej, skoro Maya nawet nie daje mu na to szansy? To trochę nie sprawiedliwe, a Watson nie bardzo wiedział, co powinien zrobić, aby przekonać ją do siebie.
Jak wcześniej zostało wspomniane, Joel nie miał do niej żadnego żalu, ani nic z tych rzeczy. Tak naprawdę nawet nie poobijał się mocno. Zupełnie nic mu nie było, jednym słowem. Maya tego nie wiedziała, więc mógł to wykorzystać. Wie, że to podłe i nie powinien tego robić, ale cóż... tak naprawdę nie ma innego wyjścia. Maya z nim nie wyjdzie w normalnych okolicznościach. Teraz istnieje chociaż cień szansy i Joel nie zamierzał tego zmarnować.
Podnosząc szkicownik nastolatki, nie spodziewał się czegoś takiego, ale musiał przyznać, ze było to miłe zaskoczenie. Przynajmniej się dowiedział, że nie jest jeszcze na całkowicie przegranej pozycji, bo skoro dziewczyna go rysuje, to znaczy, że o nim myśli. I to raczej w pozytywnym sensie, skoro przedstawia go jako anioła. To naprawdę bardzo miłe. Chociaż trzeba przyznać, że nic nie przebije widoku zawstydzonej Mai. Wyglądała uroczo z tymi zaróżowionymi policzkami. Chyba będzie musiał częściej doprowadzać ją do takiego stanu.
- Sama go sobie weź - powiedział z szerokim uśmiechem na ustach, wyciągając do niej rękę, w której trzymał jej szkicownik, w prowokującym geście. Chciał się trochę z nią podroczyć i nie zamierzał tak łatwo oddawać jej zeszytu. Chłopcy i te ich idiotyczne pomysły na zaloty...
[Profil]
 
 
Maya Reynolds






White Oak
Studentka medycyny, kelnerka w Ice Dream
You are the only one which I want to hold

Wysłany: 2018-11-03, 20:21   
  

  
You walk these halls and feel the same, cause you can't find your place.
Maya Reynolds

  
  
  
  
  
  
19

  


Im dłużej stała na przeciwko Joela, tym większą ochotę miała na odwrócenie się i po prostu ucieknięcie z miejsca zbrodni, w której to ucierpiał nieplanowanie chłopak. Nie miała jednak w sobie tyle odwagi, aby zrobić coś podobnego. A może to nie o odwagę chodziło, a raczej o upewnienie się, czy nic mu się poważnego nie stało, co można było w pierwszej chwili wywnioskować, widząc jego poobijaną twarz. Dopiero dokładniejsze oględziny pokazywały, że większość obrażeń była starsza i nijak nie mogła powstać w chwili, kiedy chłopak zetknął się z ziemią. Ktoś by stwierdził, że Maya w tym momencie mogłaby śmiało odejść, nie mając ochoty na towarzystwo Watsona. Ona jednak nadal na niego spoglądała, nie ruszając się nawet o centymetr, sama nie wiedzieć czemu. Może sam fakt, że z nią rozmawiał? Jakby nie patrzeć swego czasu jej się podobał i pomimo tego co zrobił, nie łatwo było jej po prostu go ignorować. Dodatkowo powiedzmy sobie szczerze, nie była kimś, kto się nadawał do takiego zachowania.
Przygryzła lekko wargę, zakłopotana, kiedy potwierdził jej słowa. Czy to znaczyło, że był na nią zły? W następnej chwili mocniej zęby na ustach zacisnęła, słysząc jego propozycję.
-Ja… wydaje mi się, że to nie jest najlepszym pomysłem - powiedziała cicho, tym razem na niego nie patrząc. Zbyt uparcie się jej przyglądał, a ona miała problemy z dłuższym kontaktem wzrokowym, tym bardziej, jeśli w grę wchodził przedstawiciel płci przeciwnej. - Joel… czemu ci tak na tym zależy? Czy to… jakiś kolejny etap gry? - spytała, jeszcze ciszej, niż poprzednio, bo sam fakt, że zdawał się nią interesować, wydawał jej się dziwny. Nadal nie wierzyła, że ktoś mógłby się pod niego podszywać, bo podobne rzeczy nie często miały miejsce w życiu codziennym, dziejąc się głównie w filmach, więc czemu? Chciałaby wierzyć, że był miły, bo zdawał się taki być, kiedy z nim rozmawiała, ale coś jej mówiło, że nie powinna być taka łatwowierna, patrząc przez pryzmat wcześniejszego traktowania. Może to była nowa misja, którą chciał się pochwalić? “Zdobyć Mayę”. A później zostawić bez słowa, podobnie, jak bez słowa jakiś czas temu przestał się odzywać.
-Jeśli… jeśli z tobą pójdę do tego kina, czy gdzie będziesz chciał, zostawisz mnie w spokoju? - uniosła lekko głowę, spoglądając na niego. Wydawało jej się to jedynym rozwiązaniem, bo jak wiadomo Maya miała zbyt niską samoocenę, aby dopuścić do siebie myśl, że bezinteresownie ktoś mógłby się nią interesować. Ostatecznie przecież nie była popularna, więc nie widziała powodu, dla którego Joel w ogóle chciałby iść z nią do kina bez ukrytych intencji.
-Nie będę z tobą walczyć - powiedziała, nie ruszając się o krok. Wystarczyło upokorzenia w postaci rysunku, który zobaczył. Nie miała zamiaru dodatkowo skakać obok niego, by za wszelką ceną odzyskać zeszyt.
_________________

Maya Reynolds





Free me before I slip away
Heal me, wake me from this day


[Profil] [WWW]
 
 
Joel Watson






Melbourne, Australia
uczeń/grafik komputerowy
Maya is cute

Wysłany: 2018-11-10, 22:10   
  

  
-
Joel Watsom

  
  
  
  
  
  
19

  


Kiedy czekał na odpowiedź, uważnie przyglądał się dziewczynie, jakby z jej twarzy, mimiki chciał wyczytać, co zamierza mu powiedzieć, zanim się odezwie. Z każdą kolejną sekundą nabierał pewności, że Maya się nie zgodzi. Chciałby się mylić, ale chyba nie miał na co liczyć. Bo tak naprawdę, dlaczego miałaby się zgodzić? Bo od jakiegoś czasu za nią biegał i próbował przekonać, że to nie on stoi za tą całą nieprzyjemną akcją? Przecież nie miał żadnych dowodów, a samo przekonywanie, że ktoś się musiał za niego podszyć, nie było wystarczające. Zresztą - jak w ogóle to brzmiało? Joel będąc na jej miejscu też by sobie nie uwierzył. Ale niestety, nie miał innej opcji, niż spróbowanie. Nawet jeśli teraz się nie zgodzi, może zgodzi się kiedy indziej, kiedy już mu zaufa. Pod warunkiem, że kiedykolwiek do tego dojdzie.
Miał rację.
- Zabolało - powiedział cicho, a uśmiech momentalnie zniknął z jego twarzy. W tym momencie wcale nie planował grać na uczuciach dziewczyny. Naprawdę zrobiło mu się przykro, że mu odmówiła. - To nie jest żadna gra. Wiem, że masz mnie za jakiegoś potwora, który zakłada się z kumplami, że zdobędzie jakąś laskę, żeby zapewnić sobie trochę rozrywki - starał się zapanować nad emocjami. Musiałby skłamać, gdyby powiedział, że te ciągłe oskarżenia spływają po nim jak woda po kaczce. Bo tak nie było. Powoli zaczynało go to drażnić, ale nie mógł pokazać po sobie zdenerwowania. - Pewnie i tak mi nie uwierzysz, ale powtórzę to po raz kolejny. Z nikim się o nic nie zakładałem. Nigdy w życiu z tobą nie pisałem - powiedział teraz już całkowicie spokojnie, choć wątpił, aby przyniosło to oczekiwany efekt. - I jeśli chcesz wiedzieć, czemu mi tak na tym zależy, to ci powiem. Po prostu chcę ci udowodnić, że nie jestem tym, za kogo mnie uważasz - dodał. Przez chwilę zastanawiał się czy nie wspomnieć o tym, że przy okazji chce ją lepiej poznać, czy coś w tym stylu, ale doszedł do wniosku, że to jednak nie jest chyba dobry pomysł.
- Posłuchaj, nie chcę, żebyś szła ze mną z przymusu. To nie o to chodzi. Jeżeli nie chcesz, to zrozumiem. Spróbuję kiedy indziej, może zmienisz zdanie - stwierdził. Oczywiście, że by wolał, gdyby Maya z nim gdzieś wyszła, ale nie chciał, aby robiła to wbrew sobie. Atmosfera na takim spotkaniu z przymusu nie byłaby przyjemna.
Liczył, że przynajmniej w tej sytuacji nastolatka nieco się wyluzuje i da się namówić na tę niewinną zabawę, ale jak widać, przeliczył się. Joel westchnął ciężko, opuszczając rękę, w której trzymał jej szkicownik. Przez chwilę pomyślał, po czym podszedł do dziewczyny, ale zamiast zeszytu z jej rysunkami, podał jej swój telefon, który wcześniej wyciągnął z kieszeni spodni.
[Profil]
 
 
Maya Reynolds






White Oak
Studentka medycyny, kelnerka w Ice Dream
You are the only one which I want to hold

Wysłany: 2018-11-11, 21:35   
  

  
You walk these halls and feel the same, cause you can't find your place.
Maya Reynolds

  
  
  
  
  
  
19

  


Gryzła się wewnętrznie sama ze sobą. Z jednej strony nie chciała chłopaka osądzać, bo wydawał jej się szczery we wszystkim, co mówił, a jak wiadomo, Maya nie należała do ludzi, którzy długo się na innych gniewają. Nie mówiąc już o tym, że na dobrą sprawę nie była w tym mistrzynią. Z drugiej zaś nie chciała po raz kolejny wyjść na naiwną idiotkę, która daje sobą manipulować przez pierwszego lepszego przystojniaka. Wszak raz już się nabrała, prawda? Dodatkowo rzekomo przez tego właśnie chłopaka.
Tym trudniej było jej podjąć decyzję i tym bardziej chciała Joela po prostu unikać. Życie byłoby wtedy łatwiejsze, a ona nie musiałaby podejmować wyborów, które wcale nie należały do najłatwiejszych. Nie chciała po wszystkim, kiedy już da mu szansę i przestanie uważać za kogoś, kto ją zwyczajnie skrzywdził, pluć sobie w brodę, że była naiwna, bo okaże się, że po raz kolejny dała się wystawić w tak naiwny sposób. Nie chciała, by się z niej śmiał za plecami, gdy będzie zdawał relację kolegom. Owszem, nie mogła powiedzieć, że jego spojrzenie nie wyglądało na szczere, bo takie właśnie było, ale czy to była podstawa do tego, aby sądzić, iż faktycznie ktoś go wrobił? Och, czemu nie da jej spokoju, by nie musiała zaprzątać sobie głowy takimi rzeczami?
-Nie za potwora. Ludzie z natury nimi nie są. Po prostu… po prostu mnie wtedy też zabolało - powiedziała cicho. Nie, to nie była zemsta, bo ta niewinna i nieśmiała osóbka, jaką była Reynolds, nie była do niej zdolna. Po prostu nie zakładała, że jemu faktycznie zrobiło się przykro, bo powiedziała nie. Z natury ludzie względem niej tak nie reagowali. - A nie możesz mi udowodnić w inny sposób? Ja… ja nie jestem najlepszą kompanką do kina. Poza tym… może o wszystkim zapomnijmy i...i niech każde z nas pójdzie w inną stronę? - zaproponowała. Przecież to było najlepsze ze wszystkich wyjść. On nie musiałby się trudzić, ona nie miałaby dylematów moralnych, których nie lubił nikt. Idealnie. Szkoda, że najwidoczniej Joel wcale nie miał zamiaru odpuszczać, a jak wiadomo, Maya specjalnie asertywna nie była i powoli kończyła jej się za zaborczość i upartość, którą jakoś z siebie wykrzesała.
-Po co? Z pewnością jest wiele dziewcząt, które… sam wiesz, pójdą z tobą bez problemu - uniosła głowę, patrząc na niego dużymi, niebieskimi tęczówkami. Nie rozumiała go, naprawdę. Ale nigdy nie rozumiała płci przeciwnej, która była dla niej prawdziwą zagadką.
Widząc, jak opuszcza jej notatnik, poczuła nadzieję. Nadzieję, że to się skończy, a ona uwolni się od sytuacji, która była przyczyną jej rumieńca na jasnych policzkach. Chciała wziąć zeszyt, raz jeszcze chłopaka przeprosić i iść do domu, gdzie będzie mogła zapomnieć.
Zamiast jednak zeszytu, wyciągnął w jej stronę telefon. Spojrzała na jego twarzy, nijak nie rozumiejąc. Cóż, nie codziennie ktoś prosił ją o numer telefonu, więc jak mogła się domyślić, że chodziło właśnie o to?
_________________

Maya Reynolds





Free me before I slip away
Heal me, wake me from this day


[Profil] [WWW]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Image Map
FORUM PRZYSTOSOWANE DO PRZEGLĄDARKI CHROME
Strona wygenerowana w 0,65 sekundy. Zapytań do SQL: 7